Syberiada polska

Dla mieszkających bliżej wschodniej granicy Polaków wrzesień 1939 roku zaczął się względnie spokojnie. Nie było jakiś gwałtownych ataków – poza ulotkami propagandowymi – zaś sami Sowieci sprawiali wrażenie bardziej sprzymierzeńców. Wszystko zmieniło się zimą, kiedy to Polacy zostali wyrzuceni ze swoich domów i wywiezieni w głąb kraju, na Syberię. By pracować do wyczerpania sił.

syberiada polska1

Janusz Zaorski zdecydował się wrócić po latach do kręcenia filmu, zaś materiałem była powieść Zbigniewa Domino. Sam punkt wyjścia był świetny, bo tematyka zesłańców na Syberię nie jest zbyt często poruszana. O czasach, gdzie najważniejsze było przeżycie niemal za wszelką cenę. A jednocześnie wszystko miało miejsce w bardzo nieprzyjaznych okolicznościach przyrody. Niby pięknie wyglądającej, ale brutalnej i nieprzyjaznej. Takie wydawałoby się założenie na mocny i poruszający dramat. Problem w tym, że „Syberiada polska” to absolutny niewypał. Tu praktycznie nic nie gra, a uczynienie  bohaterem zbiorowości okazuje się chybionym pomysłem. Niby historia skupia się na rodzinie Jana Doliny, ale po drodze jeszcze pojawiają się inni: profesor z córką, matka z trójką dzieci czy młoda żydowska dziewczyna. Oczywiście są też źli Sowieci, co nienawidzą Polaków (przerysowany komendant obozu), ale nie wszyscy. Niby próbuje się nadać odcieni szarości, jednak z powodu braku głębszego zarysowania postaci, wywołuje to kompletną obojętność. Mało tego, historia jest wręcz poszatkowana, pozbawiona ciągu przyczynowo-skutkowego i trudno stwierdzić kierunek tej niby historii.

syberiada polska3

Obojętność to najgorsza rzecz jaką popełnia Zaorski, ale nie jedyna. Kompletnie nie czułem żadnego zagrożenia w tym obozie. Jasne, niby jest zima i bardzo daleko od cywilizacji, ale nie widać, by rezydujący w obozie wyglądali gorzej niż przed pojawieniem się. Żadnego brudu, zmęczenia, zużytych ubrań, wychudzonych ciał. Pojawia się troszkę trumien i momentów umierania, ale to troszeczkę za mało. Nawet nie da się zorientować w jakim okresie się znajdujemy. Takie chaosu w polskim kinie nie widziałem od czasu „Historii Roja”. Zrealizowane jest to poprawnie i miejscami ładnie wygląda, a w tle gra wręcz sielska muzyka.

syberiada polska2

Aktorsko problem jest taki, że nie bardzo jest tu co grać, zaś skokowa narracja jeszcze bardziej przeszkadza. Bo tu nie ma postać, a jedyny wyraźny dylemat ma postać grana przez Sonię Bohosiewicz. I jest tutaj zamysł, by kobieta dla ratowania życia dzieci zostaje kochanką ważnej persony w obozie. Adam Woronowicz jako protagonista (niby) próbuje pokazać więź ze swoimi synami, jednak mocno ograniczony zestaw nie daje pola manewru. Młoda ekipa radzi sobie poprawnie (Krucz, Rybicka, Więdłocha), stanowiąc tło.

Polskie kino historyczne o wydarzeniach z życia Polski w XX wieku ostatnio ma mocno pod górkę. Niestety, dzieło Zaorskiego to bardzo pokraczny niewypał, którego spodziewałbym się po jakimś debiutancie. Pozbawiony sensu, fabuły oraz czegokolwiek wartego uwagi.

4/10

Radosław Ostrowski

Czarny Mercedes

Rok 1942, okupowana przez Niemców Warszawa. Tutaj zostaje zamordowana żona pewnego znanego i cenionego adwokata, Karola Holzera. Nic nie zostało skradzione, a potencjalny świadek/sprawca, czyli gosposia znika bez śladu. Śledztwo prowadzi oficer granatowej policji, nadkomisarz Rafał Król, który jest także członkiem AK. Nieoczekiwanie do sprawy włącza się radca kryminalny Enrst Kluge, a dochodzenie prowadzi do dość niebezpiecznych torów. Przynajmniej tak założyli sobie twórcy.

czarny mercedes1

Janusz Majewski to jeden z weteranów kina, który także posiada talent literacki. „Czarny Mercedes” to adaptacja jego własnej powieści kryminalnej, bardzo ciepło odebranej przez czytelników. Przeniesienie tego dzieła na ekran kinowy wydawało się kwestią czasu. Sama koncepcja była bardzo interesująca: morderstwo w czasach okupacji dawało spore pole do popisu. Bo czego tu nie ma: ukrywanie Żydów, znajdujące się w getcie ekskluzywne lokale dla bogaczy, ukrywający swój homoseksualizm oficer SS, konspiracja, tłumione namiętności oraz ukrywane tajemnice. Problem jednak w tym, że reżyserowi – w co bardzo ciężko mi było uwierzyć – nie udaje się ani zaangażować, ani wciągnąć w swoją opowieść. Wątki są bardzo szybko urywane i wraca się do nich w sposób absolutnie chaotyczny (kwestia chłopaka ofiary, który próbuje do niej dotrzeć i próbuje na własną rękę dopaść sprawcę czy nielegalna działalność mecenasa) albo prowadzą donikąd (wizyta w Cafe Muza). To drugie jeszcze samo w sobie nie jest złe, bo niejako o to w kryminale chodzi. Jednak pojawia się tutaj kilka scen, które sprawiają wrażenie zapychaczy (Aneta stojąca nago przed lustrem, relacja Maxa z przyjacielem Egonem czy wątek konspiracji) i można było z nich spokojnie zrezygnować.

czarny mercedes2

Jeszcze większym problemem była realizacja, która jest bardzo nierówna. Z jednej strony starano się zachować klimat lat 40., co widać w scenografii (szyldy na sklepach) czy kostiumach. Z drugiej większości akcji toczy się w przyciemnionych pokojach, gdzie widać głównie twarze oraz sylwetki postaci. Przez co całość sprawia wrażenie produkcji telewizyjnej i z o wiele mniejszym budżetem niż jest naprawdę. O napięciu też można w sumie zapomnieć, bo historia jest bardzo przewidywalna i szybko odkryłem kto stoi za tym wszystkim. Te niby momenty montażowych cięć przed istotnym wydarzeniem wcale nie pomagają tego zatuszować.

czarny mercedes3

Aktorsko też nie za bardzo jest pole do popisu, bo postacie nie są zbyt dobrze zarysowane, brzmią sztucznie i sprawiają wrażenie kukiełek pozbawionych jakiegokolwiek charakteru. Choć aktorzy starają się jak mogą, rzadko komu udaje się wypaść wiarygodnie. Z całej obsady najlepiej wypada drobny epizod Andrzeja Seweryna w roli hrabiego-erotomana. Postać ta dodaje odrobinę humoru i jest najbardziej kolorowa w tym całym towarzystwie. Solidnie jeszcze prezentuje się Andrzej Zieliński w roli Króla – ma w sobie coś, co pasowałoby do roli klasycznego, doświadczonego detektywa. Za to Bogusław Linda jako jego niemiecki kolega z pracy wypada dość dziwacznie. I nie chodzi o małą obecność na ekranie, ale podczas jego dialogów w języku niemieckim słychać, że mówi nie swoim głosem. Ta podmiana wypada sztucznie i przyprawia o wielki ból uszu. Jeszcze można zawiesić oko na Marii Dęskiej (Krystyna/Aneta), która jest magnetyzująca, ale to za mało.

czarny mercedes4

Niestety, ale Majewski przenosząc na ekran swoją powieść rozczarował okrutne. Tak barwny i bogaty świat nie udało się ożywić na taśmie, zaś intryga kompletnie nie angażuje oraz pozbawiona jest napięcia. Jeśli chcecie wejść w ten świat, zdecydowanie lepiej zostać z powieścią.

4/10

Radosław Ostrowski

Niewidzialne

Przenoszenie na ekran sztuki teatralnej zawsze jest karkołomnym zadaniem, zwłaszcza jeśli podejmuje się go sam autor. Nawet jeśli wcześniej zrobił udany film. Paweł Sala tym razem pokazuje losy trzech panien pracujących jako szwaczki w jakiejś obskurnej piwnicy. Szyją ubrania, szefa nie ma nigdy, pieniędzy też niewiele. Jest jeszcze kroczy, do którego nasze dziewuchy lecą i kręci bardzo, chociaż nie wiadomo dlaczego. Może dlatego, że jest tutaj jedynym facetem.

niewidzialne1

„Niewidoczne” są zrobione tak, jak klasyczny dramat teatralny – jesteśmy w jednym miejscu, gdzie przebywają szwaczki i krojczy, którzy prowadzą rozmowy. I tak gadają, gadają, gadają. A o czym? O wszystkim i o niczym. A że są to osoby raczej z marginesu, to głównie o ciężkim życiu. Bo jedna szwaczka (dobra Natalia Rybicka) samotnie wychowuje syna-niemowę, druga (nierówna, bardzo manieryczna Sandra Korzeniak) ma męża-skazańca i myśli tylko o jednym, czyli o bzykaniu, z kolei trzecia jest samotną, starszą panią. No i jest jeszcze krojczy, który poza byciem źródła pożądania (zostaje ono zaspokojone przez wszystkie trzy panie naraz w niezbyt przyjemnej scenie) czasem coś pomaluje i napisze jakiś wierszyk. Jako jedyny wydaje się osobą niepasującą do tego miejsca. Jeszcze jest pojawiająca się Maria Miracle (niezła Aleksandra Popławska), która jest wypadkową akwizytora i szarlatanki, proponującej duże pieniądze w zamian za wypełnienie kwestionariusza. Niemal czysty symbol kapitalizmu oraz lepszego, dostatniego życia.

niewidzialne2

Problem w tym, że sam reżyser albo nie wie, o czym tak naprawdę chce opowiedzieć, albo wybrany temat zwyczajnie jest nieciekawy. Że jest biednie, szaro i nieciekawie – wystarczy poczytać pierwszą, lepszą gazetę. Fabuły, jak intrygi jako takiej tu nie ma, zaś sam widok brudnej piwnicy, choć wygląda pięknie – według kryteriów turpistów – oraz gwałtownie wchodząca muzyka między przejściami to troszkę za mało, by porwać. No jest jeszcze monolog, gdzie szwaczka-erotomanka mówi o swoich dzieciach – to potrafi uderzyć piorunem.

Jednak poza tym „Niewidzialne” miałoby większą siłę rażenia w teatrze. Sam film działa bardzo przysypiająco, wymaga wiele wysiłku i nie pokazuje niczego nowego wobec życia ludzi marginesu. Czyli wyszedł typowy polski snuj, a szkoda.

4/10

Radosław Ostrowski

Excentrycy, czyli po słonecznej stronie ulicy

Ciechocinek, rok 1957. Tak jak teraz, tak i wtedy była to miejscowość wypoczynkowa, pełna uzdrowisk. I w tym czasie między śmiercią Stalina a wchodzącym Gomułką, przyjeżdża do kraju imigrant z Londynu, muzyk Fabian Apanowicz. Marzy tylko o jednym – grać swing, bo cóż innego zostało. I tak z grupka zapaleńców tworzy orkiestrę swingową, odnosząc sukcesy. Do składu dołącza jako wokalistka siostra Fabiana, Wanda oraz tajemnicza Modesta.

excentrycy1

Powieść Włodzimierza Kowalewskiego – olsztyńskiego pisarza to barwny portret lat 50., gdy do naszego szarego kraju wszedł kolor, a to dzięki przybyszowi ze zgniłego zachodu. Niby nic nowego, ale w rękach Janusza Majewskiego opowieść ożyła. Udało się dokonać niemożliwego – stworzyć zabawną, lekką, ale i poważną opowieść o tych czasach, gdy polityka bez pytania wchodziła do domu. Nawet w takich drobnych sprawach jak muzyka swingowa. Fabiana i jego cichych wspólników (milicjanta, stroiciela fortepianu, lekarza, kierownika knajpy) zaczyna łączyć muzyka, stając się fundamentem przyjaźni. Humor jest tutaj bardzo subtelny, delikatny, oparty czasami na rzadko się pojawiających wulgaryzmach (pani Bayerowa) oraz muzyce, piosenkach. Dodatkowo reżyser rozwija jeden watek sensacyjno-szpiegowski, ale robi to tak jakby przy okazji, że nie psuje to dobrego wrażenia, a smaczkiem jest pewna estetyka noir. Fabian w płaszczu i z krawatem wygląda bardziej jak prywatny detektyw, co jest przyjemnym widokiem.

excentrycy2

Reżyser wiernie odtwarza realia PRL-u lat 50., gdzie nie brakowało małych knajpek, gdzie grali młodzi pasjonaci muzyki i to jakiej – Gershwin, Ellington, Porter. Niby te standardy fanom klasycznego jazzu są znane, jednak nie w tym kraju, gdzie wszystko można spieprzyć. Partie muzyczne, czyli wszelkiego rodzaju koncerty, stają się – trochę wbrew intencjom Apanowicza – oddechem wolności i tęsknotą za normalnością, chociaż nie jest to sugerowane wprost. Wykonane są one znakomicie, aranżacje autorstwa Wojciecha Karolaka, wprawiają w przyjemny nastrój i jak to jest zaśpiewane (w dodatku płynną angielszczyzną). Czyżby można było zrobić amerykański sen w polskim wydaniu? Mimo gorzkiego finału intrygi, Majewski nie pozbawia bohaterów optymizmu i zwyczajnego robienia swojego.

excentrycy3

Majewskiego w tej wizji wspierają – nie zawaham się użyć tego słowa – wspaniali, tworząc wyraziste postacie, czasami mając do dyspozycji kilka minut czasu. O Macieju Stuhrze nie jestem w stanie powiedzieć złego słowa, a postać Fabiana to pasjonata, kochający muzykę ponad wszystko. Ponad politykę, ojczyznę, kobietę. Chociaż to ostatnie wcale nie jest takie oczywiste, gdy pojawia się Modesta. Natalia Rybicka (wyrosła nam ta dziewczyna z „Żurka”) wygląda niczym klasyczna femme fatale, a śpiewa tak, że nie da się oderwać oczu i uszu, tworząc aurę tajemnicy wokół siebie. Tak samo warto wspomnieć Sonię Bohosiewicz, czyli Wandę – siostrę Fabiana. Niepozorna, chorowita, garbata i bojąca się śmierci kobieta, na scenie zmienia się nie do poznania – energiczna, przebojowa, zawłaszczająca sobie scenę. I jeszcze dawno nie widziana Anna Dymna, czyli Bayerowa – samotna, zgaszona pesymistka, która zostaje „referentem do spraw sanitarnych w komórce kulturalno-oświatowej” (po naszemu babką klozetową), kradnąc jedną sceną cały film.

excentrycy4

Jeśli chodzi o panów, solidność potwierdził Adam Ferency (Habertas) i Wiktor Zborowski (Stypa) jako wspólnicy Fabiana w muzycznej zbrodni, ale i tak na kilka minut skradł film Wojciech Pszoniak jako mający obsesję na punkcje pederastii pan Zuppe. Niepozorny staruszek, zawsze elegancko ubrany, robi niesamowitą furorę, a jego wywody wprawiają w śmiech. Tak samo drobne epizody Mariana Dziędziela (towarzysz Kułak) i Mariana Opanii (generał radziecki).

excentrycy5

Janusz Majewski troszkę zaskoczył, kręcąc tak energiczny i pozytywny film. „Excentrycy” są świetni technicznie, przyjemni niczym klasyczny koktajl, a styl nie dominuje nad fabułą. I to wszystko zrobił 85-latek. Pozazdrościć formy.

8/10

Radosław Ostrowski