Agentka

Susan Cooper wydaje się niepozorną grubaską, ubraną niczym moherowa babcia, tylko młodsza.  Za duże ciuchy, za duże ciało, kumpli i przyjaciół brak. I nie uwierzylibyście, że jest ona analityczka CIA, dla której komputery nie mają żadnych tajemnic. A agentem, z którym najlepiej współpracuje jest Bradley Fine – taki przystojny i taki sam, że James Bond przy nim jest amatorem. Następną akcja miało być zlokalizowanie bomby atomowej, należącej do Rayny Bojanow, córki bułgarskiego bandziora. Akcja jednak kończy się porażką, Fine zostaje zamordowany, a kobieta zna wszystkich agentów w terenie. Dlatego CIA wysyła w teren Cooper jako jedyną agentkę, która nie została spalona.

agentka1

Paul Feig to jeden z tych współczesnych speców od komedii, który balansuje czasami w okolice poniżej pasa, ale nigdy jej nie przekracza. Tym razem postanowił zrobić parodię kina szpiegowskiego, idąc szlakiem takich dzieł jak „Kingsman” i „Kryptonim U.N.C.L.E.”, jednak robi to absolutnie po swojemu. Czyli jest złośliwie, pieprzenie i wulgarnie, ale też w żaden sposób nie można mówić tu o prostactwie czy chamskich zagrywkach. Dodatkowo jest to mocno obśmiane i pokazane w krzywym zwierciadle – czołówka z iście bondowską w stylu piosenką, brzydkie oraz niezdarne agentki wchodzące po raz pierwszy w teren, a mężczyźni są pozornie twardzi, sprytni, lecz pierdołowaci. To kobiety tutaj odgrywają decydującą rolę i rozgrywają cała intrygę. Twórcy przenoszą nas jeszcze z miejsca na miejsce – Paryż, Bukareszt, Rzym. Nawet 50 Cent załapie się na akcję, sama intryga poprowadzona jest zgrabnie i jest to co być powinno – kamuflaż, bomby, strzelaniny oraz walki wręcz (potyczka między Susan a Lią w kuchni – rewelacja), pomysłowo zainscenizowane oraz zrobione z biglem. Dawno się tak nie uśmiałem, chociaż humor jest dość specyficzny.

agentka2

A skoro film robi Feig, to wiadomo, że musi zagrać Melissa McCarthy. I jako Susan jest znakomita, niepewna siebie, twarda suka z niewyparzoną gębą oraz atakująca swoim bezczelnym urokiem. Ta kobieta dokonuje takiej destrukcji i zadymy, że głowa mała (pierwsze zabójstwo czy pościg na skuterze, wpadając do… świeżego cementu), przypominając wszelkie ciosy karate. Panią McCarthy wspiera elegancki i czarujący Jude Law (Bradley Fine) oraz kompletnie ciapowaty agent-mitoman Jason Statham, robiący sobie jaja ze swojego emploi. Statham kradnie film swoimi opowieściami tak nieprawdopodobnymi, że nie można powstrzymać się ze śmiechu. I jeszcze jest wyrazisty czarny charakter w wykonaniu Rose Byrne. Rayna nie przejmuje się niczym, ma słabą pamięć do imion oraz nazwisk, a tak mięchem rzuca, jakby była facetem.

agentka3

Nie jest to jednak tylko bezczelna parodia i jaj z Bonda czy konwencji, ale przednia zabawa. Świetnie wyreżyserowana, zrealizowana z biglem oraz finezją (nawet jeśli są troszkę seksistowskie numery). Aż chciałoby się zobaczyć następną część. Ale to chyba nigdy się nie stanie, niemniej to najlepszy film Paula Feiga.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Gorący towar

Sara Ashburn jest agentką FBI, która bije swoich kolegów inteligencją, co zniechęca jej kolegów swoimi popisami. W końcu dostaje szansę na otrzymanie awansu, ale jest jeden warunek: musi dorwać Simona Larkina – poważnego dilera narkotykowego, którego nikt nie widział, a ci co widzieli już nie żyją. Dlatego trafia do Bostonu, gdzie zostaje zmuszona do współpracy z policjantką Shannon Mullins – otyła, prymitywną kobieta, rzucającą mięsem.

towar3

Dawno, dawno temu (czyli tak ze 30 lat) wymyślono nurt w filmach, który zwał się buddy movies (kumpelskie kino). Były to filmy sensacyjne z zabarwieniem komediowym, opartym na przeciwieństwie głównych bohaterów. Tak powstały „48 godzin”, „Zdążyć przed północą” czy kultowa „Zabójcza broń”. Paul Feig, który dwa lata temu stworzył „Druhny” postanowił nakręcić żeńską wersję filmu Richarda Donnera, zastępując Mela Gibsona i Danny’ego Glovera duetem Sandra Bullock/Melissa McCarthy. I wyszła z tego niezła mieszanka.

towar1

Z jednej strony mamy prymitywne i wulgarne żarty, choć naprawdę zabawne (m.in. arsenał trzymany w lodówce czy przesłuchanie z groźbą odstrzelenia jaj) z ciętymi dialogami, z drugiej mamy jazdę po wszelkich kliszach oraz dość mocno pozbawioną logiki intrygę. W dodatku nie zawsze realizacja trzyma poziom (komputerowo zrobiony wybuch), a parę scen wydawało mi się zbędnych (popijawa w barze).

towar2

Niemniej jako całość wyszła całkiem nieźle, zaś chemia między bohaterkami jest namacalna i ona nakręca tą całą opowieść, która mogła być lepiej poprowadzona. Z drugiej strony jak się nie ma co się lubi, to można jeszcze raz obejrzeć „Zabójcza broń”.

6/10

Radosław Ostrowski