Moja kolacja z Hervem

Jest rok 1993, czyli czas wielkiej popularności „Jurassic Park”, ale dla dziennikarza Danny’ego Tate’a to czas ciężkiej pokuty. Kiedyś był dobrym dziennikarzem, miał żonę i dziecko. Jednak wszystko zmieniło się z jednego powodu: gorzała. Teraz jest już czysty i dostaje szansę powrotu: wywiad z Gorem Vidalem oraz notka na temat Herve’a Villechaize’a – aktora-karła, grającego w jednym z filmów o Bondzie. Jednak ta noc kompletnie zmieni życie dziennikarza.

herve1

„Moja kolacja z Hervem” to oparta na faktach opowieść, którą przedstawił reżyser Sacha Gervaise (pierwowzór dziennikarza Tate’a). Wszystko toczy się w jednej nocy, ale bardzo szybko zostaje przedstawiona historia człowieka niskiego wzrostu. Na pierwszy rzut oka wydaje się to klasyczną historią wzlotu i upadku celebryty, któremu uderzyła woda sodowa i życie prywatne mocno się rozsypało. Ale wszystko zostało zrobione w bardzo powściągliwy sposób, poznając głównie perspektywę naszego Herve’a. Może wydaje się niepozorny, ale z bardzo bogatym życiem oraz ambicjami artystycznymi, by wybić się. Jednak sława ma swoje ciemniejsze strony: brak pracy, hedonistyczny styl życia, pieniądze i przekonanie o swojej wyższości. Woda sodowa każdego jest w stanie sięgnąć, a powoli odkrywane zostają kwestie przemilczane, przekłamane.

herve2

Reżyser powoli odkrywa kolejne karty z życia Herve’a: od prób „wyleczenia” z karłowatości przez początki malarskie, krótką karierę aktorską aż do stabilnego okresu z dala od sławy. Wiernie prezentuje okres od lat 60. do 80. (tasiemcowy serial „Fantasy Island”, praca na planie „Człowieka ze złotym pistoletem”), z imponującą scenografią oraz kostiumów z epoki. Ta przeplatanka działa w sposób uatrakcyjniający fabuły, mimo dość znanego finału. Wszystko polane jest takim lekko nostalgiczno-smutnym klimatem, pokazując jak bardzo łatwo można swoją karierę zniszczyć bezpowrotnie.

herve3

Swoją robotę wykonują też aktorzy. Absolutnie rewelacyjny jest Peter Dinklage w roli Herve’a – pewnego siebie twórcy, marzącego o spełnieniu swojego snu o sławie i potędze. Jednocześnie bywa bardzo porywczy, impulsywny, aż garściami próbujący czerpać z życia, a na twarzy dość często przewija się smutek, rozgoryczenie i poczucie niespełnienia. Równie dobry jest Jamie Dorman jako dziennikarz znajdujący się na rozstaju drogi. Zagubiony, bezradny, próbujący podejść fachowo do swojej roboty, prześladowany przez własne demony. Choć początkowo wydaje się, że dwóch tak różnych facetów nie może się zaprzyjaźnić. Ale powoli zaczyna się tworzyć więź między tymi bohaterami, czyniąc z nich troszkę krótką przyjaźń. Drugi plan też jest wyrazisty (David Strathairn jako agent, Andy Garcia w roli Ricardo Montalbano czy Michelle Enos – Kathy), dodając odrobinę smaczku.

HBO po raz kolejny pokazuje, że swoje produkcje telewizyjne zawsze trzymają poziom. „Moja kolacja z Hervem” to solidne biograficzne kino o dość krótkiej karierze może niskiego, ale pamiętnego człowieka.

7/10 

Radosław Ostrowski

Hitchcock

Czy jest choć jeden szanujący się kinoman, który nie wiedziałby kim jest Alfred Hitchcock? Był uważany za wielkiego mistrza wśród reżyserów. Ale nawet on nie doczekał się filmowej biografii, aż do teraz. Debiutujący reżyser Sacha Gervasi w swoim filmie pokaże zarówno Alfreda Hitchcocka, a jednocześnie opowie o tym jak powstała „Psychoza”. A wszystko zaczęło się od pewnej powieści, nad którą nikt nie chciał się pochylić. „Psychoza” Blocha tak mu się spodobała, że był gotów go nakręcić za wszelką cenę. Ale cóż, wytwórnia nie jest przekonana co do sukcesu.

hitchcock1

Reżyser opowiada tę historię w dość intrygujący sposób, gdzie Hitchcock ma problemy (wytwórnia, która mu nie ufa, cenzura, która nie pozwala mu pokazywać golizny, zabójstwa i… muszli klozetowej, presja), ale także poza pracą na planie. Bo Hitch nie byłby takim wielkim mistrzem w fachu, gdyby nie jego żona, która wspierała i pomagała mu. Ogląda się to z dużym zainteresowaniem i od strony formalnej, też jest to hołd złożony Hitchowi (sceny, w których pojawia się seryjny zabójca Ed Gein, którym był reżyser zafascynowany). Bardzo klimatyczne zdjęcia oraz muzyka + naprawdę pomysłowy montaż (scena, w której Hitch pokazuje jak odegrać zabójstwo pod prysznicem jest bezbłędna), a także niepozbawione ironii i złośliwości dialogi. Konstrukcja filmu w filmie po raz kolejny nie zawodzi, a jednocześnie ciekawe obyczajowe wątki.

hitchcock2

Ale tak naprawdę ten film żyje, dzięki znakomitej obsadzie. Na początku trochę się obawiałem Anthony’ego Hopkinsa, który nawet po charakteryzacji nie przypominał wyglądem Hitchcocka. Jednak po pierwszych wypowiadanych słowach, moje obawy rozwiały się. Hopkins świetnie kreuje postać despotycznego reżysera, który był bardzo trudny w obyciu, zaś stres rozładowywał alkoholem. A jednocześnie zaczyna mieć obsesję na punkcie zdrady żony. Cichą bohaterką jest Alma Reville, koncertowo zagrana przez Helen Mirren. Bez niej tak naprawdę Hitchcock był nikim. To ona pisała scenariusz, to z nią montował film, ale ona czuje się niedoceniana przez męża i powoli zaczyna się od niego oddalać. Oboje tworzą cudny duet. Ale poza nimi też dzieje się wiele, zaś aktorsko jest to uczta. Pochwalić trzeba Scarlett Johanson (aktorka Janet leigh), Michaela Wincotta (Ed Gein, pierwowzór Normana Batesa), Michaela Stuhlberga (agent Lew Wasserman), Toni Collette (Peggy Robertson, asystentka Hitcha) oraz Danny Huston (Whitfield Cook – pisarz).

To nie jest film dla wszystkich, ale debiutant wyszedł z tego obronną ręką. Ciekawe kino, ze świetnymi dialogami oraz wybornym aktorstwem. Mam nadzieję, że o jego twórcy jeszcze usłyszymy.

7/10

Radosław Ostrowski

hitchcock3