Między nami żywiołami

Pixar, Pixar, Pixar – czasy największej kreatywności i świetności były w czasach, gdy za ich filmy odpowiadali tacy reżyserzy jak Andrew Stanton, John Lasseter, Brad Bird czy Pete Doctor. Teraz ich miejsce zajmuje młodsze pokolenie, które może i technicznie robi lepsze rzeczy niż w/w reżyserzy, lecz scenariuszowo trochę niedomaga (plus minus jeden czy dwa wyjątki). Dlatego do „Elemental” podchodziłem z pewną nieufnością, a jak odkryłem kto kręci ten film nadzieja odeszła ode mnie szybciej niż polityk ze swoimi obietnicami. Bo reżyser Peter Sohn stworzył (zbyt) prostolinijnego i skierowanego do najmłodszych widzów „Dobrego dinozaura”. Więc mnie rozumiecie, prawda?

„Między nami żywiołami” dzieje się w Mieście Żywiołów, gdzie wprowadza się rodzina z Palinezji. Oboje są ogniści, więc wszystko może spłonąć za pomocą dotyku. Dlatego nie bardzo są akceptowani przez resztę mieszkańców. Udaje im się jednak kupić ruderę i zbudować w niej sklep, który z czasem staje się ośrodkiem dla przybywających ognistych. Także w tym okresie wyrosła im córka Iskra, mająca w przyszłości przejąć rodzinny interes. Jest jednak pewien problem – dziewczyna bardzo łatwo wpada w gniew, nie radząc sobie z upierdliwymi klientami. I podczas takiej eksplozji w piwnicy pojawia się (prosto z rury) Wodzimierz Potocki – urzędnik, którego kontrola może doprowadzić do likwidacji sklepu. Chyba, że uda się ustalić tajemnicze źródło przecieku, co atakuje całe miasto.

Punkt wyjścia jest aż nadto znajomy i ma parę oczywistych motywów, które już w innych filmach studia z Emeryville (i nie tylko od nich) widzieliśmy: wielokulturowe miasto uprzedzone wobec nowych („Zwierzogród”), spełnianie oczekiwań rodziców przy tłumieniu swoich potrzeb („To nie wypanda”), dojrzewanie nastolatka („W głowie się nie mieści”). Do tego na pierwszym planie mamy powoli budowaną relację między Iskrą a Wodkiem, idąca w kierunku znanym z… komedii romantycznych. Ale przecież ogień i woda nie łączą się ze sobą (dotyk może zabić ich oboje), więc jaka jest tutaj szansa na jakiekolwiek uczucie? Szczególnie w przypadku tak narwanej i niepewnej siebie Iskry.

Samo miasto oraz animacja robi piorunujące wrażenie, ale to standard w przypadku Pixara. Niemniej szczegółowość, ruch postaci, scenografia czy wygląd postaci. Nie ważne, czy są to wodniści (jak się przyjrzeć uważnie widać na nich odbijające się słońce), ogniści (chodzący płomień), wietrzni w kształcie chmurek. Czuć, że mamy tutaj do czynienia z żywym światem i troszkę szkoda, że nie mamy okazji poznać go troszkę bliżej jak podczas meczu piłki wietrznej (absolutnie cudowny był moment zrobienia fali), wizyty w urzędzie miasta czy – dla mnie najbardziej oszałamiającej – zalanego muzeum przyrody z niezwykłym drzewem. W tle przygrywa zaskakująco orientalna muzyka Thomasa Newmana, choć początkowo wydaje się dziwna.

U nas w kinach film jest pokazywana tylko z polskim dubbingiem, za który odpowiada reżyser Artur Tyszkiewicz oraz tłumacz Kuba Wecsile. Sam przekład jest całkiem niezły, z paroma zgrabnymi żartami językowymi, przez co można się parę razy uśmiechnąć. Dla mnie najmocniejszym punktem są tutaj świetni aktorzy głosowi, szczególnie grający główne role Maria Sobocińska (Iskra) oraz Michał Mikołajczak (Wodek). Czułem między nimi chemię i tworzy bardzo kontrastowy, bardzo wyrazisty duet. Na drugim planie najbardziej wybijał się Zbigniew Waleryś jako ojciec Iskry – pełen ciepła, ale też i sporego ciężaru oraz porywczości. Te sprzeczne emocje pokazane są bezbłędne.

„Między nami żywiołami” to dość dziwne zwierzę. Fabularnie to wtórna, zbyt znajoma historia, choć bywa czasem urocza, zaś technicznie jest to oszałamiające cudeńko. Sam nie żałuję spędzonego czasu, jednak nie mogę odnieść wrażenia niewykorzystanego potencjału. Chciałoby się głębiej poznać ten świat, będący zaledwie tłem do niezłej komedii romantycznej.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Dobry dinozaur

Poznajcie Alro – to mały dinozaur (w porównaniu do reszty rodziny), który jest strasznie strachliwy w porównaniu z resztą rodzeństwa. Próbuje jak może pomóc swojej rodzinie, dbającej o swoje pole, jedzenie i siebie. Dinuś próbuje zrobić wszystko, by przełamać swój strach, dlatego dostaje zadanie wytropienia szkodnika kradnącego ich jedzenie. Okazuje się nim być mały człowiek, któremu udaje się uciec z pułapki. Arlo razem z ojcem ruszają w pogoń, ale młodzik skręca nogę, a podczas burzy ojciec ginie od przypływu wody. W końcu nasz dinuś zostaje sam, razem z Bąblem i musi wrócić do domu.

dobry_dinozaur1

Pixar w tym samym roku wydał dwa filmy, z czego „W głowie się nie mieści” podbiło kina i jednocześnie starało się wejść w umysł młodego człowieka. Dlatego niejako w jego cieniu wszedł do kin „Dobry dinozaur” – skromne, niemal klasyczne kino inicjacyjne opowiadające o wchodzeniu w dorosłość i radzeniu sobie z demonami. Arlo będzie musiał zmierzyć się ze swoim strachem oraz ciężkim brzemieniem jakim była śmierć ojca (na jego oczach) oraz duża wrogość wobec Bąbla, którego obwinia za tragedię. Problem z tą historią jest dla mnie w tym, ze jest to kompletnie przewidywalne i prowadzone po sznurku. Ta opowieść po prostu jest skierowana dla najmłodszego odbiorcy, zaczynającego swoją przygodę z kinem. Morał bardzo ładnie i prosto jest opowiedziany, a przygoda dinozaura oraz „wytresowanego” przez niego dzieciaka.

dobry_dinozaur2

Widać, ze to Pixar, bo animacja wygląda zachwycająco. Nie mogłem pozbyć się wrażenia jak pięknie wyglądała przyroda. Zupełnie jakby to było fotografowane, filmowane przez dokumentalistów, a nie animatorów – woda jest tak naturalna, a chmury wręcz olśniewająco. Trudno oderwać od tego oczy i brakuje do szczęścia tylko znaczka National Geographic. Same stworzenia już nie robią tak wielkiego wrażenia – mało szczegółów, uproszczony wygląd, prosta kreska. Nawet w przypadku tyranozaurów pilnujących swojego stada czy paskudnych pterodaktyli nie robią dużego wrażenia. Całość okraszona jest przypominającą western muzyką, która dziwnie pasuje do całości.

dobry_dinozaur3

Polski dubbing do animacji przyzwyczaił mnie do wysokiego poziomu. I potwierdza się tutaj dobre rzemiosło oraz odpowiedni dobór głosów. Tylko problem w tym, że – tak jak cały film – skierowany jest do zdecydowanie młodego (nawet bardzo) widza. Nie mniej trudno nie zapomnieć zwłaszcza postaci drugoplanowych jak paskudny pterodaktyl Gromowładek (Jerzy Kryszak), wystraszonego nosorożca Wawrzyńca (Artur Andrus) czy przywódcy stada bydła, Buźki (Marian Dziędziel). Także wcielający się w Arlo Olaf Marchwicki radzi sobie bardzo przyzwoicie, przekonująco oddając jego zagubienie, bezradność, strach i wolę walki.

dobry_dinozaur4

Największym problemem „Dobrego dinozaura” jest taki, że to po prostu nie jest filmem skierowanym dla mnie. Młodzi widzowie powinni bawić się przednio, ale dla dorosłych nie proponuje tak naprawdę niczego. Niby jest dobrze, ale za stary już jestem na takie mało oryginalne kino.

5,5/10

Radosław Ostrowski