The Pale Horse

Mark Easterbrook jest zwykłym sprzedawcą antyków, który mieszka w Londynie lat 60. Ma piękną żonę, ale ginie w dość absurdalnym wypadku. Rok później mężczyzna żyje już z nową żoną i wszystko wydaje się toczyć swoim spokojnym tempem. Nie licząc kochanki pracującej w nocnym klubie, ale kiedy po jednej ze schadzek umiera, problem rozwiązuje się sam. To jednak nie jest najgorsze, bo przy innej denatce znaleziona zostaje lista. A on jest na niej wpisany, nie wiadomo dlaczego i kim jest cała reszta osób. Potem okazuje się, że osoby z listy zmarły. Niby z przyczyn naturalnych.

the pale horse1

BBC od lat bierze na warsztat w formie miniserialu powieści Agathy Christie. W tym roku padło na „Tajemnicę bladego konia” i nie jest to w formie jeden do jeden, co wielu fanów powieści zdenerwuje. Sama intryga jest ciekawa, bo w tle mamy tajemnicze miejsce „Pod Bladym Koniem” w małej wsi. Tam są trzy kobiety, co przepowiadają przyszłość i nie tylko. Pomagają rozwiązywać problemy z żywymi za pomocą magii. A przynajmniej taka jest fama i oglądając miałem pewne skojarzenia z… „Psem Baskerville’ów”, gdzie też pojawiały się – a przynajmniej zapowiadano – elementy nadprzyrodzone. Czyżbyśmy mieli do czynienia z morderstwami, naturalnymi zgonami czy jednak czarami. Kryminał to czy horror?

the pale horse2

Bo „The Pale Horse” ma miejscami bardzo niepokojące momenty, związane z sennymi koszmarami Marka. Niby akcja jest prowadzona powoli, lecz podskórnie czuć atmosferę niepokoju. Atmosfera wydaje się wręcz fatalistyczna, bez możliwości odwrotu. Sama obecność trzech pań już działało na moją wyobraźnię, zaś sceny festynu miały w sobie coś bardzo dziwacznego. I to bardzo skłania do myślenia, zaś budowana tajemnica zaczyna psuć życie naszego bohatera. Jest to budowane konsekwentnie, powoli odkrywając kolejne elementy układanki. Aż do samego finału, gdzie mam pewien problem. Z jednej strony wyjaśnienie jest bardzo zaskakujące i pokazuje, że jeszcze można wprowadzić widza w pole, z drugiej wydaje się dość dziwne oraz podane w sposób nieprzekonujący. Jakby tego było mało, ostatnie sceny wywołały we mnie konsternację. Ten artykuł prasowy stawia jeszcze więcej pytań, niemal podważając wszystko. Czy to co widzieliśmy, naprawdę miało miejsce czy to był wytwór zwichrowanego umysłu? Na to odpowiedzi nie dostaniecie i to mi troszkę psuje wrażenia.

the pale horse3

Technicznie trudno się do czegoś przyczepić, bo jest to bardzo porządnie wykonane. Scenografia oraz kostiumy budują realia lat 60., w tle gra bardzo niepokojąca muzyka, zaś mroczne zdjęcia koszmarów sennych wywołują skręt ku horrorowi. Widać telewizyjny budżet oraz kameralność całej historii (niemal wręcz teatralna), niemniej nie traktowałbym tego jako wady.

the pale horse4

Aktorsko jest tutaj bardzo solidnie, a z tego grona najbardziej wybijają się trzy role: Mark, pan Osborne oraz inspektor Lejuine. Pierwszego gra absolutnie świetny Rufus Sewell, który często jest obsadzany w rolach czarnych charakterów, co może wydawać się spoilerem. Jego Mark to postać naznaczona mrokiem, niepozbawiona ciętego humoru, próbująca wyjaśnić swoją tajemnicę. Intryguje i jest w stanie przekonać do siebie. Osborne w wykonaniu Bertiego Carvela początkowo sprawia wrażenie wystraszonego paranoika, człowieka bardzo wierzącego i przezornego. Zwraca na siebie uwagę nerwowymi ruchami i głosem, ale to wobec niego związana jest ważna wolta. No i Sean Pertwee jako prowadzący dochodzenie inspektor – dociekliwy, uważny, nie odpuszczający żadnego tropu. Klasyczny gliniarz w starym stylu. Warto też wspomnieć Kayę Scodelario jako drugą żonę Marka, Hermię. I nie chodzi tylko o urodę, ale ma też kilka mocnych scen (niszczenie garnituru).

„The Pale Horse” ze wszystkich ostatnich adaptacji Christie dla BBC wydaje się solidnym dziełem. Ma swój własny klimat, potrafi zaintrygować, ale nie do końca potrafi mnie przekonać do siebie. Być może te zmiany wobec materiału źródłowego były zbyt odległe, zaś zakończenie pozostaje dla mnie niejasną zagadką. Niemniej dla aktorstwa jak najbardziej warto.

7/10

Radosław Ostrowski

I nie było już nikogo

Wyobraźcie sobie taką sytuację, że na wyspę należącą do niejakiego państwa Owen zostaje zaproszonych 8 nieznajomych, a służba ma zadbać o ich zadowolenie. Grupę gości stanowią: guwernantka, misjonarka, policjant, sędzia, chirurg, generał, podróżnik i młody chłopak z wyższych sfer. Powoli schodzą na Wyspę Żołnierzyków, a tam każde z nich (przez tajemniczy głos) zostaje oskarżone o morderstwo. I tego samego dnia umiera jeden z gości.

i_nie_bylo_juz_nikogo1

To, ze Agata Christie była mistrzynią kryminału jest oczywistą oczywistością. A powieść „I nie było już nikogo” (albo „Dziesięciu Murzynków”) to jedna z pereł w koronie tej pisarki, gdzie mamy do czynienia z koronkowo poprowadzoną intrygą, gdzie ciągle są mylone tropy. Możemy podejrzewać, kto jest mordercą, chociaż nie mamy jasnych poszlak. Kolejno bohaterowie zaczynają – niczym w slasherze – opuszczać ten świat, a sprawca jest jakby nieuchwytny, niewidoczny, ciągle wodzący wszystkich za nos. Ukrywa się, a może to jeden z gości? Powoli zaczynamy też odkrywać tajemnice oraz grzechy na sumieniu naszych bohaterów, chociaż na początku zaprzeczają – poza Philipem Lombardem – swoim winom. Zgrabnie jest to przedstawione za pomocą montażu, gdzie czasami retrospekcja pełni rolę sennego koszmaru albo mary, wprowadzając poważne zamieszanie.

i_nie_bylo_juz_nikogo2

Ale to wszystko reżyserzy mini-serialu trzymają na pulsie, a osadzenie wszystkiego w jednym, odciętym od świata miejscu, buduje klaustrofobiczny klimat i poczucie zaszczucia. Niby stylowe miejsce, ale potrafi ono zbudzić niepokój większy niż pułapki z „Piły”. Nawet jeśli przez chwilę przychodzi do głowy element nadprzyrodzony w tej układance, to wyjaśnienie jest bardzo satysfakcjonujące (chociaż finał mógł powiedzieć troszkę więcej o motywacji czy sposobie działania zabójcy). Więcej wam nie zdradzę poza tym, że jest to pierwszorzędnie wykonana robota telewizyjna. Klimat świetnie buduje niepokojąca muzyka, stylowe zdjęcia oraz bardzo wyrazista scenografia, z obowiązkowym wierszem – niczym fatum – oprawionym w ramkę.

i_nie_bylo_juz_nikogo3

Jest to znakomicie zagrane, a każda z postaci ma swój moment, by skraść całą scenę. Na mnie największe wrażenie zrobiły aż cztery postacie. Po pierwsze, sędzia Wargrave (niezawodny Charles Dance), emanujący spokojem, opanowaniem oraz trzeźwością umysłu, jakiej można wielu pozazdrościć. Drugim mocno narysowaną postacią jest Philip Lombard (fantastyczny Aidan Turner), który jest świadomy swoich czynów i nie ukrywa ich. Równie podchodzi do sprawy w sposób logiczny i racjonalny, wyciągając trafne wnioski, ale nie zamierza bezczynnie czekać na śmierć. Trzecia jest panna Vera Claythorne (cudowna Maeve Dermody), której poczynania, motywacja oraz tajemnica pociągają najbardziej. Pozornie niewinna i delikatna, jest tak naprawdę sprytną, przebiegłą manipulantką, co pokazuje w dramatycznym finale. Reszta aktorów – z Samem Neillem i Mirandą Richardson na czele – także spisuje się fantastycznie.

i_nie_bylo_juz_nikogo4

Tak powinno się realizować kryminały na ekranie, a sama Christie byłaby zadowolona. To rewelacyjnie zrealizowany serial, ze znakomicie budowanym klimatem, fenomenalnym aktorstwem oraz konsekwentnie opowiadaną intrygą. Perła w koronie brytyjskiej telewizji.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski