Taksiarze z Waszyngtonu

Waszyngton – stolica najpiękniejszego kraju świata, gdzie każdy może być tym, kim tylko się żywnie podoba. Tam też działa firma taksówkarska D.C. Cab, gdzie pracują ludzie światli, inteligentni oraz kompletnie postrzeleni. Do tej firmy postanawia dołączyć Albert Hockenberry – syn przyjaciela szefa firmy, Harolda. Chłopak jest pełen zapału i entuzjazmu, chcąc rozkręcić cały interes, co nie będzie takie łatwe.

taksiarze1

Film Joela Schumachera to komedia oparta na sile charakterów i mogła powstać tylko w latach 80. Tylko wtedy nosiło się takie wdzianka, słuchało się muzyki Giorgio Morodera oraz Ireny Cary, a takiej bandy pomyleńców razem nie mogło się pojawić w takiej ilości. A co to za postacie: lekko hipisowski szef z miotaczem ognia w domu (!!!), czarnoskóry naciągacz i oszust, niespełniony muzyk, dwóch mięśniaków z bandanami na głowach, mający obsesje na punkcie teorii spiskowych Dell czy próbujący podrywać dziewuchy Xavier. Już samo to jest wystarczającym źródłem humoru oraz masy całkiem przyjemnych gagów (ucieczka przed konkurencją otwierająca film czy zdobycie pieniędzy od tancerki erotycznej), które może nie zaskakują finezją, ale doprowadzają do ataku śmiechu. Początkowo film jest takim zbiorem scenek, gdzie nasz bohater próbuje odnaleźć się w tej pokręconej zbieraninie, która musi walczyć z inspektorem pracy i konkurencją.

taksiarze2

Schumacher opisuje tych bohaterów z nutką sympatii, chociaż nie są to bohaterowie idealni. Ale dopiero jako zgrany zespół są w stanie stworzyć coś wartościowego, a nawet odzyskać swoją reputację. Niby to po amerykańsku, ale czuć takiego energetycznego kopa. Dopiero ostatnie pół godziny dodaje wątek sensacyjny (porwanie dzieci z sierocińca i Alberta), co uzasadnia pełne zjednoczenie sił oraz pomysłowy zestaw gagów ze świetnie zrealizowaną sceną pościgu za porywaczami.

taksiarze3

I jeszcze ma bardzo wdzięczną obsadę z ciepłym Adamem Baldwinem jako sympatycznym Albertem na czele. Z tego grona bohaterów zdecydowanie wybija się Mr. T (twardy Samson), postrzelony Gary Busey (Dell) czy udający przystojniaka Paul Rodriguez (Xavier). Ale cały zespół jest bardzo zgranym składem, który mógłby ubarwić nie jeden film i czuć silną chemię, co daje sporo radości.

taksiarze4

„Taksiarze” to kawał przyzwoitej komedii, która mogła powstać tylko w jednym czasie, dając całkiem sporo frajdy. Troszkę zapomniane dzieło, chociaż nie zasługuje na pamięć nielicznego grona widzów. Nie tak zabawny jak filmy z tego okresu, ale nadal daje radę.

6,5/10

Radosław Ostrowski