
Wydaje się, że z połączenia ognia i wody nic dobrego nie może powstać. Pablopavo znany z działalności solowej jak i z Vavamuffin, Anka Iwanek – śpiewająca w dancehallu oraz producent Praczas. Trio dość dziwaczne, a „Wir” wyjaśnia dlaczego.
Jest to muzyka bardzo oszczędna, wręcz minimalistyczna i kompletnie nieprzebojowa. Zupełnie inna niż to, do czego przyzwyczaili nas w oddzielnych projektach. Zarówno „Wstęp”, jak i tajemniczy „Październikowy facet” z niesamowitym rytmem (proste dźwięki gitary i perkusji) pokazują zupełnie nowe oblicze, przypominające bardziej skandynawskich twórców. Brudne i zapętlone „Zapadło”, bardziej kołysankowe „Nie ma snu” z mocnym bitem w połowie, a cały czas słyszalny jest dźwięk igły, jakby całość była grana na adapterze, tworząc specyficzny klimat. Im dalej, tym ciekawiej: rozkręcające się powoli „Strzępię” (w połowie utworu wchodzi marszowa perkusja i kosmiczna elektronika), „Pierwszy raz” z intrygującym sitarem na początku czy pokręcony, niemal taneczny „Pomnik”.
Każda piosenka to osobna, opowieść napisana w poetyckim, surrealistycznym stylu, kompletnie innym niż to do czego przyzwyczaił Pablopavo. Także jego wokal niczym nie zaskakuje, jednak Iwanek tak czaruje i magnetyzuje, że cała reszta wydaje się nieważna. Po prostu rewelacja. Tak jak cały „Wir”, ale wymaga to wiele skupienia oraz wysiłku. Niemniej jest to opłacalne osiągnięcie, dające ogromną dawkę satysfakcji.
8/10
Radosław Ostrowski
