Chleb i sól

Czy znacie taki rodzaj filmu zwany snujem? To tego typu dzieło, gdzie w zasadzie fabuła to ciąg luźno (nawet bardzo) powiązanych scen, których łączącym elementem jest główny bohater lub bohaterowie. Przez co zazwyczaj wywołują we mnie (oraz paru osobach) poczucie znużenia i monotonii, a jednocześnie takie poczucie, iż twórcy kompletnie nie mieli pomysłu na tą historię. Jest to – najczęściej, choć nie zawsze – domena debiutantów oraz reżyserów z ambicjami „artystycznymi”.

chleb i sol1

Takie miałem wrażenie podczas oglądania debiutu reżyserskiego Damiana Kocura „Chleb i sól”. Bohaterem tego snuja jest niejaki Tymek (Tymoteusz Bies) – młody chłopak, co jest cholernie uzdolnionym pianistą. Tak dobrym, że uczy się w Akademii Muzycznej w Warszawie i dostał stypendium do Dusseldorfu. Na dwa lata, więc brzmi to super. Przed wyjazdem do miasta wraca do rodzinnego miasteczka na wakacje. A tam – zapracowani rodzice, równie uzdolniony muzycznie brat (Jacek Bies), co się do szkoły muzycznej nie dostał, starzy kumple z blokowiska, była dziewczyna. No i jest nowo zbudowana knajpa, gdzie kebab sprzedają, co prowadzi go dwóch imigrantów ze Wschodu.

chleb i sol2

Więc elementy fabuły mamy wyłożone na wierzchu i tak naprawdę tylko obserwujemy ludzi dookoła. Jest spokojnie, bujamy się z ekipą podczas zwykłych młodzików, co może nie są Bóg wie jak rozmowni i wygadani, ale wydają się naturalni. Dość zaskakujący jest format obrazu w kształcie kwadratu ze sporymi czarnymi paskami po boku. To wszystko buduje pewne poczucie izolacji czy wyalienowania, pasując do głównego bohatera. Niby z tych stron, ale jednocześnie czuje się bardzo inny, obcy i nie widzi tu dla siebie miejsca. I jest to ubrane w dokumentalnym stylu, z masą bardzo statycznych kadrów, ograniczając się do bycia obserwatora. Bez żadnego osądu, komentarza i analizy.

chleb i sol3

Bo gdzieś tutaj czai się pewne napięcie oraz nerwowość, co może doprowadzić do konfrontacji. Bo nasi lokalsi nie zawsze potrafią zachować się wobec prowadzących kebabowy biznes. Gdzieś tam rzucony jakiś tekścik, wygłupy, wyzwiska. Jednak tragedia tutaj wisi w powietrzu, zaś nikt nie jest tutaj jednoznacznie zły czy dobry. Nawet nasz Tymek patrzy na wszystkich z góry i w momentach, gdzie dzieje się coś nie tak nie reaguje. Choć może powinien. A wszystko zagrane przez kompletnych naturszczyków oraz naprawdę mocnym finałem.

chleb i sol4

„Chleb i sól” to jeden z tych lepszych polskich snujów, który przynajmniej wizualnie jest interesujący. Dialogi czasem są niewyraźne, zaś paradokumentalna stylistyka pozwala oczarować. Jednak trzeba głęboko wyłuskać sens tej luźnej historii, co wymaga sporego wysiłku. Czy warto go podjąć? Na to już musicie sami odpowiedzieć.

7/10

Radosław Ostrowski

Autsajder

Końcówka roku 1981. Wolnymi krokami zbliża się stan wojenny. Ale dla naszego Franka cała ta sytuacja nie robi wrażenia. To młody student malarstwa, który woli skupić się na sztuce. Albo na swojej dziewczynie. Wszystko się zmienia dzięki przyjacielowi Beno. Chłopak prosi go o przechowanie pewnej teczki. W maju 1982 Franek wraca podczas godziny milicyjnej do domu i zostaje zatrzymany przez patrol. Na swoje nieszczęście próbuje uciec i zostaje złapany. Potem okazuje się, że w teczce były ulotki, a Franek zostaje oskarżony o działalność antysystemową.

autsajder1

Bardzo cenie i szanuje Adama Sikorę. To jeden z najciekawszych polskich operatorów, choć ostatnio nie był w najlepszej formie. Teraz postanowił spróbować swoich sił jako reżyser, ale… cóż, efekt jest średnio satysfakcjonujący. Sama koncepcja pokazania stanu wojennego z perspektywy skazańców była czymś świeżym. Problem jednak w sposobie opowieści. Nie brakuje (w zamierzeniu) mocnych i brutalnych scen, pokazujących bezwzględność poprzedniego systemu: tortury, wyrywanie zębów, bicie, a także psychiczne znęcanie. I tak od więzienia do więzienia. To mogłoby być ciekawe i interesujące, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze, gdybym nie widział filmów o więzieniu w ogóle. Na naszym podwórku było kilka produkcji o czasach stalinowskich („Przesłuchanie”, „Generał Nil” czy spektakle Teatru Tv) z perspektywy osadzonych. Tam bohaterowie byli mieleni przez aparat władzy, ale ich sprzeciw czy bunt bardziej angażował. Po drugie, gdyby był bohater był bardziej wyrazisty. Przez cały film pozostaje bierny, wycofany, właściwie niedostępny. Niby lekkoduch, niedojrzały, niby zachodzi w nim przemiana, ale kompletnie jej nie widać. Jest taka bardziej na wiarę.

autsajder2

A i sam koledzy z celi wydają się bardzo papierowi, nudni i nieciekawi. Niby mamy politycznych, morderców, ale interakcja między nimi jest tutaj żadna. Tak samo jest ze strażnikami, oficerami przesłuchującymi czy naczelnikiem więzienia. To wydaje się takie bardzo niedzisiejsze w treści, że ma się to kompletnie gdzieś.

autsajder3

I nie pomaga ani udana praca kamery (wiele kadrów jest z oczu bohatera), ani solidnie wykonana robota na poziomie scenografii, kostiumów czy rekwizytów. To wszystko próbuje być żywą tkanką, tylko że to kompletnie nie działa. Sikora zwyczajnie mówiąc przestrzelił na każdym poziomie. Nawet dialogi wydają się średnie, a całkiem nieźle obsadzeni aktorzy (Marek Kalita, Mariusz Bonaszewski, Tomasz Sapryk i najlepszy z grona Robert Guralczyk) nie mają za wiele do roboty. A jak sobie radzi w głównej roli syn reżysera, Łukasz Sikora? No ładnie wygląda, ale jest strasznie nieobecny. Niby zachodzi w nim przemiana, ale cały czas pozostaje bierny, pozbawiony własnego charakteru.

Film, który miał ambicje, tylko że nic z tego nie wynika. „Autsajder” powstał jakieś 20 lat za późno, a portret głównego bohatera brzmi fałszywie i sztucznie. Jeden z większych zawodów z naszego podwórka.

5/10

Radosław Ostrowski