Grzegorz Ciechowski – Spotkanie z legendą

Spotkanie_z_legenda

Tribute albumy zawsze są trudne, bo wtedy mierzy się z wykonawcą o statusie legendy. Zwłaszcza, jeśli tą legenda jest Grzegorz Ciechowski, frontman zespołu Republika – jednej z najważniejszych polskich grup lat 80. Jednak znalazła się garstka szaleńców, która podjęła wyzwanie, wsparci przez orkiestrę pod batutą Adama Sztaby, a całość zrealizowano w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.

I trzeba przyznać, że to brzmienie bardzo zaskakuje, a najbardziej znane przeboje Republiki nabierają nowych interpretacji. Słychać to w otwierającej całość „Białej fladze”, która zaczyna się powoli, z coraz bardziej narastającymi smyczkami i wiercącymi w tle gitarami. Ale tylko do połowy, gdy dostaje rockowego ognia oraz bardziej spektakularnego finału dęciakowo-pianistyczno-perkusyjnego, w czym pomaga mocny głos Piotra Cugowskiego. „Nieustanne tango” jest… tangiem, zaczynającym się dość klasycznie i spokojnie (flety i fagoty), do których dołączają werblowa perkusja oraz smyczki, by w refrenie osiągnąć ekstremum uderzenia, a szorstki wokal Marka Dyjaka sprawdza się bez zarzutu. „Telefony” to klasyczna mieszanka rockowo-symfoniczna (aranżacja z dęciakami na pierwszym planie – mocne), ale wokal zespołu Red Lips mocno psuje wrażenie, ale już wyciszony „Tu jestem w niebie” (dobrze śpiewający Igor Herbut z grupy Lemon) z finałowym patosem w postaci pełnego brzmienia orkiestry. „Moja krew” nabiera mroku, nie tylko dzięki Justynie Steczkowskiej (bardziej wrzeszczy niż śpiewa, ale to się sprawdza), ponuremu wstępowi (krótka gra fortepianu oraz walcowe smyczki), zapętlającemu się i dodającemu kolejne instrumenty.

Im dalej, tym ciekawiej. Nie zabrakło nastrojowej ballady („Ani ja, ani ty” z Melą Koteluk na pokładzie czy „Tak długo czekam” z poruszającym Skubasem i gitarowym wstępem), pazura (agresywny, niemal metaliczny „Kombinat” z Tymonem Tymańskim – strzał w 10), ale co najciekawsze zostaje zachowany wysoki poziom, a kilka aranżacji zaskoczyło innością („Nie pytaj o Polskę”). Nie będę więcej opowiadał, bo sami powinniście zmierzyć się z tą fantastyczną płytą.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Marek Jackowski – Marek Jackowski

Marek_Jackowski

Płyty wydawane po śmierci twórcy zawsze wprawiają w konsternację. Zwłaszcza gdy zawierają premierowy materiał i zwyczajnie nie wypada powiedzieć nic złego. Tak jest w przypadku ostatniej płyty Marka Jackowskiego, który nagrał z zaproszonymi gośćmi.

Jest to bardzo delikatne granie gitarowe, bardziej wyciszające i refleksyjne, a także bardzo melodyjne. Ale nie brakuje tutaj trochę mocniejszego uderzenia („Przychodzisz, odchodzisz” z silną gitarą oraz wokalem Piotra Cugowskiego), jednak dominują tutaj smyczki („Deszcz”, „Odnajdziemy się”), delikatne brzmienia gitary, choć perkusja potrafi zaszaleć albo skręcamy w stronę lekko popowej („Tyle muszę”), orientalnej („Kraj”) czy bluesowej („Miasto wzywa” ze świetnym saksofonem, „Matka od samotnych drinków”). Brzmi to po prostu bardzo dobrze, zaś nawet lekko taneczne elementy (perkusja w „Tyle muszę” czy „Nie zawsze jest tak jak chcesz”) nie przeszkadzają, a nawet intrygują.

Bardzo podobały mi się teksty – proste, ale za to poruszające, intrygujące i życiowe. Także sam Jackowski śpiewa naprawdę dobrze, choć bardzo delikatnie. Zaś wśród śpiewających tutaj są trzymający fason Piotr Cugowski, lekko stonowany Muniek Staszczyk („Ulica miłości”, „Nie zawsze jest tak jak chcesz”), rozpoznawalny Maciej Maleńczuk („Miasto wzywa”, „Kraj”), delikatna Anna Maria Jopek („Deszcz”, „Tyle muszę”), dająca radę Ania Wyszkoni („Odnajdziemy się”, „Matka od samotnych drinków”) oraz mocna Ewa Prus („Nie ma cię”). I wszyscy wypadli naprawdę zgrabnie i słuchało się tych piosenek z wielką frajdą.

Powiem wam szczerze – jest to naprawdę dobra płyta, serwująca coś, co wiele lat temu można było określić mianem szlachetnej muzyki rozrywkowej. Proste, ale nie prostackie, delikatne, eleganckie oraz zaskakująco pogodne.

7,5/10

Radosław Ostrowski