Tragedia człowieka śmiesznego

Primo Spagharri jest właścicielem fabryki sera, która przynosi całkiem niezły dochód. W urodziny od swojego syna dostaje czapkę kapitana oraz lornetkę. Podczas obserwowania okolicy, widzi jak auto jego syna jest ścigane przez drugi samochód i po krótkim pościgu, chłopak zostaje porwany. Policja zaczyna prowadzić śledztwo, jednak podejrzewa, że porwanie mogło być sfingowane. Dlaczego? Bo firma przeżywa kryzys i okup mógłby pomóc załatać dziurę finansową. Primo dostaje list z żądaniem okupu.

smieszny1

Bernardo Bertolucci lata 80. zaczyna od dziwnego miksu kryminału (właściwie thrillera) z dramatem psychologicznym, próbującym wejść w umysł człowieka śmiesznego, jakim jest nazywany Primo. Jednak samo rozwiązanie intrygi związanej z porwaniem schodzi na dalszy plan, jak w „Kostusze” i jest tylko pretekstem do portretu głównego bohatera. A kim on jest? Kapitalistą, który przywiązał się do przedmiotów, syn się go wstydzi i coraz bardziej oddala się od innych ludzi. Jego próby dojścia do prawdy są problematyczne i narracja z offu, gdzie poznajemy jego myśli, domysły wywołuje mętlik i zaczyna nużyć, doprowadzając do kompletnego pogubienia się w dalszej części filmu. Spotkanie z osobami mającymi kontakt z porywaczami (Laura – dziewczyna Giovanniego oraz jego przyjaciel Adolfo), próba oszustwa, zbieranie pieniędzy przez żonę – pozornie dzieje się wiele, jednak brakuje napięcia i mimo dobrych zdjęć, za które odpowiadał Carlo Di Palma oraz montażu, było mi obojętne to, czy było porwanie czy nie.

smieszny2

Scenariusz nie wciąga, reżyseria średnia, a z aktorów najbardziej błyszczy Ugo Tognazzi w roli głównej. Owszem jest to film lepszy od „Kostuchy” czy poprzedniego „Księżyca”, ale to Bertolucci w co najwyżej niezłej dyspozycji.  Jednak to miało się wkrótce zmienić.

 

smieszny3

6/10

Radosław Ostrowski

nadrabiam_Bertolucciego