
Równo 50 lat temu swój debiutancki album wydał brytyjski zespół Procol Harum kierowany przez Gary’ego Brookera. I to właśnie z niego pochodzi najsłynniejszy przebój zespołu, czyli klawiszowy „A Whiter Shade of Pale”. Do tego czasu doszło do rozpadu grupy (front man odszedł na 14 lat), wielu roszad w składzie (z pierwotnego założycielskiego ostał się tylko Brooker) i ciągle nagrywa. Na nowe wydawnictwo trzeba było czekać aż 14 lat. To sporo czasu, ale czy „Novum” jest spełnieniem tego oczekiwania?
Zaczyna się od ładnego pianina w bluesowym „I Told On You”, gdzie tnie gitara Geoffa Whitehorne’a oraz sam Brooker na klawiszach. Klimat zmienia się na cieplejszy w wyciszonym „Last Chance Motel” z wybijającymi się klawiszami oraz troszkę mocniejszym refrenem. Ciężej, choć nadal w duchu bluesa szaleje „Image of The Beast”. Znowu odzywa się gitara, wsparta przez klawisze, mieszające organy z fortepianem, pod koniec pozwalając sobie na odrobinę psychodelii. Uszy mi drażniła plastikowy początek w rozmarzonym „Soldier”, w którym wszystko inne układa się w piękna całość. Kontynuuje tą atmosferę „Don’t Get Caught” z ładną, delikatną gitarą, co w refrenie (razem z klawiszami) pozwala sobie na więcej. Krótkim oddechem jest szybkie (ale krótkie) „Neighbour” z akordeonem, pozwalające sobie na luz.
Kompletnie wprawiło mnie w zaskoczenie nostalgiczne „Sunday Morning” z pięknym klawesynem na początku, werblową perkusją oraz gitarą akustyczną. Nawet te elektroniczne smyczki spinają wszystko w śliczną całość. Pozornie spokojny „Businessman” to powrót do bardziej rockowych brzmień. Podobnie jak najdłuższy w zestawie „Can’t Say That” mający w sobie bluesowy sznyt, zgrabne popisy klawiszowe oraz solówki gitary i perkusji w środkowej części utworu. W zbliżonym stylu, choć bardziej pianistyczny jest „The Only One” i finałowy „Somewhere”.
Grupa nie wywraca niczego do góry nogami, ale powraca w wielkim stylu, czarując i dając wiele pięknych melodii. Głos Brookera nadal ma siłę ognia (troszkę przypomina Zucchero, ale tylko w wyższych rejestrach), reszta grupy też ma swoje pięć minut i przypominają, że mają u siebie gitarzystę nie bez powodu. Żadne „Novum”, ale bardzo wysoka półka.
8/10
Radosław Ostrowski
