
Po bardzo dobrze przyjętym debiucie młody chłopak o bardzo fajnej ksywie wydał swoją drugą EP-kę, tym razem pod szyldem Asfalt Records. Nadal w spółce z producentem Rumakiem serwuje swoją „Umowę o dzieło”. Utworów jest niewiele, ale znowu ilość idzie w jakość.
W porównaniu z debiutem, nie jest to concept album o trójce ludzi, ale nadal opowiada o Warszawie. Dźwiękowo nadal mamy zbitki fragmentów filmów czy kronik wplecione w proste, jednak interesujące podkłady. Zaczyna się od łagodnych dźwięków perkusyjno-klawiszowych z lat 70. („Od zera”) i na nich się skończy („100 km/h”), a w openerze powoli poznajemy o czym opowiadać będzie. Dalej będzie różnorodnie: od surowych uderzeń perkusji, okraszonych mandoliną („A mówiłem ci”), by gwałtownie zwolnić, dziwacznie przerobionymi głosami w tle (klaskana „Następna stacja”), przerobionymi prawie jak skrzypce zapętleniem („6 zer”), delikatnymi klawiszami („+4822”), skrętem w Orient („Avizo”) i pokręconym „skocznym” bitem („Białkozercy”).
Jeśli chodzi o nawijkę i flow, to jest ono bardzo dobre, chociaż Taco rezygnuje z hasztagów, rzadko używa przyspieszeń, tylko stara się podpatrzeć życie w Warszawie, gdzie nie brakuje miejsca na bójki, wielkie ambicje zderzone z rzeczywistością, pędem oraz bardzo barwnymi metaforami oraz frazami („Ale zapamiętaj: życie to nie „Ale Kino”/Smak naszego życia to wygazowane piwo” i „Wyrastają guzy niby Karkonosze” czy refren „Białkożerców” zaczynający się wersem: ” Ile w kokainie błonnika? Uhm… Zero gram”), ale jest tego znacznie, znacznie więcej.
Drugi album rzeczywiście jest lepszy od debiutu i pokazuje, że EP-ka potrafi być lepsza od longplaya. I nie mam poczucia niedosytu, a co najważniejsze – ziomal nie zgubił swojego talentu. Warto uważnie obserwować tego chłopaka.
8/10
Radosław Ostrowski









