Wyznanie

Rok 2011, małe miasteczko Swindon. Wydaje się być spokojne i żyjące swoim rytmem. Jednak u rodziny O’Callaghan spokój zostaje zaburzony. Ich córka Sian wyszła z domu wieczorem, ale nie wróciła. Może zanocowała u koleżanki, może jest u chłopaka. Wszelkie próby kontaktu są nieudane, więc zostaje zgłoszone zaginięcie. Sprawą zajmuje się policja pod wodzą inspektora Steve’a Fulchera. W tym samym miejsce przebywa Karen Edwards, której córka wiele lat temu uciekła z domu. Kobieta wierzy jednak, że wróci do domu. Losy obydwu rodzin zostaną brutalnie przecięte, zaś losy ich dzieci naznaczone tragedią oraz bólem.

wyznanie1

Ostatnio brytyjskie seriale kryminalne łykam jak pelikan. Zwłaszcza te oparte na faktach, gdzie zbrodnia mocno rzutuje na wszystkich. „Wyznanie” oparte jest na dokumentach, artykułach oraz relacjach świadków dotyczącej tej brutalnej zbrodni. Dlatego akcja dotyczy kilku wątków: śledztwa policji, oczekiwań rodziny Sian oraz początkowo będącej z boku Karen. Ten ostatni wątek wydaje się całkiem zbędny, a nawet stanowi pewien balast. Samo dochodzenie prowadzone jest dość powoli i ta żmudność dominuje dwa pierwsze odcinki. Pojawia się podejrzany, jest obserwacja, w końcu dochodzi do aresztowania oraz zeznania. Jednak to dopiero początek komplikacji, gdzie sytuacja zaczyna się odwracać. Albowiem to śledczy zostaje celem dochodzenia, gdyż nie końca trzymał się litery prawa. I tu zaczyna się konflikt, bo czy Fulcher przekroczył prawo, wymusił zeznania pod presją, czy może podejrzany Christopher Halliwell i jego prawnik, wykorzystują kruczki do upokorzenia policjanta.

wyznanie2

Ta mieszanka kryminału z dramatem sądowym potrafiła mnie wielokrotnie zaskoczyć. Tym jak bardzo niedoskonały jest system, który nie jest w stanie przygotować na każdą sytuację. Gdzie często wszystko zależy od interpretacji ludzi, których osąd nie zawsze jest trafny. I z tego powodu kluczowy dowód zostaje wykluczony, doprowadzając jedną z rodzin ofiar do wściekłości. To doprowadza do paru pytań wokół działania policji oraz kwestii etyka vs skuteczność. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że podejrzany mógł popełnić więcej morderstw, co może popsuć reputację policji. Co okaże się ważniejsze? Odpowiedź jest bardzo słodko-gorzka, ale o tym przekonacie się sami.

Co wyróżnia „Wyznanie” od innych kryminałów to realizacja. Wszystko jest zrobione w formie dokumentu, gdzie kamera niemal cały czas jest w ruchu. Kolory są bardzo stonowane, a jedynie krajobrazy wydają się okazale. Dokumentalną formę podkreśla obecność dat oraz opisów miejsc, żebyśmy się nie pogubili. Co zdecydowanie jest dla mnie plusem.

wyzwanie3

I choć nie brakuje tutaj znanych twarzy, aktorstwo wydaje się być tutaj wsparciem dla całej historii. Najbardziej rozpoznawalni są tutaj Martin Freeman (inspektor Fulcher) oraz Imelda Staunton (Karen Edwards), którzy tworzą bardzo wyraziste kreacje. Pierwszy jest bardzo wyciszonym, skupionym na pracy policjancie, zdeterminowanym do osiągnięcia celu. Spokojnie poprowadzona kreacja. To jednak Staunton kradnie ten serial jako matka, mająca wręcz obsesję/poczucie winy wobec swojej córki. Może wydawać się troszkę przerysowana, ale nigdy nie staje się karykaturą o co byłoby łatwo, zaś jej upór o sprawiedliwość dla córki jest godny podziwu. Nie można też nie wspomnieć o Joe Absolomie jako Halliwellu, od początku sprawiającego wrażenie dziwnego, niepokojącego osobnika. Bardzo śliska postać, od której nie można oderwać wzroku.

wyzwanie4

„Wyznanie” spośród ostatnich seriali kryminalnych zrobiło na mnie największe wrażenie. Płynnie przechodzący z wątku kryminalnego i obyczajowego, skupiony na faktach, ze świetnymi dialogami oraz dokumentalną formą. Jak Brytyjczycy biorą się za kryminał, to nie ma zmiłuj.

8/10

Radosław Ostrowski

Zbrodnia w White House Farm

Rok 1985, hrabstwo Essex i bardzo spokojna okolica. Tytułowa farma to spory kawał ziemi, należący do państwa Bamberów – małżeństwa w zaawansowanym wieku, mających dwoje dzieci (oboje adoptowane) oraz dwoje wnuków. Żyli w miarę spokojnie, nie licząc problemów psychicznych córki, która leczyła się farmakologicznie. W nocy z 6 na 7 sierpnia 1985 w farmie dochodzi do masakry – starsi państwo, córka Sheila oraz jej dzieci zostają znalezione martwe. Prowadzący śledztwo nadinspektor Thomas Jones jest przekonany, że to psychiczna chora Sheila zabiła wszystkich, a na koniec popełniła samobójstwo. Ale jeden z policjantów, sierżant Jones, który ma zająć się rodziną, zaczyna mieć poważne wątpliwości.

white house farm1

Kolejny brytyjski miniserial kryminalny, tym razem oparty na faktach. Cała akcja toczy się dwutorowo, skupiając się na dwóch wątkach. Pierwszy to reakcje rodziny po tragedii, skupiając się głównie na Jeremym oraz mężu Sheili. Jeden z nich ciągle jest w szoku i nie potrafi przetrawić tej tragedii, drugi zaś wydaje się opanowany. Aż za bardzo. Zupełnie jakby sprawiało mu to frajdę. Jasne, to dziwak, ale nawet to nie wyjaśnia pewnych decyzji (kremacja zamiast pogrzebu czy uśpienie psa), przez co rzucane są podejrzenia. Jednocześnie widzimy policyjne śledztwo, które skupione jest niemal na jednej tezie. Wszelkie próby innego spojrzenia uważane są za defetyzm, a nawet działanie na szkodę śledztwa. Widać jak na dłoni niekompetencję, niedbałe przeszukanie miejsca zbrodni, odrzucenie innych dowodów, skupienie ku karierze niż prawdzie. Przez co bardziej odczuwalna jest bezsilność, gdy wszelkie próby przebicia zawodzą. I obydwa te wątki potrafią zaangażować, głównie dzięki powolnemu odkrywaniu kart. To bardzo pomaga w budowaniu napięcia, parę razy szarpiąc za gardło.

white house farm2

Ale nie spodziewajcie się fajerwerków w kwestii technicznej, bo nie o to tu chodzi. To sama historia ma się bronić, gdzie dochodzi do szokującej prawdy. Chociaż tej można było się domyślać, a samej sceny rzezi nie pokazano. Jednak samo odkrycie prawdy potrafi uderzyć, nawet jeśli nie jesteśmy jej świadkami. Wszystko zamyka się w ostatnim odcinku, będącym procesem i daje to wiele satysfakcji. Jakby twórcy wierzyli, że mimo błędów i uchybień, sprawiedliwości zawsze stanie się zadość.

white house farm3

To jeszcze zostaje podparte jest świetnym aktorstwem. Absolutnie tutaj błyszczy Freddie Fox jako Jeremy Bamber, który jest bardzo śliski, wycofany i trudny do rozgryzienia. Nie można jednak oderwać od niego oczu kiedy manipuluje wdowcem, by skłócić resztę rodziny. Kontrastem dla niego jest Mark Addy jako sierżant Jones – pełen empatii, cierpliwy, wyciszony i skupiony. Co jest dużym przeciwieństwem upartego nadkomisarza Jonesa (mocny Stephen Graham), ignorującego inne dowody i działającego w pośpiechu. Z pań najbardziej wybija się Alexa Davies (wyciszona i wręcz zastraszona Julie Mugford) oraz Gemma Whelna (bardzo charakterna, nie dająca sobie w kaszę dmuchać Ann), dając sporo przestrzeni.

Kiedy Brytyjczycy biorą się za rekonstrukcję prawdziwych zbrodni, potrafią mocno chwycić za serducho. Nawet jeśli przypomina to Teatr Telewizji, jest to zrobione bardzo porządnie i zagrane świetnie. Jak tego nie obejrzeć?

8/10

Radosław Ostrowski