Iggy and the Stooges – Ready to Die

ready_to_die

Legendarny zespół The Stooges, który stworzył podwaliny pod punk rocka w 2003 roku po prawie 30 latach wznowił działalność. W międzyczasie nagrali jeden album, a w zespole doszło do jednej zmiany – zmarłego w 2009 roku gitarzystę Rona Ashtona zastąpił powracający do kapeli James Williamson. W tym składzie (Iggy Pop, Scott Ashteron, Steve Mackay, Mike Watt i Williamson) nagrali swój zaledwie piąty album „Ready to Die”.

Panowie mają już swoje lata (najmłodszy członek zespołu ma 55 lat), ale nie zamierzają jeszcze przejść na emeryturę. Za muzycznie to rockowe granie z lat 60. i 70., czyli z czasów szczytowej formy The Stooges. Nie brakuje tu zarówno ognia (singlowy „Burn”), jest trochę do tańca („Sex & Money” z chrypliwym saksofonem Mackaya), garażowych brzmień („Job”) czy czystego rock’n’rolla („Gun”, „DD’s”, gdzie znów pojawia się saksofon). W tych numerach nie brakuje energii i zadziorności, co patrząc na wiek jest imponujące. Jednak poza ostrym i energetycznym ogniem, pojawiły się też spokojniejsze, które są bardziej adekwatne do wieku naszych twórców. Jednak w porównaniu do reszty wypadają trochę słabiej. Są to pachnące country „The Departed” oraz ballada „Unfriendly World”, jednak one nie są złe czy nieudane, ale raczej wynika to z braku przyzwyczajenia. Pop bardziej kojarzy się z punk-rockowym szaleństwem niż liryzmem.

Album jest dość krótki (nieco ponad 30 minut), ale więcej nie trzeba. Pop jest w swoim żywiole, zaś drugą istotną osobą jest James Williamson, który dorzuca do gara i dzięki czemu nie tracą swoje energii i ostrego zacięcia. Całość jest przednia, a kapela jeszcze nie zamierza przenieść się do krainy wiecznych łowów.

7,5/10

Radosław Ostrowski