Ja i ty

Lorenzo jest młodym, pryszczatym nastolatkiem, który uwielbia jedną rzecz – samotność i brak kontaktu z innymi ludźmi. Kiedy jego klasa ma uczestniczyć w wycieczce szkolnej w góry, on jako jedyny nie wpłaca pieniędzy. Zamiast tego, ukrywa się w piwnicy domu, gdzie mieszka, planując spędzić tam czas. Wtedy pojawia się przed drzwiami kuzynka Olivia, która wprasza się nieproszona. I tak wbrew woli musi z nią spędzić tydzień.

ja_i_ty1

Ostatni film Bernardo Bertolucciego, który nie trafił do polskich kin, powstał w 2012 roku i jest bardzo współczesną historią z dojrzewaniem w tle. Dwoje outsiderów, którzy niby są rodziną, ale nie znają się zbyt dobrze to ciekawy materiał, dający pole do popisu, a zamknięta przestrzeń zmusza ich do otworzenia się. Narcystycznego chłopaka i dziewczynę-ćpunkę łączy więcej niż się wydaje na pierwszy rzut oka – samotność, słabe relacje z rodzicami i ukrywanie się. Zderzenie tej dwójki musi wywołać silną reakcję, który zmusi ich do weryfikacji swoich postaw. Kompletnie zaskakuje realizacja tego filmu, bardziej przypominająca kino niezależne niż dzieło doświadczonego reżysera – trzęsąca się kamera, nieostre zbliżenia na twarze (scena, gdy Lorenzo przygląda się śniącej Olivii), skupienie się na detalach, pojawiających się na chwile (zniszczenie siedliska mrówek), wplecione piosenki (m.in. The Cure i David Bowie). Nie brakuje mocnych scen, związanych m.in. z głodem narkotycznym czy bójki miedzy naszymi bohaterami, jednak muszę przyznać, iż trudno polubić naszych bohaterów od razu.

ja_i_ty2

Jednak z każdą sceną i rozmową, oboje zaczynają zyskiwać w oczach. Zaczyna się tworzyć nic porozumienia, a nawet sympatii (scena tańca w rytm piosenki Davida Bowie). Grający swoje role Jacopo Olmi Antinori oraz Tea Falco radzą sobie cholernie dobrze, odsłaniając kolejne twarze – od narwanych samotników po szukających bliskości ludzi, trzymając ten film na swoich barkach.

ja_i_ty3

Zgoda, „Ja i ty” to nie jest nic nowego w tematyce kina inicjacyjnego, jednak sposób realizacji nie jest typowy dla Bertolucciego, co daje odrobinę świeżości. Szkoda, że sparaliżowany włoski mistrz raczej nie zrobi już niczego nowego, bo poniżej pewnego pułapu nie schodzi. Solidna robota i tyle.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Bertolucciego