Sama tematyka niemal od razu jest w stanie złapać za serce. I w zasadzie reżyser czy scenarzysta wydają się nie mieć zbyt wiele do roboty. Ale czy aby na pewno? To zbyt duże uprowadzenie, bo bez solidnej fabuły oraz pracy reżysera nawet najlepszy temat można położyć. Czy tak jest z „Mauretańczykiem”, który został pominięty przy oscarowych nominacjach?

Brytyjski reżyser Kevin Macdonald opowiada historię przetrzymywanego w Guantanamo obywatela Mauretanii. Jak się okazuje jego kuzyn był jednym ze współpracowników Osamy bin Ladena. No i sam Mohamadou przez pewien czas szkolił się w Al.-Kaidzie. A że wszystko zaczyna się po 11 września, resztę możecie sobie dopowiedzieć. „Amerykanie oszaleli”. Całą jego historię jednak poznajemy z perspektywy niejakiej Nancy Hollander. Jest ona prawnikiem idącą od wielu dekad na kolizyjnym kursie z rządem oraz wszelkim dokonywanych przez nich nieprawości. I to właśnie ona dostaje sprawę Mauretańczyka, choć nie jest ona łatwa.

Czy jest to dramat sądowy? Nie do końca, to bardziej dreszczowiec opowiadający o tym, o czym niby pamiętamy, ale nie chcemy. Sama narracja toczy się dwu-, a nawet trzytorowo. Po pierwsze, mamy perspektywę mecenas Hollander (fantastyczna Jodie Foster), podejmującej się obrony przebywającego w Guantanamo mężczyzny. Kobieta razem z asystentką (solidna Shailene Woolley) podejmuje walkę o ustalenie prawdy. Dlaczego mężczyzna jest przetrzymywany, czy ktoś mu postawił zarzuty. Druga perspektywa to reprezentujący prokuraturę pułkownik Stuart Couch (zaskakujący Benedict Cumberbatch), który wie równie dużo, co jego oponentka – choć sam nie jest tego w pełni świadomy. Jest zdeterminowany do znalezieniu dowodów, lecz biurokracja mocno mu przeszkadza. Dochodzenie obojga do odkrycia utajnionych dokumentów jest jednym z kluczowych elementów tej tajemnicy.

Ale najmocniejszym i najbardziej chwytające za gardło są wspomnienia samego Mohamadou (rewelacyjny Tahar Rahim), które utrzymane są w formie retrospekcji. Nawet zdjęcia są utrzymanie w innym formacie, jakby ekran się zmniejsza. Ten zabieg ma wywołać klaustrofobię oraz spotęgować poczucie izolacji wobec całego świata. Im dalej w las, tym bardziej przesłuchają stają się nieprzyjemne. Zwłaszcza kiedy do akcji wkracza armia i z jego perspektywy widzimy te wszystkie okrucieństwa w celu złamania go. Po co ta cała Konstytucja i przestrzeganie prawa, skoro można ją w imię strachu oraz żądzy zemsty ją zawiesić, łamać, okrążać dookoła? – pyta reżyser niejako między słowami.

To jest o tyle zaskakujące, że to reżyser brytyjski przygląda się bardzo krytycznie amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Że w imię polowania na czarownice oraz podsycaniem nienawiści próbuje się piętnować czy zastraszać osoby działające w zgodzie z prawem. Pytanie w którym momencie większość ludzi nie ulegnie temu szaleństwu i pociągnie władze do odpowiedzialności. ale to chyba jednak pobożne życzenie, tak samo jak równość wobec prawa i szacunek do niego. Bardzo mocna rzecz oraz przypomnienie, że trzeba pilnować tej granicy.
8/10
Radosław Ostrowski
