Kukiz – Zakazane piosenki

Zakazane_piosenki

Generalnie nie ma sprawy.
Ustawiony jeden, drugi, trzeci też.
Szkoda tylko im zabawy.
A co z Polską ?
Polska, co to kurwa jest ?

Tego faceta można znienawidzić za swoje polityczne zaangażowanie oraz tematykę, ale nie można odmówić mu odwagi oraz odrobiny charyzmy. Po „Sile i honorze” tym razem pojawiają się „Zakazane piosenki”, gdzie znów były wokalista Piersi pokazuje to, co widzi i mówi o tym wprost.

I facet bawi się brzmieniami oraz stylistyką. Nie brakuje tu przedwojennej stylistyki (otwierające całość „Dnia czwartego czerwca” i kończące „Siekiera-motyka”) jak i bardziej imitacji Kultu, tylko bardziej naspeedowany (m.in. „Kundelek Antka policmajstra” z wplecionym tematem Jamesa Bonda) czy reggae („Trzeba to zagłuszyć” z solówkami trąbki i saksofonu). Wściekłość, gniew, agresja plus polityczne rozczarowanie, porównujące współczesną rzeczywistość do PRL-u. Partyjniactwo („Nastolatek, czyli dejavu”, „JOW!”), karierowiczostwo („Lolo Brukselka”), kumoterstwo, sprzedawanie („Dnia czwartego czerwca”) – a wszystko to z perspektywy ludzi odrzuconych i rozczarowanych, których jedni nazywają pomyleńcami, a drugi prawdziwymi patriotami (singlowa „Samokrytyka (dla Michnika)”).

Brzmieniowo jest troszkę dla mnie zbyt monotonnie, ale chyba nie to było najważniejsze dla Kukiza. Żeby nagrać taki album z taką treścią, która dla władzy (tej obecnej też) jest niewygodna, to trzeba mieć jaja. Jest jeden potencjalny hit („Samokrytyka”) i kilka porządnych kawałków, pod warunkiem, że nie odrzucicie warstwy tekstowej. Oceny tym razem nie dam, bo nie mam takich jaj jak Kukiz.

Radosław Ostrowski