John Wick 2

Kiedy w 2014 roku pojawił się cyngiel o nazwisku John Wick, nikt nie wiedział do czego zdolna jest ta postać. Po wyrżnięciu Ruskich oraz odzyskaniu swojego auta, Wick już może spokojnie przejść na emeryturę. To jednak byłby błąd, bo przychodzi po niego pewien dawny znajomy – Santino D’Antonio. Bo dawno temu Wick poprosił go o przysługę i na mocy Signum (przysięga krwi) musi spłacić swój dług, inaczej zginie. Więc nasz kiler z nowym pieskiem wyrusza do Rzymu, by zabić jego siostrę – szefową Kamorry.

john_wick_21

Pierwsza część „Johna Wicka” była jedną z większych niespodzianek roku 2014. Stylowe kino akcji z komiksową fabułą oraz ciekawą wizją półświatka mafijnego była na tyle interesująca, że chciano bliżej poznać to uniwersum. I druga część z tego zadania wywiązuje się świetnie – wracamy do sprawdzonego hotelu, gdzie nie można załatwiać interesów. Mamy tu jeszcze przysięgę krwi, sposób przekazywania zleceń, tajemniczy Wielki Stół oraz poboczni gangsterzy, działający na poboczu wielkich ryb, a nawet krawców czy sprzedawców broni o elegancji dżentelmena. Te wszystkie smaczki nie tylko wnoszą odrobinę humoru, ale wzbogacają ten intrygujący świat. Świat, do którego policja czy zwykli szaraczkowie jak ja czy wy, nie mają kompletnie wstępu. Motywacja bohatera wplątanego (wbrew sobie) w mafijne porachunki jest jasna, bohaterowie nadal są wyraziści, a sceny akcji zrobione są po prostu fantastycznie.

john_wick_22

Ostro, krwawo, brutalnie, podkręcone podnoszącą adrenalinę muzyką. I to zarówno na początku (odzyskanie auta) aż po strzelaninę w katakumbach aż do efekciarskiego finału w muzeum niemal żywcem wziętego z „Wejścia smoka”. Kamera tutaj nie ma żadnego ADHD, każdy strzał i cios jest bardzo dobrze widoczny, a robota kaskaderska budzi szacunek.

john_wick_23

Zdarzają się pewne momenty spowolnienia, pozwalające złapać oddech czy wybrzmieć bardziej dramatycznym momentów (potyczka Wicka z ochroniarzem, zakończona… w hotelu, przy barze), a rozbudowana świata zbrodni jeszcze bardziej intryguje. Wszystko to wygląda jak fragment większej całości, która może by i pasowała bardziej do serialu telewizyjnego, ale twórcy konsekwentnie budują tą wizję. A otwarte zakończenie sugeruje ciąg dalszy.

john_wick_24

Keanu Reeves idealnie pasuje do roli małomównego, opanowanego twardziela, który może zabić przeciwnika wszystkim, co ma: pistolet, karabin, strzelba, nóż, pięści czy… ołówek. Mimo, ze o nim samym niewiele wiemy, to czyny mówią o nim wszystko. Tak samo fason zachowuje Ian McShane jako kierownik hotelu w Nowym Jorku, Winston oraz pojawiający się w epizodzie John Leguizamo (mechanik Aurelio). Ale największą niespodziankę zrobił Riccardo Scamarcio w roli bezwzględnego, upartego sukinsyna Santino oraz pojawiający się Laurence Fishbourne (król Bowery), wnosząc odrobinę humoru.

Drugi „John Wick” mimo pewnych klisz (prawie nieśmiertelny heros z kodem na idealny strzał w łeb), to nadal zachowuje bardzo mroczny klimat, jest świetnie wykonanym, stylowym akcyjniakiem, rozbudowującym swoje uniwersum, z miejscami obłędnie zrobionymi scenami strzelanin oraz bijatyk. Chcę się takich filmów jak najwięcej.

8/10

Radosław Ostrowski

Dalida. Skazana na miłość

Ta urodzona w Egipcie włoska piosenkarka w latach 60. podbiła najpierw Francję, by później skupić uwagę we Włoszech, a następnie cały świat ze Stanami Zjednoczonymi. Ale życie Yolandy Gigliotti było pełne wielkich wzlotów i jeszcze większych upadków. A jak to wyglądało? Jej losy postanowiła przedstawić francuska reżyser Lisa Azuelos.

dalida1

Sam początek jest mocny, gdzie najpierw widzimy kobietę jak czesze swoje włosy i następnie cofamy się do roku 1967 roku na lotnisko. I widzimy tą samą kobietę rozmawiającą z bratem i siostrą. Czeka na samolot, rodzeństwo wychodzi, a ona zamiast na samolot wsiada do taksówki i jedzie do hotelu. Potem widzimy jak jedzie karetka pogotowia – nieudana próba samobójcza. Kobietą jest Dalida, a to zdarzenie jest punktem zwrotnym. Najpierw poznajemy początki kariery oraz moment, który doprowadził piosenkarkę do samobójstwa, by poznać kolejne losy aż do samego końca.

dalida2

Reżyserka miesza chronologię, a kluczem do historii Dalidy uczyniła jej piosenki: od radości i zauroczenia aż do smutku, samotności i poczuciu przygnębienia. Jednocześnie obserwujemy jej kolejne związki z mężczyznami, którzy lgną do niej jak ćma do światła. Tylko, że te relacje doprowadzają do dramatów, tragedii oraz śmierci, wiszącej nad nią. Kolejne rozczarowania w życiu osobistym nie są w stanie zrekompensować sukcesy artystyczne. Wszystko to, mimo pewnej skrótowości, jest pokazane bardzo sugestywnie. Pomaga w tym szybki montaż (zbiór fotografii, fragmenty wywiadów) oraz świetnie dobrane piosenki, idealnie korespondujące z wydarzeniami ekranowymi (największe wrażenie zrobiła zbitka scen koncertu z modlitwą w kościele i… aborcją). A kilka razy to naprawdę potrafi chwycić za gardło jak fantastyczne przygotowania do trasy w USA (choreografia niemal jak z tras Madonny, tylko wcześniej), śmierć kochanka po strzale czy finał. Do tego trudno nie docenić scenografii oraz kostiumów.

dalida3

Ale to wszystko by nie zadziałało, gdyby nie fenomenalna Sveva Alvati w roli tytułowej. Nie tylko wygląda przepięknie (jak pierwowzór), ale też tkwi w tym pewien złamany charakter, poczucie niższości i ciągłe poszukiwanie partnera. Kiedy wchodzi na scenę, to ma ogromny magnetyzm i nie można oderwać od niej wzroku (jej stroje dopełniają jej charakter). Nie da się przejść obojętnie wobec tej aktorki i mam nadzieję, że jeszcze ją kiedyś zobaczę. Pozostali aktorzy są mocni i wyraziści, chociaż niektórzy mają ze sobą tylko kilka minut.

dalida4

Pozornie „Dalida” to typowa filmowa biografia, ale jednocześnie jest to hołd dla artystki. Polskie tłumaczenie tytułu nigdy nie było tak adekwatne i potrafi mocno zagrać na emocjach. Ale też potrafił przybliżyć tą postać i to jest spory plus.

7/10

Radosław Ostrowski