Nazywam się Cukinia

Poznajcie Ikara – jest on 9-letnim chłopcem wychowywanym przez matkę-alkoholiczkę. Kobieta zamiast się zajmować się swoim dzieciakiem, woli wypić piwo oraz oglądać telewizję, ewentualnie jeszcze go traktować jak worek treningowy. Pewnego dnia Ikar, zwany przez matkę Cukinią, zabija (nieumyślnie) swoją mamę i trafia do domu dziecka, gdzie poznaje inne dzieciaki.

cukinia1

Ta szwajcarska animacja poklatkowa nie tylko wyróżnia się formą, ale i tematyką. „Cukinia” dotyka bardzo mrocznej strony okresu dzieciństwa, gdzie nasi bohaterowie są pozbawieni kontaktu z rodzicami. Przyczyny tego stanu są różne: deportacja, przemoc, narkotyki, alkohol. Choć całość trwa tylko godzinę, to udaje się twórcom wycisnąć wszystko z tego tematu. Powoli widzimy, jak nasi dziecięcy bohaterowie zaczynają się zaprzyjaźniać, chociaż początek nie należy do prostych. Każde z tych wydarzeń naznaczyło piętno na swoich postaciach, czyniąc z nich albo zgorzkniałych, pełnych drwiny do innych (Simon), samotników reagujących tikami (Alice). Twórcy skracają dystans między bohaterami, a jednocześnie nie sięgają po emocjonalny szantaż, by nas poruszyć.

cukinia2

Mimo dużej ilości goryczy i smutku (obecność ciotki Camille czy oskarżenie o kradzież podczas wycieczki), nie jest to film depresyjny. Twórcy rozładowują atmosferę bardzo delikatnym i subtelnym poczuciem humoru jak podczas bitwy śnieżkowej… w domu, rysunkach Cukinii, w których opowiada o spędzonym czasie czy gdy rozmowy dotyczą relacji damsko-męskich. To dziecięce spojrzenie na świat wygląda i brzmi bardzo naturalnie, nie czuć fałszu, a twórcy przełamują pewne schematy. Widać to mocno w postaci Simona. Rudowłosy chłopak sprawia wrażenie takiego, co dokucza wszystkim, ale z czasem dostrzega się o wiele, wiele więcej. Z kolei zakończenie pokazuje, że jest pewna nadzieja i szansa na normalny dom. Tylko dorośli musieliby bardziej zwracać uwagę na te dzieci i pomóc przełamać ich lęki (poruszająca scena, gdy Cukinia wchodzi do swojego domu po tragedii).

cukinia3

„Cukinia” może i jest prostą opowieścią, dość krótką, to jednak nie miałem poczucia niedosytu. Po prostu było mi żal rozstawać się z tą paczką dzieciaków, dla której jest promyk światła na szczęśliwe życie, mimo mrocznych wydarzeń z przeszłości. Mądry, zabawny, poruszający i refleksyjny. Nie wiem jak wy, ale ja nie potrafiłem przejść obojętnie.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski