Duke of Burgundy. Reguły pożądania

Gdzieś na małej prowincji mieszka Cynthia – naukowiec, zajmująca się motylami. Nie jest już młodą kobietą, do której przychodzi Evelyn. Nie jest to jednak typowa służąca, ale kochanka „wcielająca” się w role zdominowanej. Od kiedy trwa ten związek, nie wiemy, ale coraz bardziej widać znużenie u Cynthii. Tylko nie zdradza się z tym, ale jak długo wytrzyma?

duke_of_burgundy2

Peter Strickland zwrócił moją uwagę udanym „Berberian Sound System”, gdzie bawił się w kotka i myszkę z fanami kina giallo. Tutaj jednak skręca w stronę kobiecego sado-maso, czyli bardzo mrocznej strony pożądania. O dziwo, nie ma tutaj szokowania wizualnego i prób pokazania nie wiadomo czego, tylko bardzo otwarcie przedstawia związek oparty na dominacji. Ale dopiero po czasie odkrywamy, kto tak naprawdę tym steruje. Wszystko jest zaplanowane przez tą młodszą Evelyn – ona spisuje coś w rodzaju scenariusza, który jest wielokrotnie powtarzany (ochrzan za spóźnienie, sprzątanie, pranie z pominiętym jednym ubiorem, kara, wreszcie seks), przez co wywołuje on rutynę. Wywoływało to także znużenie we mnie, a nie pomogło zastosowanie takich sztuczek jak wykłady o motylach czy pojawienie się cieśli i prośby o stworzenie skrzyni. Drobne spojrzenia sugerują, że coś się w tym układzie przestaje funkcjonować.

duke_of_burgundy1

Sam reżyser próbuje stosować różne tricki: repety, zabawę oświetleniem (dominuje tutaj mrok), przez co nie wywołuje to tak silnego efektu znużenia, a nawet wprawia w oniryczny nastrój. Podobny klimat tworzy niezwykła ścieżka dźwiękowa autorstwa zespołu Cat’s Eyes. I to ogląda się po prostu wspaniale, a kilka scen zostanie w pamięci na długo (przelatujące owady w przyspieszeniu i z bliska).

duke_of_burgundy3

Do tego jeszcze trudno oderwać wzroku od duetu Sidse Babett Knudsen/Chiara D’Anna, bez których ten film byłby tylko eksperymentalnym cudadłem. A tak jest odrobina erotycznego napięcia. Bez nich nie byłoby czuć tego pożądania.

6/10

Radosław Ostrowski

Berberian Sound Studio

Lata 70. Do włoskiego Berberian Sound Studio trafia brytyjski dźwiękowiec Gilderoy, który ma zgrać dźwięk do horroru klasy B producenta Santiniego. Produkcja nie jest wcale prosta, gdyż aktorki grymaszą, producent mocno naciska, a samo miejsce jest bardzo tajemnicze.

berberian_sound_studio1

Brytyjski reżyser Peter Strickland postanowił zrobić dość nietypowy film grozy. Ponieważ samego straszenia tutaj jest niewiele, a twórcy skupiają się bardziej na zbudowaniu specyficznego klimatu i nastroju. Praca przy horrorze (a dokładnie przy włoskim giallo) może wywołać niezadowolenie, jednak najzabawniejsze jest to, że samych scen z tego filmu nie zobaczycie. Samotny facet, który nie zna języka włoskiego, w obcym miejscu, gdzie trudno zrozumieć panujące tam reguły – bardziej jest więzieniem, z którego nie ma szansy ucieczki. Strickland wizualnie garściami bierze z giallo (czarne rękawiczki, których używa operator w tego typu produkcjach dokonywały morderstw, zbliżenia na oczy – dokładnie na gałki), by zbudować studiom samotności oraz szaleństwa, co było mocna stroną Romana Polańskiego. Twórca wodzi tropy, stawia na niedopowiedzenia oraz dziwaczne sceny (kręcone ujęcia filmu, gdzie wcześniej poznajemy i słyszymy treść – parę razy was to wystraszy), które wprowadzają w zamęt i dają duże pole do interpretacji. I ten specyficzny klimat trafi do raczej wąskiego grona odbiorców.

berberian_sound_studio2

Ta cała opowiastka by się nie udała, gdyby nie bardzo wyciszona kreacja Toby’ego Jonesa. Gilderoy to w jego wykonaniu cichy i spokojny facet, który zna się na swojej pracy i jest uznawany za artystę. Jednak mężczyzna zaczyna nie wytrzymywać tej pracy i próbuje się buntować. Równie brawurowo zbudowali swoje role Cosimo Fusco (reżyser Francesco) oraz Antonio Mancini (producent Santini), którzy zawłaszczają film swoją obecnością.

berberian_sound_studio3

Intrygujące i pomysłowe kino, które jednak dla wielu może być zbyt hermetyczne. Niemniej fani nieszablonowego kina z duszą, powinni poczuć się jak w domu. Ale ostrzegam – to nie będzie łatwa i przyjemna droga.

7/10

Radosław Ostrowski