Droga do Fortu Alamo

Dziki Zachód czasów wojny secesyjnej. To w tych okrutnych czasach żyje niejaki Bud Massany – zwykły bandzior, który stracił rodzinę i ranczo wskutek działań wojennych. Przejeżdżając znajduje ciężko rannych żołnierzy, z czego jeden z nich zawiera rozkaz wypłacenia z banku 150 tysięcy dolarów. Razem z poznanymi nowymi wspólnikami decyduje się dokonać skoku, ale coś poszło nie tak, bo są ofiary, a i wspólnicy dopuszczają się zdrady. Bud zostaje ogłuszony, a że ma na sobie tylko mundur żołnierski, zostaje włączony do przejeżdżającego w kierunku fortu Alamo konwoju.

fort_alamo2

Włoski western kojarzy się głównie z popisami Sergio Leone, który przełamał wiele elementów gatunku, dając mu w zamian drugie życie. Jednak niektórzy próbowali przed nim realizować opowieści o koniach, kowbojach i Dzikim Zachodzie. Mario Bava próbował wejść w kowbojki, jednak bardziej czerpiąc z amerykańskich wzorców. Jednak sam punkt wyjścia był dość interesujący: droga Buda jako fałszywego żołnierza w drodze towarzysząc osobom, za którymi nie przepadają. I to mogło dać duże pole do popisu, a reżyser serwuje karuzelę atrakcji: bezwzględni Indianie, niekompetentny dowódca, opanowany sierżant, chciwi zdrajcy, troszkę nieprzystosowane do życia kobiety. A na początku jeszcze mamy próbę oszustwa karcianego.

fort_alamo1

Problem jednak w tym, że cała ta opowieść sprawia wrażenie bardzo skrótowej, troszkę po łebkach. Sama przemiana bohatera wydaje się mało przekonująca, chociaż miał wiele okazji do ucieczki. Do tego parę troszkę dziwacznych pomysłów (łódki z banknotów do zwabienia żołnierzy), chociaż akcja miejscami pędzi na złamanie karku. Troszkę widać, że to jednak nie jest Dziki Zachód, tylko jakaś włoska pustynia, zaś samo miasteczko wygląda dość ubogo. Na szczęście nie pojawiamy się tam na długo, a strona plastyczna jest całkiem solidna.

fort_alamo3

Tak samo aktorstwo stoi na przyzwoitym poziomie, dając troszkę życia swoim bohaterów. Solidnie prezentuje się Ken Clark, balansując między byciem gościem z mroczną przeszłością a próbującym zmienić swoją życiową drogę. Choć pokazano to dość szybko, aktor daje sobie radę. Podobnie jak będący bardziej życzliwym niż zwykle sierżant (Gustavo De Nardo) oraz będąca więźniem Janet (ładna Jany Clair). Z kolei postacie negatywne są troszkę przerysowane, tak samo jak Indianie, którzy albo zabijają albo skalpują.

Bava nie do końca czuje konwencję opowieści z Dzikiego Zachodu, przez co „Droga do fortu Alamo” sprawia wrażenie dziwnego eksperymentu. Dość negatywne pokazanie amerykańskiej kawalerii, niejednoznaczny główny bohater oraz zaskakująca szansa na odkupienie dawały dość duże pole manewru oraz pokazania pewnych szarości. Może się podobać, akcja przychodzi dość szybko, film jest krótki (około 80 minut), a w tle gra sympatyczna piosenka.

5,5/10

Radosław Ostrowski


Pięć lalek w blasku sierpniowego księżyca

Piękna wyspa gdzieś na wyspie z daleka od świata. Tutaj przybywają straszni bogacze, ich żony oraz pewien profesor, który niedawno stworzył formułę, mogącą odmienić świat biznesu. Problem w tym, że sam naukowiec nie chcę sprzedać swojego odkrycia. I to wszystko zaczyna serię morderstw, dokonujących się w tej okolicy.

piec_lalek1

Mario Bava tym razem postanowił stworzyć własną wizję „Dziesięciu Murzynków” – samotna, odizolowana wyspa, sami podejrzani, ciągłe poczucie zagrożenia. Z drugiej strony to wszystko podane jest w bardzo lekkiej formie, wręcz zabawowej. Przynajmniej na początku, reżyser próbuje podpuszczać i bawić się napięciem (pierwsze „morderstwo”). Jednak im dalej w las, tym bardziej cała intryga wydaje się wydumana, postacie zachowują się co najmniej niedorzecznie (zamiast się ukrywać czy stosować środki ostrożności, spokojnie sobie chodzą po okolicy jakby nigdy nic), a suspens siada na łeb, na szyję. Niby zaczynają się wzajemne oskarżenia czy próby podchodów, lecz zwyczajnie to wszystko nie funkcjonuje tak jak powinno. To może sceny przemocy? Nic z tego, wszelkie zabójstwa (poza finałowym) dzieją się poza okiem kamery, co miałby pewnie zszokować i przerazić, lecz to też nie funkcjonuje. Muzyka w tle jest bardzo taneczna, wręcz imprezowa, przez co z jednej strony dodaje lekkości, lecz kompletnie nie potrafi zbudować napięcia.

piec_lalek2

Bava próbuje troszkę coś ugrać swoimi operatorskimi sztuczkami i trzeba przyznać, że zdjęcia wyglądają naprawdę ładnie. Wyspa jest urocza, krajobrazy, kolory bardzo przyjemne, przez co nawet sprawia to drobna frajdę. Drugą są piękne panie, objawiające swoje wdzięki, chociaż nie ma tutaj erotycznego napięcia. Zaś same postacie w dużej części są dojść antypatyczne (zwłaszcza panowie), przez co trudniej było mi się z nimi identyfikować. I przez co cały film oglądałem z obojętnością.

piec_lalek3

Niestety, ale „Pięć lalek” to kompletna strata czasu. Film paskudnie się zestarzał, intryga nie wciąga, bohaterowie nie obchodzą mnie wcale, aktorstwo takie sobie, nawet niezła strona formalna nie wystarczyła, by skupić uwagę do końca. Niby niecałe półtorej godziny, ale strasznie się to dłużyło. Męka.

4/10

Radosław Ostrowski