Plan ucieczki

Ray Breslin to facet, który ma dość nietypową pracę – zajmuje się uciekaniem z więzienia, by udoskonalić system zabezpieczeń. Po kolejnej takiej akcji, dostaje bardzo trudne zlecenie. Trafia do pilnie strzeżonego więzienia CIA, gdzie ma sprawdzić tamtejsze zabezpieczenia i zrobić to bez wsparcia. Ale miejsce to piekło – w dodatku znajduje się w środku samego oceanu. I wtedy dostaje nieoczekiwana pomoc od współwięźnia Emila Rottmayera i razem planują zwiać.

ucieczka1

Był kiedyś taki czas, że dominowało dwóch wielkich twardzieli ery VHS – Sylwester Stalowy i Arnold Żelazny (za długie nazwisko, by je wymówić), ale jakoś nie mieli czasu zagrać wspólnie w jednym filmie. Aż do 2010 roku, gdy pojawili się „Niezniszczalni”. Tylko, że Arnold robił tam za epizod. I trzeba było poczekać jeszcze trzy lata, by panowie zagrali razem w rolach głównych. Wykonawca tego dość ryzykownego przedsięwzięcia został Mikael Hafstrom i muszę przyznać, że udało mu się wskrzesić klimat oldskulowego kina akcji z lat 80. Prosta fabuła, sucharowe żarty (naprawdę strawne), surowe zdjęcia i duża ilość mordobicia połączona ze strzelaniem (zwłaszcza finał). Intryga jest sprawnie poprowadzona, samo więzienie robi naprawdę duże wrażenie, zaś technicznie nie ma się do czego przyczepić. Owszem, może i to trochę nie trzyma się logiki, ale chrzanić to. W końcu ma to być porządna naparzanka, a nie kino moralnego niepokoju.

ucieczka2

Obaj panowie radzą sobie naprawdę dobrze i czuć chemię między nimi, w dodatku maja przebłyski talentu (Schwarzenegger w izolatce mówiący po niemiecku – bezcenne!). Ale i tak całe szoł kradnie Jim Caviezel jako naczelnik Hobbes. Bezwzględny, brutalny i ostry facet – prawdziwy bad ass. Poza nim jeszcze pojawia się dawno nie widziany Sam Neill (doktor więzienny), bezwzględny Vinnie Jones (szef strażników Drake) czy znienawidzony przeze mnie 50 Cent (informatyk Hush – co za drewno).

ucieczka3

Film może nie zaszaleje na rynku DVD, ale jeśli kochacie oldskulowe kino akcji, musicie to zobaczyć. I nie ma lipy.

7/10

Radosław Ostrowski

Kula w łeb

Był kiedyś taki czas, że wszelkie sprawy rozwiązywało się za pomocą muskułów, pięści i strzałów z gnata. Tak było jakieś 30 lat temu i dekadę później, ale ten czas już minął bezpowrotnie. W ostatnim czasie pojawiła się jednak moda na oldskulowe kino akcji z lat 80-tych, co widać na przykładzie „Uprowadzonej” czy „Niezniszczalnych”. Do tego samego grona aspiruje film „Kula w łeb” Czy słusznie należy mu się tam miejsce?

Punkt wyjścia jest prosty: James Bobo jest „czyścicielem”, który razem z partnerem Louisem w Crescent City dostają za zadanie sprzątniecie jednego gościa. Zadanie się udaje, ale zamiast forsy ktoś zabija Louisa, a Jamesowi udaje się zwiać. Na jego trop wpada lądujący z Waszyngtonu gliniarz Kwon. Obaj panowie chcąc nie chcąc podejmują współpracę, która nie będzie łatwa.

kula_w_leb1

I tyle w kwestii fabuły filmu, którego reżyserem jest Walter Hill – twórca kultowych „48 godzin”, „Nienawiści” czy „Johnny’ego Przystojniaka” i specjalista od męskiego, mocnego kina. Fabuła jedzie po schematach i kliszach, ale zrealizowana jest w naprawdę niezły sposób. Krew, strzelaniny, wybuchy, skorumpowani gliniarza i źli goście z dużymi wpływami – czyli jest brutalnie i ostro, w surowym, oldskulowym wydaniu. Dialogi tez są całkiem niezłe, zaś słowne utarczki między Kwonem i Bobo naprawdę są zabawne, w dodatku całość okraszona fajną, rockową muzyką i zgrabnie zmontowana, choć może lekko chaotycznie.

Aktorsko nie jest to wybitna produkcja, ale chyba też niespecjalnie o to tu chodzi. Główną rolę gra Sylvester Stallone, czyli dyżurny mięśniak lat 80. i całkiem przyzwoicie sobie radzi w roli twardziela. On pasuje do grania takich ról i tutaj też nie zawodzi, a we wszelkich bijatykach pokazuje, że ma sporo sił i krzepy. Partneruje mu niejaki Sung Kang jako lojalny, uczciwy i naiwny gliniarz, a panowie tworzą naprawdę ciekawy duet. Zaś ich głównym przeciwnikiem jest grający Keegana Jason Momoa, który robi to, co Sylwek 30 lat wcześniej – mało gada, dużo zabija, a jego konfrontacja z Sylwkiem na topory (pamiętacie taki film”Cobra”?) robi wrażenie. Z reszty obsady należy wspomnieć Sarah Shani (Lisa, córka Jamesa) i Christiana Slatera (Baptiste), zaś pozostali są poprawni (nawet pojawia się na parę minut Weronika Rosati i pokazuje trochę tego i owego).

kula_w_leb2

Umówmy się, czasy wielkich twardzieli jak Sylwek Stalowy i Arnie Żelazny (Szwarcu) już odeszły w niepamięć, ale dobrze, że jeszcze są. Sam film to porządnie zrobione kino, z niezłym, mrocznym klimatem, odrobiną humoru i rozpierduchą. Moim zdaniem, nie jest to czas stracony przy tym tytule.

6/10

Radosław Ostrowski