Piotr Bukartyk – Ja, wolny człowiek. Z czwartku na piątek vol. 2

BukartykJaWolnyCzlowiek

Wszyscy fani radiowej Trójki znają Piotra Bukartyka – młodego duchem muzyka, zapraszanego w piątkowe poranki z gitarą, gdzie prezentuje swój nowy utwór, odnoszący się do obecnych wydarzeń. I właśnie zbiór kilkunastu wybranych piosenek z tego bloku zostało wydanych na najnowszej płycie tego gitarzysty, wokalisty oraz kompozytora. I to po raz drugi w jego dorobku.

Wszystko jest zdominowane przez akustyczne gitary Bukartyka oraz Krzysztofa Kawałki, dodając czasem żwawego tempa (“Przed premierą”), czasem dopełniając bardziej ekspresyjne wejścia wokalu (“Ja, wolny człowiek”), pozwala sobie na chwilę spokoju (“W srodku miasta”, “Rząd nie ciąża”). można powiedzieć, ze jest to trochę grane na jedno kopyto, lecz niektóre solówki potrafią ubarwić podobne tempo całości. Ale siła Bukartyka zawsze były teksty, niepozbawione ironii oraz bardzo wnikliwego spojrzenia. Zarówno pośrednio dotykając obecnej sytuacji politycznej (“Trudno wytłumaczyć”), rozczarowaniem polityką (“Ci czy ci”), pokazując nasze społeczeństwo w krzywym zwierciadle (“Independens dej” czy “Miasto Kostrzyń”), ale też przestrzega, że “W życiu trzeba być czujnym”. Jednocześnie złośliwie pokazuje działalność propagandową (“Tu w San Escobar”), ale też potrafi poruszyć dramatycznym “W środku miasta”.

Sam Bukartyk jakimś wielkim wokalistą nigdy nie był, ale zawsze dawał radę. Nie inaczej jest tutaj, gdzie swoim głosem dodaje emocjonalnej siły poszczególnym utworom. W połączeniu z bardzo trafnymi tekstami, pełnymi (czasami gorzkiego) humoru oraz zaskakująco trafnej obserwacji. Prawdziwa bomba.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Piotr Bukartyk – O zgubnym wpływie wyższych uczuć

PiotrBukartyk_OZgubnymWplywieWyzszychUczuc

Ten gitarzysta i wokalista znany jest fanom radiowej Trójki, gdzie w każdy piątek prezentuje swoje nowe piosenki, grane z Krzysztofem Kawałko. Nieuniknione jest jednak to, ze te piosenki (w nikłym stopniu) trzeba także wydać na płytę, gdyż nie każdy ma radio i może posłuchać. Po trzech latach ukazuje się nowe dzieło barda – “O zgubny wpływie wyższych uczuć”, które wydano 2 miesiące temu.

Zaczyna się mocnym ciosem w postaci singlowego “O przyjaźni” z prostą, ale chwytliwą melodią na gitarze akustycznej. Ale w refrenie wchodzi gitara elektryczna (dość łagodna), która pod koniec pozwala na ostrzejszy fragment. Dominuje jednak brzmienie akustyczne, wspierające niski wokal Bukartyka oraz jego bardzo refleksyjne teksty opowiadające o kwestiach natury intymnej (czyli bliskości, przyjaźni, samotności i miłości). Tak jest z łagodnym, melancholijnym “Tylko o nas” czy ocierającym się o western “Niech sobie śpi”. W ogóle duch Dzikiego Zachodu jest tutaj mocno odczuwalny, nawet w bardziej elektrycznym “Leje wieje”, by nagle skręcić w stronę bluesa (“Łajdak i świnia”, “Ten sam punkt”), niemal skocznego walca (“Teraz ci zapłacę”) czy delikatnego folku (“Tusz do rzęs”). Bukartyk nie spieszy się, bo nie ma specjalnie po co i opowiada swoje mikroopowieści, gdzie nie brakuje miejsca także dla humoru (troszkę gorzkiego jak w “Piosence spóźnionego na kolację”).

Sam Bukartyk ze swoim niskim głosem sprawdza się dobrze, chociaż nie jest on najważniejszy, lecz tekst oraz riffy Kawałki, dostosowujące się do tempa I nastroju. Wszystko się tu zgrabnie układa w lekką, fajną całość, ale niepozbawionej głębszej refleksji. Bukartyk nie przynudza, ciągle zaskakując tekstami. I ciągle trzyma poziom.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Piotr Bukartyk – Kup sobie psa

Kup_Sobie_Psa

Bukartyka znają wszyscy ci, co słuchają piątkowe „Zapraszamy do Trójki” rano, gdzie w towarzystwie Krzysztofa Kawałki prezentuje własne piosenki. Jednak raz na jakiś czas, artysta wydaje swoje piosenki na płycie. Tym razem minęły dwa lata od nowego albumu, więc był to idealny moment na przypomnienie się swoim fanom.

„Kup sobie psa” to dziesięć utworów, w których autor rozmyśla nad wszystkim, co widzi. Ale jeśli spodziewacie się, że to będzie stricte gitarowe granie (znaczy się sam Bukartyk plus gitara), to jesteście w błędzie. Nie brakuje tutaj skrętów w folk (początek „Dokładnie ten sam smak”, do którego wchodzą stare hammondy oraz chwytliwa gitara elektryczna), reggae (najsłabsze „Piasku ziarenka”), rocka („Na twarz” z mocnym riffem) czy bluesa („Reszta dla pana”). Jest różnorodnie, bogato, a zawsze w takiej muzyce najważniejsze są teksty. Autor przedstawia tutaj zarówno rozpad miłości, cwaniactwo, konsumpcję, nie pozbawioną odrobiny humoru. A i sam głos prezentuje się naprawdę dobrze.

Zaledwie dziesięć piosenek, ale wystarczy. W dodatku najdobitniejsza jest „Tak jakby kolęda”, która na najbliższą porę idealnie wybrzmi.

7/10

Radosław Ostrowski