Szczęki

Miasteczko Amity jest oazą spokoju gdzieś na wyspie. A w zasadzie było nią do czasu, kiedy w okolicy nie przyczaił się rekin ludojad – takie bydle. Zagrożenie wyczuwa szeryf Martin brody, jednak jego apele nie spotykają się z reakcja władz, marzących o zysach z turystyki. Ale parę trupów później i po zgłoszeniu nagrody, szeryf przekonuje miejscowego marynarza, Quinta do polowania na rybkę. Do nich dołącza naukowiec Matt Hooper ze swoim sprzętem.

szczeki1

W zasadzie mógłbym skończyć tutaj, gdyż o „Szczękach” powiedziano już wszystko. Przełomowy film Spielberga, który otworzył mu wrota do Hollywood i przyciągnął kupę szmalu, jednocześnie czerpiąc garściami z rasowego thrillera. Zamiast psychopaty, mamy tutaj żarłocznego rekina, terroryzującego miasteczko na wyspie i zakłócającego porządek. A kiedy on się pojawia, jedno jest pewne – poleje się krew i ktoś będzie miał obfity posiłek. Reżyser jest jednak na tyle cwany, że a) nie przesadza z przemocą, stawiając bardziej na niedopowiedzenia i nasze domysły, b) samego drania pokazuje dopiero w finałowej konfrontacji na morzu. A facet buduje napięcie w sposób iście mistrzowski (pokazał to już w swoim debiucie, ale tutaj potwierdził swoją formę). Wystarczy przypomnieć choćby pierwsze wejście rekina czy atak na plaży, który przerywany jest licznymi fałszywymi alarmami w postaci krzyków ludzi (widocznych na dalszym planie), a obecność żarłoka przypominana jest dzięki świetnej muzyce Johna Williamsa, która w 50% odpowiada za suspens.

szczeki2

Tutaj niewielu ma zdrowy rozsądek, który zastąpiła chciwość (burmistrz) albo obłęd (Quint), a jedynym wyjściem z całej sytuacji jest upolowanie i zabicie bydlaka. Finałowy akt to właściwie poezja w tym całym filmie. Wszystko jest tutaj idealnie wymierzone, praca kamery i montaż są na wysokich obrotach, czekając w zasadzie tylko na jedną rzecz. Konfrontacja ta przypomina walkę kapitana Ahaba z Moby Dickiem – rywalizacja między bezwzględna naturą a ludźmi, gdzie można liczyć tylko na łut szczęścia. Pytanie tylko czy to wystarczy?

szczeki3

Całość jest świetnie zagrana, choć uwagę skupiają tutaj trzej panowie. Fenomenalny jest Roy Scheider w roli szeryfa Brody’ego. Facet kieruje się zdrowym rozsądkiem i chce nie dopuścić do mordów rekina, ale ma związane ręce. Jedno jednak jest pewne: facet wie, co to jest odpowiedzialność i tym się kieruje przez swoje życie. To samo można powiedzieć o Hooperze (świetny Richard Dreyfus), choć sprawia wrażenie odrobinę przemądrzałego i typowego jajogłowa. Jednak i tak cały szoł ukradł genialny (po prostu) Robert Shaw jako marynarz Quint. Zaprawiony weteran, odrobinę cyniczny i złośliwy, z błyskiem szaleństwa w oku. A jego wspomnienia z czasów II wojny i jego pierwsza konfrontacja z rekinami – perełka i potwierdzenie nieprzeciętnego talentu.

Jedyna wadą zdradzającą wiek „Szczęk” jest wygląd samego żarłacza, który widać, że jest to sterowana maszynka. Na szczęście wszystko inne działa jak w zegarku szwajcarskim. Wiecznie żywy klasyk gatunku.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski