RPWL – RPWL Plays Pink Floyd

RPWl_Plays_Pink_Floyd

Niemiecki progresywny zespół RPWL to jedna z grup, która pozostaje mocno pod wpływem późnego Pink Floyd, ma jednak własny wyrobiony styl. Tym razem grupa postanowiła nagra tribute album wobec zespołu Watersa i Gilmoura, jednak robi to po swojemu.

Punktem wyjścia była trasa Pink Floyd „The Man and The Journey” z 1969 roku, gdzie grupa zaczęła grać swoje pierwsze konceptualne kompozycje. Oficjalnie takiej płyty nie wydano, lecz kompozycje te trafiły na płyty A Saucerful Of Secrets, Ummagumma i More. I to te utwory znalazły się na tej płycie koncertowej. Kompozycji jest siedem i trwają razem ponad godzinę. Na początek dostajemy pierwszy singiel grupy „Arnold Layne”, napisany przez Syda Barretta. Przebojowy, z mocnymi uderzeniami perkusji, rock’n’rollową gitarą oraz przestrzennymi klawiszami, z mocnym głosem Yogi Langa. Potem zostajemy zaatakowani przez 17-minutowy „Embryo” z kapitalnymi riffami, kosmicznymi klawiszami oraz silną sekcją rytmiczną. Coś magicznego i psychodelicznego. Kontrastem jest najkrótszy „Green Is The Colour”, ale brzmi bardzo przyzwoicie. Dalej są dwa kolosy: 11-minutowa suitę „Atom Heart Mother” z potężnym wstępem oraz 19-minutowy „Fat Old Sun”. Obydwa utwory są popisami muzyków, którzy po prostu czują ducha brytyjskiej formacji. Na koniec dostajemy krótsze (w przeciwieństwie do kolosów: „Let There Be More Light” oraz „The Narrow Way”.

Co najważniejsze, tych wersji nie usłyszymy nigdzie indziej, nawet na płytach Pink Floyd. Dlatego jeśli ktoś chciałby rozpocząć z dokonaniami zespołu Gilmoura oraz Watersa, nowe RPWL jest idealnym wyborem.

8/10

Radosław Ostrowski

RPWL – Wanted

Wanted

Niemiecki zespół RPWL rusza do natarcia. Ledwo wyszła płyta koncertowa, a już wydany został nowy studyjny album. I znów jest to concept-album, tym razem skupiającym się na postaci Giuseppe Garibaldiego.

Zespół brzmi tak jak zazwyczaj i nie wymyśla niczego nowego. Jest to nadal bardzo klimatyczne, progresywne brzmienie czerpiące z Pink Floyd. I to słychać już w otwierającym całość instrumentalnym „Revelation” ze „strzelającą” elektroniką, mocnymi uderzeniami perkusji i gitary oraz Hammondami w tle. Poza jednak muzyką słychać też krzyki, strzały czy marszowe kroki – innymi słowy to, co w przypadku wojny brzmieć powinno. Marszowe „Swords and Guns” jest mocniejsze i bardziej agresywne (poza delikatnymi refrenami z klawiszami), a wybija się najbardziej bas oraz klawisze pod koniec.  Krótsze, ale mroczniejsze jest „A Clear Cut Line” ze wstawkami elektronicznymi oraz wplecionymi słowami po włosku. Tytułowy utwór ma potencjał, by stać się radiowym hitem, podobnie „Perfect Day”. „Hide and Seek” z akustycznym wstępem, którym potem zostaje zmieniony w kakonadę perkusji, gitary i klawiszy (w drugiej połowie szaleją klawisze). „Disbelief” bardziej skręca w stronę mięsistego bluesa (ta gitara!!!), a zwrotki sa recytowane niż śpiewane, zas wyciszenie przynosi „Midguided Tonight” z ładna gitarą, Hammondami i spokojną perkusją oraz pojawiający się w wersji deluxe „Still Asleep”. Najmocniejsze pozostawili na sam koniec – „The Attack” to bardzo epicki i dynamiczny killer, zmocnymi uderzeniami perkusji oraz bardzo mocnym basem, a na finał dostajemy wyciszające „A New Dawn” z gitara akustyczną.

Nadal słychać tutaj inspiracje Pink Floyd (głównie przez grę gitary Kalle Walnera), także wokal Yogi Langa w paru miejscach przypomina Davida Gilmoura, jednak nie jest to w żadnym wypadku wada, a zespół jest bardzo mocno zgraną paczką. „Wanted” tylko potwierdza, że potrafią świetnie grać, tworzyć poruszające melodie oraz pisać naprawdę dobre teksty. Tu wszystko jest na swoim miejscu i gra naprawdę świetnie.

8/10

Radosław Ostrowski

RPWL – A Show Beyond Man and Time

A_Show_Beyond_Man_and_Time

Niemiecki zespół RPWL wydał w zeszłym roku concept album “Beyond Man and Time”, który spotkał się z bardzo życzliwym przyjęciem. Ruszyli w trasę koncertową, po drodze zahaczając o Polskę. Teraz wychodzi podwójny album CD i DVD będący zapisem koncertu promującego ostatni album. A dokładnie z 22 lutego 2013 roku z Teatru Śląskiego w Katowicach.

Akurat posiadam wersje dwupłytową, która trwa prawie dwie godziny. Muzycy nie tyle zagrali nowy album, co po prostu przearanżowali, poddali modyfikacjom i rozbudowali. Klawisze nadają epickości, gitara elektryczna pokazuje swoje umiejętności (świetne riffy w „Beyond Man and Time” czy „Unchain the Earth”), a delikatny wokal Yogi Langa ma sporo siły i mocy. Zaczynając od ambientowego „Transformed” przez „Unchain the Earth” (wydłużony wstęp klawiszowo-gitarowy) i „The Ugliest Man” (elektroniczny wstęp i świetna gitara w refrenach, by w zwrotce się uspokoić) aż po epicki, bo 17-minutowy „The Fisherman” (gdzie słychać inspiracje m.in. Yes i wczesnym Genesis).

Niespodzianka jest za to kończący całość utwór „Roses” zaśpiewany z Rayem Wilsonem, który grał przed RPWL jako suport. Publiczność reaguje entuzjastycznie i śpiewa refren razem z zespołem, co jest zwieńczeniem tego bardzo dobrego albumu koncertowego. A wydanie DVD to już w ogóle będzie obłęd.

8,5/10

Radosław Ostrowski