Plac zabaw

Debiutanci coraz bardziej się rozpychają na naszym kinie, próbując z jednej strony sięgać po mocne i poważne tematy, z drugiej bawić się w kino gatunkowe. Pełnometrażowy debiut Bartosza M. Kowalskiego próbuje być połączenie pierwszego z drugim. Dramat z thrillerem, próbujący być zaangażowany.

plac_zabaw1

Początek jest bardzo spokojny, gdzie powoli poznajemy trójkę bohaterów: Gabrysię, Szymona i Czarka. Wszystko toczy się bardzo niespiesznie, zaczynamy poznawać – chciałoby się powiedzieć – dzieci, lecz w przypadku dwóch ostatnich ciężko mi to przechodzi przez gardło. Pierwszy opiekuje się swoim niepełnosprawnym ojcem, drugi mieszka z niemowlakiem w jednym pokoju i ma wyjebane na matkę i brata. Reżyser chce w ten sposób pokazać skąd bierze się zło, a dorośli są tutaj kompletnie nieobecni. Nie reagują na nic, są obojętni (matka Czarka), a próby reakcji kończą się klęską. Wszystko bazuje na długich ujęciach (w sporej części zza pleców postaci) oraz niemal klasyczną muzykę w tle.

plac_zabaw2

To spokojne, wręcz powolne tempo wielu może nie wytrzymać i ja też czasami usypiałem. Do czasu, gdy dochodzi do dwóch scen przemocy: psychicznej (chłopaki nad Gabrysią) oraz fizycznej w finale. Ale ten pierwszy wątek zostaje porzucony i niepotrzebny. Tutaj reżyser niby pokazuje to z daleka, ale niemal czuć każdy cios zadawany przez bohaterów i niemal bezsilność wobec faktu bycia tylko obserwatorem. A finał tylko ma wyłącznie zaszokować i nie jest to w żaden sposób podbudowane, brakuje napięcia.

plac_zabaw3

Poza dobrą realizacją, trzeba pochwalić aktorów młodych. U nas jest z tym problem, by aktor dziecięcy, jeszcze nie posiadający doświadczenia wypadł naturalnie przed ekranem, a tutaj nie czułem ani zgrzytu, ani fałszu w żadnym słowie. Nawet jeśli czasami miałem problem ze zrozumieniem tego, co mówią. Sami dorośli są tutaj tylko i wyłącznie statystami (najbardziej w pamięć zapadła mi matka Czarka i ojciec Szymona), bo skupiono się na dzieciakach. I ten zabieg jest w pełni uzasadniony.

„Plac zabaw” z jednej strony ma coś ważnego do powiedzenia, z drugiej nie mogłem pozbyć się wrażenia, że oglądam wydmuszkę (zwłaszcza pod koniec). Reżyser jest świadomy materii i wie, co chce opowiedzieć, za co należy pochwalić. Wierzę, że Kowalski jeszcze pokaże, na co go stać.

6/10

Radosław Ostrowski