Mirai

Kun jest 5-letnim chłopcem, mieszkającym z matką, ojcem oraz piesełem. Cały świat wręcz kręci się wokół niego, a wszyscy wręcz tańczą jak on zagra. Wszystko jednak wywraca się do góry nogami, kiedy do domu pojawia się jego młodsza siostra, świeżo urodzony niemowlak. I to jest dla niego koszmar, bo wszyscy zwracają uwagę na nią, na Mirai, przez co chłopak czuje się odrzucony, niekochany. Wszystko jednak zaczyna się zmieniać, kiedy zaczyna przychodzić do ogrodu, gdzie dzieją się dość zaskakujące rzeczy.

mirai1

Kolejna wyprawa do Kraju Kwitnącej Wiśni, ale tym razem z tematem bardziej uniwersalnym niż się to na pierwszy rzut oka wydaje. „Mirai” to opowieść o dojrzewaniu, której konstrukcją najbliżej jest do „Boyhood” – epizodyczność wydarzeń, pozornie nie powiązanych ze sobą. Jest jednak rzecz bardzo japońska w duchu, czyli sceny mocno zabarwione fantastyką. To w nich nasz chłopak niejako trafia do przeszłości, a nawet przyszłości, gdzie spotyka m.in. ludzką wersję swojego psa czy dorosłą Mirai. Brzmi wariacko, wręcz surrealistycznie? Ale dla reżysera jest to klucz do pokazania drogi naszego dzieciaka do dojrzewania, choć osadzone jest w zasadzie w jednej przestrzeni domu. Może wydaje się dość przewidywalne i proste, lecz kontekst kulturowy dodaje pewnego specyficznego posmaku.

mirai2

Historia wydaje się prosta, lecz elementy fantastyczne mocno wybijają ją z grona innych opowieści o szybkim dojrzewaniu. Nie działa ona jednak w ten sposób, że dzieje się od razu, po jednym wydarzeniu. To proces, gdzie niemal wszyscy wydają się zdezorientowani oraz zagubieni: bardzo apatyczny ojciec, który stara się pomóc, pracująca matka wracająca do domu zmęczona, a także sam Kun. Cała ta trójka musi na nowo się odnaleźć, ale wszystko widzimy z perspektywy dziecka. Jego wyobraźnia jest miejscami bardzo szalona (chłopak po wyrwaniu oraz wsadzeniu sobie ogona staje się psem), a także pomaga mu łatwiej przejść przez ten dość trudny okres. A jednocześnie gdzieś zasłyszane zdarzenia z przeszłości rodziny stają się istotną częścią układanki (wizyta u pradziadka zakończona jazdą na koniu czy spotkanie z matką w jego wieku), co czyni całość bardziej dojrzałym oraz mądrym spojrzeniem na okres, gdy pojawia się nowy członek rodziny.

mirai3

Żeby jednak nie było słodko, nie brakuje tutaj bardzo mrocznych scen, zwłaszcza w finale dzieła. Mocne wrażenie robi cała sekwencja na dworcu, gdzie wszystko idzie wręcz w stronę rasowego horroru (te krzesła w pociągu na Samotną Wyspę) – dla bardzo młodych widzów może być to zbyt mocny obraz. Sama animacja jest zrobiona w sposób klasyczny, wręcz ręcznie rysowany styl. I wygląda przez to bardzo ładnie, ale pojawiają się pewne trójwymiarowe wstawki czy to podczas finału na dworcu, przeskakiwaniu z miejsca na miejsce (niemal widać takie paski) czy cała sekwencja w jakby akwarium. Nie jest to może aż tak widowiskowe jak poprzednie animacje z Japonii jakie widziałem oraz sporych efektów specjalnych, ale w przypadku tej opowieści działa to zdecydowanie na plus.

mirai4

Muszę przyznać, że „Mirai” po raz kolejny pokazuje, co ciekawego dzieje się w Kraju Kwitnącej Wiśni. Nominacje do Oscara oraz Złotego Globu nie są dziełem przypadku, zaś dorośli i dzieci (bardziej w wieku 10+) znajdą tutaj coś dla siebie. Mądre, zabawne, a jednocześnie bardzo uniwersalne kino trafiające pod każdą szerokość geograficzną.

7,5/10

Radosław Ostrowski