Celeste i Jesse – Na zawsze razem

Była raz sobie młoda Jesse i Celeste. On – niedoszły artysta, ona – pracownica firmy reklamowej. Poznali się w liceum i wzięli ze sobą ślub. Ale kiedy ich poznajemy są w separacji, mimo tego ich relacje między nimi są serdeczne. I tak to trwa do momentu, gdy Jesse dowiaduje się o tym, że będzie ojcem. Ale nie z Celeste, tylko z Veronicą.

Kolejny przykład amerykańskiego niezależnego kina. Nie zobaczymy znanych twarzy w głównych rolach (co najwyżej na dalszym planie) i jest to słodko-gorzka opowieść o związkach, z naciskiem na obyczajowość. Reżyserowi Lee Tolandowi Kriegerowi udało się pokazać, że przyczyną rozpadu jest nie tylko niedogadywanie się ze sobą, ale też charaktery oraz nasze wady. Jednak czasem takie zdarzenia jak rozwód są w stanie zmusić nas do spojrzenia z innej perspektywy na nas. Niby nic oryginalnego, ale czuć w tym wszystkim autentyzm i nie ma poczucia przekombinowania czy udziwnienia na siłę. Czasem jest przemycany humor, ale nie jest to komedia. Efektów specjalnych, dynamicznych pościgów i hektolitrów krwi nie ma wiele, to jednak można było wywnioskować wcześniej.

celeste

Zagrane jest to całkiem przyzwoicie. Najbardziej wyróżnia się Rashida Jones w roli Celeste (także współautorka scenariusza), to z jej perspektywy poznajemy tą całą historię. To piękna kobieta, ale patrząca na innych trochę z góry, ambitna, zarabiająca i przez pewien czas staczająca się powoli. Jej przeciwieństwem jest Jesse w wykonaniu Adama Sanberga – obibok, który chce być artystą. Jednak oboje zaczyna powoli zmieniać się i dojrzewać. Jednak ta dwójka nie jest jedynym powodem, dla którego warto spędzić czas. Z drugiego ja bym wymienił Emmę Roberts (gwiazda pop Riley), Chrisa Messinę (Paul) oraz Elijah Wooda (Scott, szef Celeste).

celeste2

To lekkie obyczajowe kino. Tylko i aż, bo czas mija szybko a i pomyśleć jest o czym.

6,5/10

Radosław Ostrowski