Dziwny świat

Coś Disney chyba dostał zadyszki, a produkowane przez nich filmy niespecjalnie znajdują swoją widownię. Czy to za mocna konkurencja, słaby (albo wręcz ledwo istniejący) marketing, zbyt duże budżety albo umieszcza tytułu jednocześnie w kinach oraz na platformie streamingowej – przynajmniej w latach 2020-22. Największą wpadką komercyjną Disneya w zeszłym roku był animowany „Dziwny świat” z ponad 180-milionowym budżetem, który w kinach zwrócił zaledwie połowę tej sumy. Słabiutko. Zwłaszcza, że ten film jest jedną z lepszych rzeczy z fabryki Myszki Miki.

Akcja skupia się na miasteczku Avalonia, otoczonymi przez góry i chyba odizolowane od reszty. Tutaj też mieszka Jaeger Klan, który postawił sobie za cel odkrycie krain za górami. Odkrywca i poszukiwacz przygód tak ostro trenował, że nic nie jest w stanie go powstrzymać. Nawet wyszkolił do tego swojego syna Oskarda, choć ten raczej nie ma takiego entuzjazmu. W trakcie jednej z wypraw ekspedycja znajduje tajemniczą zieloną roślinę (pando) i doprowadza do rozłamu. Jaeger rusza dalej, a cała reszta wraca z pando. Po 25 latach Oskard prowadzi farmę z pando, które jest głównym źródłem energii całego miasta. Ale roślina zaczyna tracić siły, jakby była atakowana przez chwasty. Dlatego prezydent Avalonii organizuje ekspedycję do serca pando, by je ocalić i Oskard wyrusza ratować świat.

Od pierwszych scen widać, że „Dziwny świat” zadziwia. Sam początek i poznanie miasteczka w formie kina z lat 50. oraz stylistyce bardziej pulpowych komiksów (wszystko w formie animacji 2D) łapie w swoje sieci. A jeszcze jak poznajemy samo miasteczko już po odkryciu pando wygląda niczym zrobiona przez fana retrofuturyzmu. Design pojazdów, latających maszyn robi wrażenie. Ale najlepsze zaczyna się podczas ekspedycji i trafienia na nowy świat, jakby żywcem wzięty (tylko w bardziej psychodelicznej formie) z „Podróży do wnętrza Ziemi” Juliusza Verne’a. To wszystko jest tak barwne, z pokręconymi istotami (różowe pterodaktyle!! niebieski, galaretkowaty towarzysz!!) jakich nie widziałem od dawna.

Sama fabuła jest pełna znajomych klisz, bo – oczywiście – mamy tutaj trudną relację ojca z synem, gdzie każdy z nich ma inny plan na przyszłość tego drugiego. Oczywiście, że po drodze trafiamy na uznanego za zmarłego Jaegera, który nadal podąża za swoją obsesją. I, oczywiście, wszystko okaże się zupełnie czymś innym niż się wydaje. Wciąga ta historia strasznie, nawet jeśli na końcu idzie w znajomym kierunku. Jeśli do tego wrzucimy jeszcze świetną, w duchu klasycznej przygody muzykę Henry’ego Jackmana oraz równie udany oryginalny dubbing, gdzie najbardziej błyszczy duet Dennis Quaid/Jake Gyllenhaal (czyli Jaeger i Oskard), powstaje prawdziwa mieszanka wybuchowa.

„Dziwny świat” utrzymuje (tak jak „Raya i ostatni smok„) bardzo wysoki poziom animacji Disneya. Studio Myszki Miki przypomina, że może stanowić konkurencję dla Pixara, czy DreamWorks w tworzeniu niezwykłych światów oraz tworzeniu zabawy dla dzieci i dorosłych. Podchodziłem sceptycznie, a dostałem najlepszy film przygodowy od lat.

8/10

PS. Tak, jest w tym filmie bohater LGBTQ, czyli syn Oskarda, Florian. Jeśli kogoś boli pewna tylna część ciała, to jego relacja z partnerem jest bardzo delikatnie poprowadzona, więc wszelkie kontrowersje były nieuzasadnione.

Radosław Ostrowski