

Wykonawców popowych i soulowych jest po prostu na pęczki. Więc dlaczego zwracać uwagę na kolejną płytę z tego typu muzyką? Bo czasami zdarza się po prostu coś dobrego. Jak na przykład trzeci album walijskiego wokalisty Paulo Nutiniego.
Razem z producentem Dani Castelarem postanowili pójść w stronę soulu i r’n’b z lat 70-tych. I słychać to najbardziej w instrumentarium, gdzie najbardziej wybijają się dęciaki, organy Hammonda („Diana”), bas i delikatnie grająca gitara elektryczna. Nie brakuje tutaj zarówno chwytliwych i szybkich numerów jak „Fashion” (gościnnie wspiera wokalnie rapująca Janelle Monae) czy singlowe „Scream”. Jednak większą uwagę skupiają dłuższe (ponad 5 minutowe kompozycje), które powoli, lecz stopniowo się rozkręcają i budują bardzo intymny klimacik. Tak jest w przypadku „Looking for Something” (świetne smyczki) czy „Cherry Blossom” z „sennym” gitarowym wstępem, gdzie potem wszystko się rozkręca. Należy też absolutnie wyróżnić kapitalny „Iron Sky” z wplecioną przemową Chaplina z filmu „Dyktator”. Jedyną dla mnie poważną wadą są dwa instrumentalne utwory, które niczego nie wnoszą – „Bus Talk” i „Superfly”. A wokal Nutiniego jest mocny tam, gdzie być powinien (wspomniane „Iron Sky” i delikatny, gdzie jest to wymagane („Diana”).
Retro od dłuższego czasu jest w cenie i „Caustic Love” wpisuje się w ten trend. Ale jest tutaj sporo melodii i piekielnie dobrych piosenek, dla których warto spędzić czas. Jestem naprawdę zaskoczony.
7,5/10
Radosław Ostrowski
