Lindemann – Skills in Pills

Skills_in_Pills

Till Lindemanna przedstawiać nie trzeba – charyzmatyczny frontman legendarnego (i chyba już nie działającego) zespołu Rammstein. Jednak wokalista zamiast nagrać nowy materiał ze swoją kapelą, zaczął nowy projekt razem z producentem i multiinstrumentalistą Peterem Tagtgrenem. Co nowego daje Lindermann?

Nic, czego byśmy nie znali z Rammsteina, czyli ciężkie i mocne uderzenia gitarowo-perkusyjne zmieszane z elektroniką. I na nieszczęście Till próbuje śpiewać po angielsku, co może wywołać tylko reakcję: o mein Gott. Na szczęście nie zabrakło dobrych melodii jak tytułowy utwór z wplecionym chórem w refrenie czy wpleciony fragment Jana Sebastiana Bacha w „Fat”. Lindemann próbuje zaskoczyć i strzela nastrojową balladę (toporne i nieznośnie patetyczne „Home Sweet Home” czy popowy „Yukon”), a to dodaje odgłosy konia („Cowboy” z paskudną elektroniką) i przez sporą część towarzyszy paskudna elektronika oraz przesterowana i głośna gitara elektryczna. Jeśli ktoś lubi taki dźwiękowy chaos, to odnajdzie się bez problemu. Brakuje tutaj czegoś, co przykułoby moją uwagę na dłużej i byłoby w stanie dorównać z macierzystą formacja Lindemanna, a to błąd niewybaczalny.

Dodatkowo jeszcze teksty na poziomie grafomana i ten nieszczęsny język angielski. I to przez taki istotny drobiazg „Skills in Pills” są kompletnym niewypałem. Unikajcie tej płyty jak ognia, bo będziecie żałować.

4/10

Radosław Ostrowski