Krew na betonie

Początkowo jesteśmy zdezorientowani, bo fabuła skupia się na trzech wątkach. Pierwszy dotyczy niejakiego Henry’ego – czarnoskórego mężczyzny, który wyszedł z więzienia. Mężczyzna chce zapewnić byt swojej rodzinie, czyli puszczalskiej matce oraz niepełnosprawnemu synowi. I dostaje pewną robotę. Drugi wątek dotyczy pary już niemłodych gliniarzy: Bretta Ridgemana oraz Tony’ego Lurasettiego. Obaj zostają zawieszeni za zbyt brutalne aresztowanie podejrzanego, które zostało sfilmowane przez świadka i przez sześć tygodni nie dostaną wypłaty. Panowie decydują się zadziałać na własną rękę. I jest jeszcze trzeci wątek z tajemniczym osobnikiem. Jest cały na czarno, nosi kominiarkę, dużą pukawkę, a jego obecność wywołuje wielkie spustoszenie.

krew na betonie1

S. Craig Zahler już swoimi poprzednimi filmami pokazał się jako bezkompromisowy, ostry reżyser. Facet nie patyczkuje się z widzem, nie boi się pokazywać brutalnych scen, zaś wolne tempo może odstraszyć nawet największych twardzieli. „Krew na betonie” może się wydawać kolejnym pulpowym filmem, czerpiącym garściami z tego gatunku. Przeskoki z trzech wątków są poprowadzone płynnie aż do kulminacji. Nie mogę zdradzić zbyt wiele, bo intryga jest tutaj bardzo precyzyjnie poprowadzona. Tempo jest typowo zahlerowe, czyli bardzo wolne, a ze całość trwa dwie i pół godziny, może ona odstraszyć. Reżyser jednak nawet w wolnych momentach potrafi specjalnie zaangażować. Pozwala bardziej poznać swoich bohaterów, ich motywacje oraz coraz bardziej bezwzględny świat. Prostymi detalami (gra będąca odpowiednikiem safari) pokazuje drugie, trzecie i następne dno. Z jednej strony mamy zderzenie ze światem, który nie daje szans na spełnienie marzeń, tylko bezwzględna walką o przetrwanie. A w tej walce wiele zależy od szczęścia, sprytu oraz determinacji (choć nie zawsze). Z drugiej mamy szorstką, męską przyjaźń, która zostaje wystawiona na ciężką próbę. A z trzeciej mamy bardzo brutalny kryminał, przypominający klimatem kino z lat 70. oraz 80., co podkręca muzyka funkowo-jazzowa.

krew na betonie2

Więcej nie mogę zdradzić, ale poza jednym wątkiem, fabuła jest tutaj bardzo precyzyjnie poprowadzona, a napięcie. Nawet w pozornie nieistotnych scenach zaczyna się coraz bardziej podkręcać, włącznie z pewną woltą, wywracającą wszystko do nogami. No i jeszcze bardzo soczyste dialogi, dzięki czemu jeszcze bardziej podkręcane jest napięcie, jak też pozwalają poznać postacie.

krew na betonie3

Także aktorstwo jest tutaj naprawdę fantastyczne. Kompletnym zaskoczeniem oraz strzałem w dziesiątkę jest duet Mel Gibson/Vince Vaughn. Pierwszy jest bardzo staroświeckim gliniarzem, nie bawiącym się w politykę, bycie grzecznym, tylko skutecznie kasuje konkurentów. No i ma dość silną motywację do działania na granicy prawa. Ten drugi za to potwierdza swoją klasę, wydaje się być bardziej stonowany. Ale chemia między nimi jest bardzo silna i chciałoby się jeszcze raz zobaczyć ich w akcji. Poza nimi jeszcze jest znakomity Tony Kittles w roli twardego, ale honorowego Henry’ego, rządząc i dzieląc na drugim planie, gdzie nie brakuje znanych twarzy (m.in. Udo Kier, Don Johnson, Jennifer Carpenter oraz Thomas Kretschmann).

Powiem krótko: Zahler z filmu na film jest coraz lepszy i ciekawszy. Jeśli nie przerazi was czas metrażu oraz bardzo wolne tempo, „Krew na betonie” złapie was klimatem, scenariuszem oraz bezbłędną reżyserią. Ja nie wiem, co jeszcze może stworzyć w głowie ten człowiek.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Blok 99

Kiedy poznajemy Bradleya Thomasa, pracuje w warsztacie samochodowym. Ma żonę, z którą chce mieć dziecko. Ale zostaje zwolniony, a ona nie ma stałej pracy. Dlatego decyduje się wrócić do dawnej profesji, czyli kuriera narkotyków. Jednak ostatni dil kończy się wpadką policji, zabiciem wspólników oraz wsadzeniem do więzienia. Kiedy wydaje się, że gorzej już nie może być, pani Thomas zostaje porwana, a Bradley musi trafić do więzienia o zaostrzonym rygorze, by zabić innego więźnia.

cela99_1

Pamiętacie taki krwawy western „Bone Tomahawk”? Debiutujący wówczas reżyser S. Craig Zahler postanowił podnieść poprzeczkę i tym razem miksuje film sensacyjny, troszkę w stylu kina klasy B. sama historia cały czas toczy się bardzo spokojnie, ale wszystko jest bardzo gęste od emocji. Niby coś w rodzaju filmów exploitation, gdzie niby mamy masę klisz i ogranych schematów, jednak to wszystko ma inne, bardzo ostre oblicze. Jest bardzo mrocznie, surowo oraz brutalnie. Im dalej w las, intryga coraz bardziej się komplikuje, doprowadzając do zaskakujących wolt, przez co kompletnie nie wiedziałem jak to się skończy.

cela99_2

A jednocześnie coraz bardziej widzimy, ile człowiek jest w stanie znieść oraz zrobić dla najbliższych. W momencie dojścia do tytułowego bloku 99 widzimy prawdziwe piekło, z mrocznymi kadrami oraz brutalnymi scenami bijatyk. Byłem pod wrażeniem inscenizacji, prostego kadrowania oraz dźwięków łamanych kości. Osoby o wrażliwych nerwach powinny omijać szerokim łukiem. Całość robi prawdziwie piorunujące wrażenie, nawet w bardzo lirycznej scenie przed końcem, który zmiótł z powierzchni ziemi.

cela99_3

Aktorsko największe wrażenie robi kompletnie zaskakujący Vince Vaughn. Nie tylko dlatego, że ma ogoloną głowę, ale jest bardziej powściągliwy niż kiedykolwiek. Bradley to facet po wielu przejściach, który budzi podziw. Wie, kiedy coś może ugrać i zawalczyć, a kiedy trzeba siedzieć cicho. Widać, że się w nim gotuje, chociaż w żaden sposób tego nie okazuje. Kibicowałem bohaterowi aż do samego końca, co jest ogromną zasługą aktora. Drugim wyrazistym bohaterem jest naczelnik brutalnego więzienia w wykonaniu znakomitego Dona Johnsona. Facet, który nie bawi się w prawa człowieka, humanitaryzm, a jego mroczny strój idealnie współgra z bezwzględnym, sadystycznym charakterem. Także mała rólka Udo Kiera (posłaniec) robi piorunujące wrażenie, mieszając spokojny ton głosem z okrucieństwem wychodzącym z jego słów.

cela99_4

Zahler nie bawi się w półśrodki i atakuje wszelkimi zmysłami, tworząc jeszcze bardziej bezkompromisowy film od swojego debiutu. I mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że wyrasta nam nowy, intrygujący filmowiec z dziką wyobraźnią oraz bezwzględną formą.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Bone Tomahawk

Miasteczko Bright Hope na Dzikim Zachodzie to taka spokojna okolica, gdzie dzieje się niewiele. Do czasu, gdy pojawia się tajemniczy nieznajomy. Przed wejście zakopuje swoje rzeczy, co dostrzega zastępca rezerwowy szeryfa, Chicory. Szeryf, po krótkiej rozmowie, zatrzymuje podejrzanego strzałem w kolano. Sprawa wydawałaby się załatwiona, a podejrzany – razem z lekarką i zastępcą szeryfa Nickiem – zostaje w celi. Jednak następnego dnia areszt okazuje się pusty. Na miejscu zostaje tylko strzała indiańska. Szeryf Hunt decyduje się rozpocząć pościg, w czym wspierają go zastępca Chicory, mąż porwanej – Arthur O’Dwyer i rewolwerowiec Brooker.

bone_tomahawk1

Debiutujący reżyser S. Craig Zahler postanowił odświeżyć na swoją modłę western, który ostatnio wrócił do łask. Opowieść wydaje się do bólu klasyczna i zmierzająca do prostego celu: odbić swoich, zabijając po drodze Indiańców. Ale to nie są zwykli Indianie, bo są biali i nie tylko zabijają innych swoimi nożami z kości, ale też ich zjadają. Western idący ręka w rękę z horrorem? Tego jeszcze nie było, co bardzo odświeża ten gatunek. Wielu może odstraszyć surowa realizacja i dość wolne tempo całości, ale trudno nie docenić tego mrocznego klimatu, towarzyszącego wędrówce do siedliska zła. A im dalej, tym bardziej krajobraz staje się nieprzyjazny, przypominający wypaloną, zniszczoną ziemię. Noc jest tak ciemna, że za nią może czaić się zło albo złodzieje kradnący konie.

bone_tomahawk2

Dodatkowo każdy z bohaterów tej grupy jest kimś innym, a zadanie nie scala tej grupy, ale pokazuje silne różnice charakterów, jak i metod działania. I wszystko to zmierza do krwawego, mocnego finału, gdzie wszelkie okrucieństwa nie zostaną nam oszczędzone (włącznie z pokazaniem wnętrzności) – to nie jest film dla ludzi o słabych nerwach. To mogę wam obiecać.

bone_tomahawk3

Dodatkowo „Bone Tomahawk” jest fantastycznie zagrane. Klasą w sobie jest Kurt Russell, dla którego western nie jest niczym nowym, a postać twardego szeryfa potwierdza umiejętności tego aktora. Pozytywnie zaskakuje Patrick Wilson jako zdeterminowany mąż porwanej, który mimo złamanej nogi konsekwentnie zmierza do celu, a Richard Jenkins jako niezdarny Chicory wnosi też odrobinę humoru. Prawdziwą rewelacją i perłą okazuje się Matthew Fox. Aktor znany z serialu „Lost” tutaj wciela się w cynicznego rewolwerowca Bookera, który wiele widział i wiele zabijał. Ironiczny, bezwzględny i pewny siebie facet, z którym lepiej nie zadzierać.

bone_tomahawk4

„Bone Tomahawk” odświeża opowieści o kowbojach, mieszając z kinem grozy, gdzie napięcie jest mocno odczuwalne. I mimo zaledwie dwóch milionów dolców budżetu, powstał jeden z najlepszych westernów ostatnich lat. Więc pogłoski o śmierci tego gatunku są mocno przedwczesne.

7,5/10

Radosław Ostrowski