Noc iguany

Wszystko zaczyna się od pewnego kościoła, gdzie posługę kapłańską pełni pastor Lawrence Shannon – człowiek słaby, przeżywający załamanie nerwowe oraz kryzys wiary. Podczas mszy doprowadza do poważnego incydentu, przez co zostaje usunięty z parafii. Teraz jest pilotem wycieczek dla biura podróży po Meksyku, gdzie jego klientkami są starsze panie oraz pewna młoda dziewczyna o imieniu Charlotte, która chce uwieść byłego duchownego. I ta relacja sprowadza na niego kłopoty, zwłaszcza z powodu „przyzwoitki” towarzyszącej Charlotte, która chce za wszelką cenę zniszczyć Shannona. Mężczyzna podstępem zmusza wycieczkę do przyjazdu do podskórnego i lekko podniszczonego motelu, prowadzoną przez dawną znajomą. Do tego samego miejsca przybywa portrecistka z swoim ojcem, pracującym nad nowym wierszem.

noc iguany1

Zawsze trudnym zadaniem jest przeniesienie na ekran sztuki teatralnej, zwłaszcza jeśli jest napisana przez wybitnego autora. Ale John Huston wiele razy pokazywał w swojej karierze, że nie boi się wyzwań, więc adaptacja sztuki Tennessee Williamsa nie wydawała się jakimś szaleństwem. Szczególnie, że już wcześniej przenoszono na ekran sztuki tego dramaturga. I znów mamy do czynienia z ludźmi, walczącymi ze swoimi tłumionymi pragnieniami, demonami oraz przewartościowaniem swojego życia. Nie ma tutaj klasycznie rozumianej akcji, zaś postacie poznajemy dzięki świetnie napisanym dialogom oraz relacjom. Tutaj reżyser bardzo spokojnie prowadzi wszystkich, pozwalając odkryć ich tajemnice. Bo i kogo tu nie ma: mierzący się z alkoholizmem oraz kryzysem wiary były duchowny Shannon, który chce sobie (oraz innym) coś udowodnić, ciągle apetyczna właścicielka hotelu Maxine, pełna silnego charakteru, młoda lolitka o imieniu Charlotte potrafiąca zdobyć każdego mężczyznę, jej opiekunka panna Fellowes, mocno tłumiąca w sobie uczucie wobec Charlotte (nie jest to powiedziane wprost, ale wydaje mi się, iż jest ona homoseksualistką). No i jest jeszcze tajemnicza Hannah – malarka, wędrująca z ojcem po całym świecie, sprawia wrażenie delikatnej, bardzo empatycznej persony, łatwo tworząc więź z Shannonem.

noc iguany2

Huston nie stosuje jakichś skomplikowanych formalnych sztuczek (może poza zbliżeniami na twarzach oraz drobnych masterszotach), jednak ten teatralny rodowód kompletnie nie przeszkadza. Osadzenie akcji w Meksyku podczas lata w motelu z dala od cywilizacji też buduje klimat pewnego odcięcia, rodzaju duszności, zaś emocje zaczynają z każdą chwilą gęstnieć. Jednak nie ma tutaj jakieś mocnego uderzenia, a zakończenie wydawało mi się troszkę zbyt radosne.

noc iguany3

Ten zwykły dramat nie miałby takiej siły ognia, gdyby nie znakomite aktorstwo z najwyższej półki. Richard Burton kolejny raz błyszczy jako rozedrgany, przechodzący kryzys duchowny, kochający mocne trunki i nie mający siły oprzeć się dziewczynom. Jednak dla mnie film skradły absolutnie magnetyzujące panie: pociągająca Ava Gardner (Maxime), bardzo stonowana Deborah Kerr (Hannah) oraz wręcz ekspresyjna Grayson Hall (panna Fellowes). Odstaje od tej reszty Sue Lyon, powtarzając niejako swoją kreację z „Lolity”, ale bez tej głębi.

noc iguany4

Huston kolejny raz pokazuje, że bardzo uważnie przygląda się ludzkiej duszy oraz wewnętrznym niepokojom. „Noc iguany” to kolejny przykład fantastycznego prowadzenia aktorów, którzy dają z siebie wszystko, ale jednocześnie nie czuć tak mocno bariery jaką często dają adaptacje sztuk teatralnych. Wiele dialogów (m.in. o błękitnym diable) to perełki, jakie zostaną długo po seansie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Lolita

Profesor Humbert Humbert jest wykładowcą akademickim, który szuka lokum w USA. Trafia w końcu do domu niejakiej Charlotte Haze, mieszkającą razem z 14-letnią córką Lolitą. Mężczyzna wplątuje się w romans z Lolitą i chcąc być bliżej jej, żeni się z Charlotte. Ale kiedy kobieta odkrywa prawdę, rozkręca to spiralę dramatycznych wydarzeń.

lolita2

Stanley Kubrick po nakręceniu „Spartakusa” wyjechał do Wielkiej Brytanii, by przenieść na ekran skandalizującą (wtedy) powieść Vladimira Nabokova, który także napisał scenariusz. Ponieważ wtedy obowiązywała obyczajowa cenzura (kodeks Haysa), historia o toksycznej miłości doprowadzającej do szaleństwa i upadku, musiała być pokazana w sposób bardzo subtelny i niejednoznaczny, co moim zdaniem jest sporym plusem. Kubrick świetnie buduje atmosferę obsesji i erotyzmu, wyprzedzając epokę rewolucji seksualnej. Nie brakuje tutaj też ironicznego humoru, perfekcyjnej realizacji (znakomite zdjęcia, bardzo przyjemna muzyka ze wskazaniem na miły temat przewodni i montaż) oraz bardzo przewrotnego finału. Zachowano narrację Humberta (mówi z offu), co pozwala jeszcze bardziej zaangażować się w ten toksyczny romans i moralny upadek człowieka w ogóle.

lolita1

Także aktorzy wspinają się tu na wyżyny możliwości. Najważniejsze są w zasadzie dwie postacie, a tak naprawdę trzy. James Mason bardzo dobrze wypadł jako profesor zakochany w dziewczynce. Na początku sprawia wrażenie sympatycznego, eleganckiego dżentelmena, ale relacja z Lolitą doprowadza go do obłędu, chce ją mieć tylko dla siebie, zawłaszcza ją. Ta sprzeczność jest pokazana w każdym spojrzeniu i geście. Zjawiskiem jest tutaj debiutująca Sue Lyon – mieszanka niewinności z pewnością siebie. To mistrzyni manipulacji, wodzi profesora za nos i próbuje potem dojrzeć, ustabilizować. Za to drugą niespodzianką był Peter Sellers jako pozornie śmieszny pisarz Quilty, który jest śliskim facetem. Tych troje ciągnie ten film, choć cała reszta też trzyma wysoki poziom jak choćby Shelley Winters (matka Lolity).

lolita3

Kubrick tym filmem tylko potwierdził to, co już było widać w „Spartakusie” czy „Ścieżkach chwały”. To indywidualista tworzący pasjonujące opowieści o ludziach. Ale najlepsze jeszcze przed nami.

8/10

Radosław Ostrowski