Królewicz Olch

Kuba Czekaj – żaden inny polski reżyser w ostatnim czasie tak mnie nie wkurzył i byłem jednym z niewielu, których debiut „Baby Bump” odrzucił swoją treścią. Niemniej muszę przyznać, że wizualnie wyglądał świetnie. Tylko, co z tego? Niemniej wiedziałem, czego należało się spodziewać po „Królewiczu Olchu”. Czy jest lepszy, znowu podzieli widownię, a może reżyser przekona swoich hejterów?

krolewicz_olch1

Bohaterem tego dzieła jest młody chłopak o wielkim umyśle intelektualnym, ze wskazaniem na fizykę. Ma 14 lat i jest wychowany, przepraszam, tresowany przez swoją matkę, a ojca nikt nie widział. Mamuśka wykorzystuje chłopca i jego geniusz do udziału w różnych konkursach, dających sporą bonifikatę finansową, przez co czuje się lekki dziwadłem. Jednocześnie pracuje nad pewnym projektem.

krolewicz_olch2

Sama fabuła jest dość pretekstowa, a jej celem jest… no właśnie. Wszystko jest tutaj strasznie pogmatwane, a reżyser rzuca nas na głęboką wodę, nie dając żadnych wskazówek ani poszlak. A czego tutaj nie ma: komputer odmierzający koniec świata, teoria światów równoległych, brak akceptacji rówieśników, majaki mieszające się z rzeczywistością, kompleks Edypa, tajemnicze drzewo, tworzenie hologramów no i wpleciony w to wszystko „Król olch” Goethego (i jego muzyczna wersja od Schuberta). A wszystko jest oprawione w formę jakiejś alegorii czy metafory, której znaczenie potrafią rozszyfrować jedynie nieliczni. Miasto jest kompletnie anonimowe, będące mieszanką polskiego, angielskiego i niemieckiego (było to w „Baby bump”), a scenariusz wydaje się jedynie ciągiem scenek, gdzie samemu trzeba rozgryźć sens. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Czekaj tak się zakochał w swoim dziele, że nie potrafił wcisnąć w odpowiednim momencie hamulca i została przekroczona granica między artystycznym bełkotem a czymś podniosłym, pełnym ambicji.

krolewicz_olch3

Po obejrzeniu na pewno poczujecie wielki zamęt w głowie. Próba rozgryzienia wszystkich scen, gestów, znaczeń czy rzucanych kwestii pozbawionych (dla mnie) jakiegokolwiek sensu. Rzadko bohaterowie ze sobie rozmawiają, zaś ciągle rzucane fragmenty poematu sprawiają złudne wrażenie spójności. Nawet finał, gdzie dochodzi do zderzenia obydwu światów (gdzie każdy głos ma taki „szum” ekranowy) wprawia w totalną konsternację i sprawia wrażenie wrzuconego na siłę. Nawet aktorzy nie mają specjalnie co grać, bo te postacie są tylko i wyłącznie figurami, pozbawionymi głębszych cech charakteru oraz wiarygodnej psychologii.

krolewicz_olch4

Film oparty tylko na samej tajemnicy może przykuć uwagę. Nadal wygląda to fantastycznie, tylko czy poza mocną sferą audio-wizualną jest coś więcej? Drugie dno, trzecie, czwarte? A może samo dno? Mnie, znowu, Czekaj odstraszył. Trochę szkoda, bo ma on w sobie ogromny potencjał, tylko że albo jest to pretensjonalny bełkot, albo ja jestem zwyczajnie za głupi na takie kino.

3/10

Radosław Ostrowski

Baby bump

Filmy o nastolatkach to w 90% banalne i naiwne opowiastki ludzi, który ich nie rozumieją, sprawiają wrażenie zwykłego skoku na ich pieniądze, robiąc z nich kompletnych idiotów. Czasami jednak zdarzają się dość udane próby takie jak „Wyznania nastolatki” czy „Cudowne tu i teraz”. Do grona takich ambitnych opowieści o dojrzałości próbuje dołączyć „Baby bump” zrealizowany przez Kubę Czekaja.

baby_bump1

Bohaterem tego dzieła jest niejaki Mickey House – młody chłopak wychowywany przez Mamuśkę. Wiadomo, że ma problemy z dojrzewaniem, bo słyszy głosy. A dokładnie jeden głos, należący do animowanej myszy, niejakiej Jerba Mouse. Fabuły jako takiej tu nie ma, ale największym problemem chłopca są nienaturalnie długie uszy, które odrastają i wyrastają. Żeby było jeszcze mało kłopotów, to handluje moczem w szkole, która jest poddawana ostrzejszym kontrolom na obecność narkotyków. I jeszcze zaczynają szaleć hormony, przez co mu staje (pewien wiadomy organ), zwłaszcza gdy ma przed oczami jej piersi oraz myszkę (swojej mamuśki). Jeśli jeszcze do tej pory, nie poczuliście wstrętu, to w trakcie seansu będziecie mieli. Od samego początku towarzyszy nam poczucie schizofrenii – bohaterowie mówią polskim i angielskim językiem, w tle widzimy (pisane po angielsku) teksty piosenek przewijających się w tle, przez co mamy poczucie kompletnej dezorientacji.

baby_bump2

Dodatkowo jeszcze jest kompletnie odrealniona rzeczywistość, co podkreślają sceny choćby w szkole. Tam są duże bramki na metal, kręcą się gliniarze (jeden z nich niejaki porucznik, któremu coś wyje ze spodni) – wszystko jest tutaj przerysowane, wyolbrzymione. Tylko ja mam jedno pytanie: o co tu k****a chodzi? Mam pewne przypuszczenia, ale im dalej w las, tym mniej w tym wszystkim sensu. Mamy cmentarz, palenie ubrań, dziki seks porucznika z Mamuśką, zabijanie kury i wielkie jajo wzięte z ciała Mickeya, seks-rozmowy Mamuśki z szefem. Wszystko to zrealizowane wręcz obłędnym montażem i w rytm alternatywnej muzyki, przypominając senny koszmar. I na co jeszcze te sceny z usuwaniem sobie uszu czy niszczeniem żeńskich organów płciowych (!!!) na ciele House’a za pomocą kombinerek plus – jakby było mało obrzydliwości – wyrywanie penisa (fuj!!).

baby_bump3

Wygląda to jak podróbka Davida Cronenberga podlana obscenicznym językiem Kevina Smitha. Tylko, że pod tym obrzydliwościami u tych twórców było drugie dno. Ja u Czekaja widzę tylko dno, pozbawione jakiegokolwiek sensu. Owszem, wygląda to niesamowicie, ale samo w sobie jest pustą wydmuszką. Aż strach pomyśleć, co pokaże Czekaj w „Królewiczu Olchu”. A dla takiego wyjątkowego filmu, ocena też będzie wyjątkowa.

2/10

Radosław Ostrowski