Zombie express 2: Półwysep

Pierwszy „Zombie express” był bardzo świeżym spojrzeniem na filmy o zombie prosto z Korei Południowej. Epidemia i ucieczka pokazywała, że większymi potworami od żywych trupów byli ludzie walczący o przetrwanie. Ta mieszanka dramatu z horrorem potrafiła poruszyć i trzymała w napięciu bardziej niż większość filmów tego gatunku, co było zasługą reżysera Sang-ho Yeona. Tym bardziej byłem zaskoczony, że postanowiono zrealizować sequel. Historia wydawała się być zamknięta, więc nie widziałem żadnego sensu.

zombie express2-1

Od czterech lat Koreę Południową opanowała epidemia zombie. By uniknąć rozpowszechniania zarazy, cały półwysep został odizolowany od całego świata. Nie pojawia się żadna pomoc, żadne statki nie przypływają i nie przyjmują cywilów. Jednym z niewielu uciekinierów jest były wojskowy Jung-seok, który razem ze szwagrem przebywają w Hongkongu. Obaj czekają na azyl i są traktowani nieufnie wobec mieszkańców. Dostają jednak szansę na poprawę swego statusu społecznego, ale jest pewien warunek: muszą dotrzeć na półwysep, zabrać ciężarówkę z forsą (20 milionów dolarów), wrócić do portu. W trzy dni. Brzmi jak prosty plan? Tylko brzmi.

zombie express2-2

Druga część z podtytułem „Półwysep” idzie w zupełnie innym kierunku niż oryginał. Zamiast horroru kino akcji z kupą kasy w tle, klimatem bardziej przypominającym „Ucieczkę z Nowego Jorku”. Mamy opustoszałą okolicę, pełną zombie. Może nocą słabo widzą, ale i tak są bardzo groźne. Do tego jeszcze w tej układance mamy matkę z dwójką bardzo zaradnych córek oraz nawiedzonym ojcem, a także coraz bardziej zwyrodniali wojskowi. Mieli chronić cywili, sami jednak zmienili się w ogarniętych szaleństwem egoistów, z których najbardziej wybija się nieobliczalny sierżant oraz oderwany od rzeczywistości dowódca.

zombie express2-3

Na papierze ten konflikt i wyścig o pieniądze brzmi jak coś trzymającego w napięciu, mogącego zaangażować czy chwytać za gardło. Problem w tym, że dla mnie ten sequel jest zbyt efekciarski, za bardzo skupiony na akcji i paroma przegięciami. Bo jak wyjaśnić sytuację, gdy niepełnoletnia córka zasuwa samochodem niczym kierowca rajdowy? Dużo jest, niestety, przewidywalnych zbiegów okoliczności, zaś finał jest tak heroiczny, patetyczny i hollywoodzki, iż byłem pewny, że film produkowali Amerykanie. Kompletnie mnie nie obchodził główny bohater, czyli były wojskowy po stracie żony i dziecka. Takich historii znałem wiele, a reżyser nie interesuje się odświeżeniem ogranych klisz. Same sceny akcji są zrobione świetnie, choć głównie dzieją się w nocy – od pościgów i strzelanin po ucieczkę przed zombiakami.

Ktoś tą koreańską potrawę, będącą pomieszaniem z poplątaniem, próbował przerobić na hamburgera, by łatwiej sprzedać zachodniemu podniebieniu. „Półwysep” kompletnie zmienia ton, zmieniając trzymający w napięciu horror, idzie ku kinu akcji, tracąc wiele ze swojego charakteru. Jedno z większych rozczarowań tego roku.

6/10

Radosław Ostrowski

Zombie express

Kino azjatyckie znane jest z tego, że bywa miejscami bardzo szalone, ekstrawaganckie i nieprzewidywalne. Tym razem koreański reżyser Sang-ho Yeon postanowił wziąć na warsztat ograny już temat zombie apokalipsy. Ale co nowego w tym temacie można opowiedzieć?

Cała historia skupia się na pewnym korposzczurze o imieniu Seok-woo, który pracuje jako doradca inwestycyjny, jednak jego prywatne życie w niczym nie przypomina idealnego planu. Mieszka z matką, wychowuje (powiedzmy) córkę, nie mając dla niej kompletnie czasu, zaś żona zostawiło go wiele lat temu. I to właśnie córka prosi go o to, by pojechać do matki mieszkającej w Busan. Niby nic wielkiego, jednak zaczynają dochodzić informacje o zamieszkach oraz dziwacznej agresji ludzi. Ludzi, którzy po ugryzieniu zmieniają się w żądne krwi bestie. I taka bestia w ostatniej chwili wchodzi do pociągu. A to może oznaczać tylko jedno – w pociągu dojdzie do rzezi.

zombie_express1

Ci, co liczą na hektolitry krwi, nieskrępowaną rzeźnię oraz przemoc w stylu Mortal Kombat, to… wsiądźcie do innego pociągu. Nie brakuje scen brutalnych czy wylewającej się krwi, zaś zombie utrzymując włączony w XXI wieku tryb turbo (innymi słowy: zapierdalają jak szalone). Tylko, że zombie – niczym w serialu „Walking Dead” – są jedynie tłem i pretekstem do analizy zachowań ludzi, będących kompletnie zdezorientowanych, mający tylko szczątkowe informacje. I wtedy widać, kto jest prawdziwym potworem. Bo strach wyzwala emocje, jakich nie spodziewałby się nikt po sobie: od paraliżu przez egoizm aż do wręcz heroiczną walkę oraz skłonność do poświęcenia, co jest ogromną niespodzianką. Nie brakuje też klasycznych motywów jak próba przedarcia się z wagonu do wagonu przez hordy zombiaków (z kilkoma patentami w postaci kompletnego „oślepienia” stworów w mroku), poprzedzonych krótkimi starciami z pomocą pałek i pięści. Choć ich jest niewiele, budują suspens i są świetnie zrealizowane, podbijając tempo. Robiąc to bez wykorzystania jump-scare’ów, nerwowych popisów smyczków oraz typowych sztuczek znanych z typowego kina grozy.

zombie_express2

Osadzenie większości akcji w pociągu tylko potęguje klimat klaustrofobii, zaś sami ludzie (w szczególności korporacyjny szef w średnim wieku, przejmujący niemal kontrolę nad grupą ocalonych) są w ciągłym klinczu między instynktem przetrwania a działaniem drużynowym, co świetnie pokazuje finał przebicia się ocalonych przez wagony umarlaków do pozostałych. Z kolei świat dookoła wygląda niczym miejska pustynia, gdzie wszędzie się pojawia zagrożenie i nie wiadomo, czy jest bezpiecznie, doprowadzając do bardzo poruszającego finału (nie spodziewałem się tak wzruszających scen w takim gatunku). I pozostaje jedno pytanie: co ty byś zrobił na ich miejscu? Jak byś się zachował i czym się kierował? A to naprawdę dużo.

zombie_express3

Sam film jest świetnie zagrany, ciągle utrzymuje poczucie niepokoju, zaś panoramy pustych miast budzą skojarzenie z pierwszymi seriami „Walking Dead”. Dawno nie oglądałem tak klimatycznego, mocnego horroru, zmuszającego jednocześnie do postawienia się w sytuacji bohaterów, konsekwentnie dążąc do celu.

8/10 

Radosław Ostrowski