Paddleton

Graliście kiedyś w paddletona? Pewnie nawet nie słyszeliście o tej grze, której zasady są proste. Trzeba odbijać piłką tenisową od ściany tak, by trafić do pustej beczki. Tak grali ze sobą Michael i Andy – sąsiedzi oraz przyjaciele. Rytm dnia przebiega podobnie: praca, gra, film kung-fu oraz sen. Wszystko jednak zmienia się, kiedy u Michaela zostaje zdiagnozowany nowotwór. W stanie zaawansowanym, bez jakiejkolwiek szansy na poprawę. Dlatego decyduje się zabić za pomocą leku, tylko że apteka z nim jest dość daleko.

paddleton1

Film Netflixa, o jakim większość z was pewnie nie słyszało. Ale klimatem „Paddleton” bardzo przypominało klimatem kino spod znaku Sundance. Zaskakująco kameralna historia, skupiająca się na przyjaźni dwóch ekscentrycznych znajomych. Postaci, którzy na pierwszy rzut oka nie powinni do siebie pasować, ale łączy ich jedno: samotność oraz pasje. Obydwaj panowie wydają się cieszyć drobnymi rzeczami, na które reszta ludzi raczej nie zwraca uwagi. Jednocześnie kontakt ze śmiercią staje się dla nich chwilą próby, zwłaszcza dla bardzo wycofanego Andy’ego. Czasem jego zachowanie może być irytujące jak kupno sejfu do przechowania tabletek, ale tak naprawdę kryje się za tym wszystkim niezgoda oraz bardzo powolna akceptacja nieuniknionego. Wszystko tutaj pokazane bez słodzenia, w niemal paradokumentalnym stylu oraz oszczędnych, lecz trafnych dialogach. Chociaż ta oszczędność dla wielu może być uważana za nudę.

paddleton2

Jednak to wszystko nie zadziałałoby, gdyby nie świetnie dobrany duet przyjaciół w wykonaniu Marka Duplassa oraz Raya Romano. Obaj tworzą bardzo delikatnie zarysowane postacie, bardzo wyciszone, bez szarżowania czy nadmiernej ekspresji. Ale w wycofanych oczach oraz niewypowiedzianych słowach widać więcej, zaś więź między nimi wybrzmiewa bez poczucia sztuczności czy fałszu. I dlatego jest w stanie poruszyć finałową sceną.

paddleton3

Coraz bardziej widzę, ze najbardziej Netflixowi wychodzą bardziej kameralne tytuły niż produkcje z dużymi budżetami oraz efektami specjalnymi. Może „Paddleton” nie rzuca się w oczy, ale to jeden z bardziej wzruszających filmów tej streamingowej sieci. Tylko otwórzcie się.

7,5/10

Radosław Ostrowski

I tak cię kocham

Chicago to małe miasto, gdzie jakoś trwa życie i to tutaj przyszło żyć niejakiemu Kumailowi. To młody chłopak z Pakistanu, która za dnia pracuje dla Ubera, a wieczorami występuje jako komik. Jest w tym nawet niezły, chociaż żyje w cieniu rodziny trzymającej się tradycji: aranżowane małżeństwa, modlitwy do Allaha. Wtedy na jego drodze pojawia się Emily – młoda, śliczna, ale biała kobieta. Tylko jak się odnaleźć w tym wszystkim. Ostatecznie dochodzi do rozstania, a dziewczyna trafia do szpitala.

i_tak_cie_kocham1

Ten opis, jak i zwiastuny mogły sugerować, że dzieło Michaela Showaltera byłoby remakiem „Ja cię kocham, a ty śpisz”. Nie jest to też – co sugerowałoby polskie tłumaczenie – banalna, naiwna i głupiutka komedia romantyczna. Twórcy serwują takie słodko-gorzkie spojrzenie na świat (i to lubię), gdzie humor miesza się z dramatem. Dodatkowym smaczkiem jest tutaj zderzenie dwóch kultur: amerykańskiej oraz islamskiej, z jednym małym detalem. Rodzina Kumala trzyma się tradycji, ale nie są to religijny fanatycy ani fundamentaliści. A całość jest polana lekkim, komediowym sosem, co nie osłabia bardziej dramatycznych fragmentów. Niby jest to film o miłości, ale dla mnie to opowieść o dojrzewaniu do odpowiedzialności oraz odnalezieniu swojej własnej tożsamości i życiowej drogi. Chociaż pozornie akceptacja od dziewczyny (oraz przyszłych teściów) oraz spełnienie oczekiwań rodziców wydaje się nie do pogodzenia. I te bardziej dramatyczne wydarzenia (niemal połowa filmu) nie jest pozbawiona emocjonalnego kopa aż do finału (w żadnym wypadku nie przesłodzonego). Po drodze będzie wiele faków, wnikliwej obserwacji świata, związków oraz byciu prawdziwym sobą.

i_tak_cie_kocham2

Ta miejscami gorzka, miejscami poważna i zabawna komedia nie miałaby siły ognia, gdyby nie świetne aktorstwo. Nie jestem w stanie wyrazić pełnego zachwytu nad Kumailem Naijanim (film jest oparty na jego własnych doświadczeniach) w pełni oddając jego strach przed odrzuceniem, lawirowanie oraz próbę usamodzielnienia się. To wszystko jest wygrane bez cienia fałszu, a sceny stand-upowe brzmią tak naturalnie. Partneruje mu Zoe Kazan (którą uwielbiam od lat), która w środku filmu jest ograniczona do leżenia, mocno zapada się w pamięć jako lekko postrzelona kobieta z paroma przejściami. Też boi się zranienia (ostra scena rozstania) i szuka związku, chociaż mówi co innego. Ale i tak film kradnie bezczelnie niezawodna oraz charakterna Holly Hunter (matka Emily) w duecie z wycofanym Rayem Romano, tworząc prawdziwą hekatombę.

i_tak_cie_kocham3

„I tak cię kocham” nie jest stricte filmem walentynkowym, gdzie jest od cholery słodzenia, happy endu oraz życia długo i szczęśliwie. Daje wiele poważnych refleksji, wnosi wiele lekkiego humoru oraz zgrabnie miesza romans, komedię z dramatem. Ładny ten związek wyszedł.

i_tak_cie_kocham4

7,5/10

Radosław Ostrowski