Jeden gniewny człowiek

Zaczyna się pozornie spokojnie. Widzimy dwóch konwojentów wjeżdżających do wozu z przewożoną kasą. Na drodze zostają zatrzymani przez wóz remontowy. Tylko, że robotnicy okazują się bandytami i atakują wóz. Włamują się, biorą łup i konwojentów za zakładników. Wszystko idzie gładko? Nie, padają strzały, giną konwojenci oraz jeden z cywilów. Drugi zostaje postrzelony. Parę miesięcy później do firmy konwojenckiej zgłasza się Patrick Hill – doświadczony Anglik i zostaje zatrudniony. Podczas ataku udaje mu się w pojedynkę zabić atakujący gang, co budzi uznanie kolegów. Ale też zmusza do zastanowienia kim, do cholery jest Hill zwany też H.?

jeden gniewny czlowiek1

Co może powstać z połączenia sił Guya Ritchie, Jasona Stathama oraz przerobionego scenariusza francuskiego thrillera? Jeśli spodziewacie się akcyjniaka, gdzie bohater grany przez Jasona Stathama robi to, co zawsze robi Jason Statham – czyli zabija wszystko i wszystkich, co mu staną na drodze… cóż… to nie jest ta bajka. Jeśli oczekujecie kolejnej gangsterskiej produkcji z piętrową intrygą, lekkim tonem oraz smolistym humorem, to też nie do końca. Jest dużo mroczniej i poważniej niż zwykle – w końcu jest to historia zemsty, chciwości oraz determinacji w dążeniu do celu. Więcej nie mogę powiedzieć, bo na tajemnicy budowana jest cała historia. Brudna i pokazująca bezwzględny świat, gdzie zaufanie i lojalność są towarem deficytowym. Zwłaszcza, kiedy w grę idzie duża kasa.

jeden gniewny czlowiek3

Reżyser nadal bawi się narracją – wspomnianą scenę napadu na konwój zobaczymy z kilku perspektyw, przez co poznamy wszystkich graczy. Odkryjemy historię pana Hilla (zaskakująco wyciszony i małomówny Jason Statham), a także ekipy atakującej na konwoje. Będzie parę montażowych przeplatanek, skoki w czasie i bardzo niewielka ilość smolistego poczucia humoru. Na początku będzie też parę seksistowsko-maczowskich tekstów, co budzi skojarzenie z kinem lat 90. (stare, złe/dobre czasy – zależy kogo się spyta). I mimo tych przeskoków co rozdział nie czułem się ani znużony, ani zdezorientowany. Na pewno w tym pomaga bardzo pewna ręka Ritchiego, jak i bardzo wyraziste postacie drugoplanowe (zagrane m.in. przez świetnego Holta McCallany’ego, zaskakującego Josha Hartnetta czy pasującego idealnie Scotta Eastwooda – wygląda tutaj niemal jak ojciec). Sama rozwałka pojawia się dopiero w trzecim akcie, gdzie Ritchie bardziej idzie w klimaty kina Michaela Manna.

jeden gniewny czlowiek2

Rzadko się udaje reżyserom z tak wyrazistym stylem wyjść ze strefy komfortu w taki sposób, by odnieść zwycięstwo. Za bardzo się przyzwyczailiśmy do stylu niektórych reżyserów, że chcielibyśmy takie wyraziste filmy powstawały częściej, a zanim się zorientujemy, pójdzie to w stronę autoparodii. „Jeden gniewny człowiek” może być początkiem nowego etapu, gdzie Guy Ritchie pokaże bardziej dojrzałe oblicze. Czy będzie to jednorazowy wyskok? Czas pokaże, na pewno jednak współpraca z Jasonem Stathamem rozkręci się.

8/10

Radosław Ostrowski

Diablo

Jackson wydaje się zwyczajnym mężczyzną mieszkającym na farmie i prowadzącym stabilne życie po zakończeniu wojny secesyjnej. Poznajemy go jednak w dość dramatycznych okoliczność – jego farma zostaje podpalona, żona porwana, a mężczyzna próbuje powstrzymać zbirów. Jednak pudłuje, a następnego dnia wyrusza w pościg.

diablo1

Skromny debiut Lawrence’a Roecka jest tak naprawdę psychologicznym dreszczowcem w sztafażu kowbojskiej opowieści. Półtorej godziny wydaje się być odpowiednim czasem dla tej historii, gdzie najważniejszy jest nasz bohater, którego losy powoli odkrywamy podczas spotkań z różnymi ludźmi. Wędrujący Chińczyk, czarnoskóry kumpel z wojska, wreszcie Indianie serwujący jakieś psychotropy na leczenie. Trudno się to ogląda ze względu na bardzo wolne tempo oraz oszczędną ilość dialogów. Nie mogę tutaj zdradzić zbyt wiele, gdyż na aurze tajemnicy skupia się całe clue tego filmu. Nie mogłem przejść obojętnie wobec ładnych zdjęć, potęgujących aurę tajemnicy. Widok lasu pełnego śniegu (ujęcie robione dronem) czy finałowa konfrontacja w małym miasteczku zrealizowana niemal bez słów robi ogromne wrażenie. Nie podobało mi się jednak dość szybkie (bo pół godziny przed) rozwiązanie tajemnicy wokół Jacksona – jego przeszłość naznaczona krwią oraz śmiercią. I można było to rozegrać inaczej.

diablo2

Trzeba jednak za to pochwalić aktorów. Pierwsze skrzypce gra tutaj Scott Eastwood, syn TEGO Eastwooda. Odziedziczył po tatusiu surową urodę oraz barwę głosu, także jak ojciec dobrze wygląda w kowbojskim wdzianku, mówi mało i bardziej skupia się na czynach. Ten minimalizm jest najmocniejszym atutem aż do brutalnego i przewrotnego finału. Drugim istotnym bohaterem jest grany przez Waltera Gogginsa tajemniczy nieznajomy w czerni, który uwielbia zabijać. Więcej o nim powiedzieć nie mogę, ale jego obecność wywołuje strach i niepokój. Warto też wspomnieć solidnego Danny’ego Glovera (Benjamin Carver) oraz atrakcyjną Camillę Belle (Alexandra).

diablo3

„Diablo” dobrze się wpisuje w czas wskrzeszenia westernów, jednak nie wszystko spodoba się tempo przebiegu wydarzeń oraz w paru miejscach wręcz wybijająca się teatralność. Fani opowieści z mrocznym klimatem oraz dobrym aktorstwem znajdą coś dla siebie, jednak czuć tutaj rękę debiutanta. Mogło być lepiej, ale może następnym razem pan Roeck nas zaskoczy.

6/10

Radosław Ostrowski