Odpowiednik – seria 1

Berlin – miasto takie tak tysiące innych miast. Szare, nudne, pozornie nieciekawe. Tutaj żyje i pracuje Howard Silk – mężczyzna bardziej starszy niż młodszy. Jego miejscem pracy jest tajemnicze Biuro, gdzie bohater działa w Łączności, zaś jego żona leży w szpitalu wskutek wypadku (jest w śpiączce). Spokojne i stateczne życie mężczyzny zostaje jednak wywrócone, a wszystko z powodu pewnego agenta oraz jego informacji o narażeniu Biura. A tym mężczyzną okazuje się… duplikat Howarda Silka. Wszystko z powodu znajdującego się pod budynkiem Przejścia, gdzie 30 lat wcześniej powstał świat bardzo podobny do naszego, lecz z czasem doszło do poważnych zmian. Ludzie wyglądają tak samo, mówią tak samo i dzielą te same wspomnienia przed całą sytuacją.

Sama koncepcja stojąca za dziełem Justina Marksa zbliża serial w kierunku SF. Zwłaszcza, że sama geneza stworzenia Drugiej Strony (alternatywnego Berlina oraz całego świata) nie zostaje nam wyjaśniona. Poza jednym zdaniem, że powstała wskutek eksperymentu, który wymknął się spod kontroli. I w sumie to tyle. Ale sam serial to szpiegowski thriller, klimatem przypominający dzieła z czasów zimnej wojny. Nie ma tutaj skupiania się na pościgach i strzelaninach (choć nie brakuje ich, a wyglądają porządnie – gdyby nie rzadkie „trzęsawki” kamery), lecz na konsekwentnie budowanej intrydze oraz odkrywaniu zależności kto z kim dla kogo i dlaczego. Przeciwnik, kimkolwiek jest, sprawia wrażenie osoby będącej o krok przed wszystkimi. Sama akcja jest prowadzona spokojnie, pozwalając głębiej wejść w ten skomplikowany układ dwóch światów.

Prowadzone jest to początkowo głównie przez dialogi, jednak coraz bardziej zaczynamy widzieć różnicę. Ludzie wyglądają identycznie, a jakby mają zupełnie różne charaktery i osiągnięcia. Jedna osoba jest zwykłym urzędnikiem, a w Drugiej Stronie okazuje się tajnym agentem. Ale Druga Strona ma pewien ukryty cel oraz dalekosiężnym plan, który nie zostaje nam do końca przedstawiony. I widzimy dlaczego decydują się na ten krok, choć nie znamy wszystkich zamieszanych. Akcję jeszcze bardziej podkręca fakt, że Howard od pewnego momentu musi naśladować swojego odpowiednika i to podkręca jeszcze bardziej napięcie. Twórcom bardzo przekonująco udaje się pokazać jak to „drugie życie” zaczyna wpływać na Howarda oraz jego sobowtóra, stopniowo rzutując na ich charaktery. Ale obaj panowie będą musieli na pewien czas pozostać w nieswojej skórze, co dobitnie pokazuje mocny finał. Choć muszę przyznać, że był on lekko rozczarowujący i oczekiwałem czegoś bardziej widowiskowego. Niemniej pozostaje kilka pytań bez odpowiedzi, więc na pewno sięgnę po drugi sezon.

Realizacyjnie też trudno się do czegoś przyczepić. Całość wygląda bardzo przyziemnie, z dużą ilością szarości niczym brukowej kostki (szczególnie w punkcie kontrolnym między światami), co dodaje realizmu. Nie ma tutaj bajeranckich efektów specjalnych czy bajeranckich tricków, ale to nie przeszkadza w uwiarygodnieniu całego konceptu. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić wobec historii to wątek zabójczyni Baldwin. Początkowo wydaje się zagadkową postacią z prostą motywacją, jednak później gdzieś zostaje zepchnięta do roli nijakiego tła, by w finale o sobie przypomnieć.

„Odpowiednik” to przede wszystkim aktorski popis J.K. Simmonsa, grającego dwie różne wersje tej samej postaci Howarda Silka. Pierwszy to wycofany, empatyczny, ale zmęczony i samotny człowiek (dobra strona), drugi to bezwzględnie dążący do celi szpieg, porywczy oraz bardzo opanowany. Różnią się absolutnie wszystkim: mową ciała, sposobem mówienia i chodzenia, przez co łatwo ich rozróżnić. Choć pod koniec granice zaczynają się zacierać. Absolutnie wybitna kreacja w historii telewizji. Ale na drugim planie też nie brakuje wyrazistych ról. Taka jest Olivia Williams jako bardzo powściągliwa, analityczna oraz uparta Emily Burton (obecna/była żona w zależności od świata), a także rewelacyjny Harry Lloyd jako szef wywiadu, Quayle. Może i wydaje się niekompetentny, ale pod tą twarzą kryje się bardzo złożoną osobowością. Zwłaszcza ostatnie odcinki pokazują szeroki wachlarz możliwości. Solidnie trzymają poziom zarówno Ulrich Thomsen (Aldrich) oraz Stephen Rea (Alexander Pope), mający kluczową rolę dla historii.

Pierwszy sezon „Odpowiednika” wciąga jak rasowy thriller, ma wspaniałego Simmonsa oraz więcej niż interesujący świat do pokazania. Mam wielką nadzieję, że zostanie to bardziej rozwinięte oraz utrzyma poziom tego sezonu.

8/10

Radosław Ostrowski

Banshee – seria 1

Zaczyna się dość konwencjonalnie – widzimy jakiegoś faceta, który wychodzi z więzienia. Potem odkrywamy, że spędził 15 lat i złapano go podczas próby kradzieży diamentów, które zabrała jego wspólniczka Ana. Trop prowadzi do miasteczka Banshee w Pensylwanii. Na skutek dość nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności, więzień podszywa się pod Lucasa Hooda – nowego szeryfa, który ma objąć tą posadę w miasteczku. Na miejscu będzie musiał się zmierzyć zarówno ze swoją przeszłością, ale też z paroma ludźmi, dla których szeryf będzie dość niewygodny.

banshee1

Brzmi dość naciąganie i absurdalnie? Twórcy serialu, czyli Jonathan Tropper i David Schickler są chyba tego świadomi, zaś nadzorujący całość od strony produkcyjnej Alan Ball („American Beauty” i seriale „Sześć stóp pod ziemią i „Czysta krew”) trzyma rękę na pulsie. Ich celem było zagwarantowanie pretensjonalnej rozrywki dla dorosłych (czytaj: dużo krwi i dużo seksu). Umówmy się, to prosta i nieskomplikowana historia, która jednak potrafi porwać. Bluzgi, jatka, dużo golizny pokazanej bezpardonowo i bez ozdobników.

banshee2

A jakie jest samo Banshee? To miasteczko, gdzie każdy ma mniejsze lub większe grzeszki. W dodatku kolorytu nadaje tutaj obecność Indian oraz amiszów, którzy są zamkniętymi grupkami, działającymi według własnych reguł (dotyczy to szczególnie amiszów, którzy wyrzekają się przemocy). Przez 10 odcinków dzieje się wiele, walki są bardzo szybkie i nieskomplikowane (to nie są karatecy ani mistrzowie kung fu), w dodatku jest kilka mocno zarysowanych postaci (nie mogę zdradzić jednak zbyt wiele z fabuły, bo i na zaskoczeniu się tu wszystko bazuje) ze wskazaniem na szefa lokalnej mafii Kaia Proctora (świetny Ulrich Thomsen) oraz posiadającego hakerskie umiejętności Hioba. Z kolei nasz główny bohater to typowy macho, który ma na pieńku z wieloma i rozwiązuje wszelkie problemy siłowo. Jak stary dobry kowboj z czasów Dzikiego Zachodu.

banshee3

Powiem tak – owszem zdarza się kilka wątków porzuconych przez twórców (m.in. umieszczenie nagrania „walki” szeryfa na Youtube), czasami szwankuje tutaj logika i nie brakuje tutaj przerysowania. Jednak nie ulega wątpliwości, że „Banshee” oferuje bezpretensjonalną rozwałkę, która nie udaje czegoś większego. I można ja sobie obejrzeć, by rozluźnić się w przerwie między „Gra o tron” a przypomnieniem sobie „Breaking Bad”.

banshee4

7,5/10

Radosław Ostrowski