
Trzeba było troszkę poczekać na nowe dzieło formacji The National. Cztery lata po przebojowym i w pełni udanym “Trouble Will Find Me” Matt Beringer z kumplami postanowił kolejny raz zaskoczyć. Już tytuł zapowiada, że będzie mroczniej niż poprzednio. Jakież to bestie mają spać dobrze?
Początek jest dość niepokojący, bo mamy powoli uderzającą perkusję coraz mocniej jak echo, do której dołącza fortepian w “Nobody Else Will Be There”. Nawet wokal Beringera sprawia wrażenie ospałego, zmęczonego, by potem razem ze smykami się ożywić. Wszystko przyspiesza w bardziej gitarowym “Day I Die”, gdzie wszystko jest bardziej dynamiczne, chociaż wstęp jest bardzo eteryczny (perkusjonalia, organy). Obowiązkowo musi się pojawić elektronika w świdrującym uszy “Walk It Back”, jakby żywcem wzięty z lat 80., a mroczniej robi się w singlowym “The System Only Dreams in Total Darkness” ze zgrabnie wplecionymi chórkami na początku i coraz bardziej zapętlającą się melodią grana przez fortepian z gitarą (cudowny riff pod koniec). Pulsujący początek “Born To Beg” zapowiada intymną wyprawę ku elektronice, a ducha punka czuć w szybkim “Turtleneck”.
Narodowcy bardziej trzymają się mieszanki elektroniki I żywych instrumentów, by zbudować miejscami oniryczny klimat jak w “Empire Line”, bardziej nerwowe “I’ll Still Destroy You” z nabijającą niczym telegram perkusją czy zmieniające tempo “Guilty Party”. Na mnie jednak największe wrażenie zrobił pianistyczny “Carin at the Liquir Store”, wręcz romantyczne “Dark Side of the Gym” (te smyczki na końcu – magia) oraz bardzo rozmarzony utwór tytułowy pojawiający się w samym finale, brzmiący tak jak na twór wytwórni 4AD powinien brzmieć.
Beringer tutaj coraz częściej śpiewa na niższych rejestrach, niemal szepcząc, delikatnie podnosząc głos. Pozornie jest bardziej spokojnie niż zazwyczaj w The National. Jednak nie znaczy to, że jest nudno i spokojnie. Czuć obecność mroku i niepokoju, co dają bardzo ciekawe teksty. “Sleep Well Beast” intryguje, prowokuje, uwodzi, zaskakuje swoim klimatem. Idealne na obecną porę roku.
8/10
Radosław Ostrowski
















