Bad Boys for Life

Powroty po latach są niebezpieczne, zwłaszcza dla bohaterów kina akcji. przychodzi taki moment, że już nie można ciągle biegać, strzelać i napierdalać do bandziorów. A i sami widzowie już zapominają o swoich herosach, nie czekając na nich, ani nie wzywając. Kiedy w końcu wracają, raczej są duże obawy jak z nowym Indianą Jonesem. Więc tym bardziej byłem zdziwiony, że Mike oraz Marcus, czyli „Źli chłopcy” wracają po 17 latach. Tym bardziej, że za kamerą nie stanął twórca tej marki – Michael Bay. Więc byłem bardzo zaintrygowany.

bad boys3-1

Czasy się zmieniają, a Mike z Marcusem nadal szaleją w Miami. Pierwszy to nadal brawurowy ryzykant, drugi jest bardzo statycznym, zbliżającym się do wieku emerytalnego dziadkiem. Coraz bardziej zaczyna myśleć o przejściu na emeryturę i wycofaniu się. Decyzja ta zostaje podjęta po tym jak Mike zostaje postrzelony przez nieznanego motocyklistę. Mike chce dorwać sprawcę, Marcus przechodzi na emeryturę, zaś sprawę prowadzi młodociana ekipa ZGON. Dawni partnerzy, po pewnych dramatycznych okolicznościach, dołączają do młodej wiary oraz prowadzą śledztwo.

bad boys3-2

Za nową część odpowiada belgijski duet, o którym nigdy nie słyszałem. Powiem krótko: jestem zaskoczony. Po pierwsze, historia jest bardzo sensownie opowiedziana, intryga jest dwutorowo poprowadzona i jest zaskakująco poważna. Nawet jeśli zajeżdża to telenowelą. Mike musi zmierzyć się z przeszłością, przyjaźń wystawiona na próbę, zderzenie starych metod z nową technologią. Dzieje się tu wiele, jest parę dramatycznych momentów i rozładowane humorem, który w sporej części trafia. No i wygląda lepiej niż poprzednie części razem wzięte, czego się nie spodziewałem. Miami wygląda pięknie, akcja nie jest tak bombastyczna jak u Baya (i to jest zdecydowanie plus), ale adrenalina oraz tempo jest utrzymywane. Nie brakuje pomysłowych inscenizacji jak w przypadku pościgu na ulicy czy finałowej konfrontacji. Takiej frajdy w tej serii nie miałem od czasu pierwszej części i nawet wraca temat z oryginału (lekko podrasowany).

bad boys3-3

Nadal działa to, co było podstawą serii, czyli duet Will Smith/Martin Lawrence. Ta chemia ciągle funkcjonuje, będąc paliwem napędowym. Zderzenie akcji, brawury oraz lekkości, ciepła daje tutaj sporo kopa, zaś więcej do zagrania ma Smith. Na drugim planie mamy grupę młodziaków, z której najbardziej spodobał mi się Alexander Ludwig jako przypakowany Dorn (informatyk) oraz Paula Nunez, czyli dowódca ZGON-u Kate. Wraca też niezawodny Joe Pantoliano i jako kapitan Howard nadal jest bardzo nerwowy, dodając odrobinę humoru. W końcu pojawia się dobry czarny charakter, czyli duet Kate del Castillio (Isabel Aretas)/Jacob Scipio (Armando Aretas), podnosząc całość na inny poziom.

„Bad Boys for Life” to powrót naszych herosów do formy. Mike z Marcusem nie zdziadzieli, a świeża krew reżyserska dała im nowe życie. Czasami jednak takie powroty po latach potrafią dodać energii, co nie zdarza się często.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Polar

Bycie kilerem to klawe musi być. Zabijasz ludzi, który zobaczysz w życiu tylko raz, dostajesz za to kupę forsy. W tym świecie działa agencja kilerów zwana Damokles, gdzie wszyscy cyngle pracują do 50. roku życia, potem przechodzą na emeryturę i dostają za to sporo kasy. Chyba, że po drodze zostaniesz skasowany i nici z forsy. Przed takim problemem staje niejaki Duncan Vizla, znany bardziej jako Black Kaiser, który za dwa tygodnie skończy 50 lat. Kiedy jeden z jego kolegów po fachu zostaje zabity, szef wysyła go do Białorusi, żeby dokonać odwetu.

polar1

Netflix znowu chce dać nam możliwie najlepszy towar dla fanów kina akcji. Tym razem wzięto na warsztat komiks od Dark Horse, za kamerą stanął Jonas Akerlund (spec od teledysków), a główną rolę zagrał Mads Wickkelsen, znaczy Mikkelsen. Co mogło pójść nie tak? No cóż, może po kolei. Sama fabuła nie wydaje się specjalnie skomplikowana, bo filmów o zemście i zabijaniu powstało multum. Tylko, że reżyser na samym początku popełnia błąd kardynalny: od razu odkrywa karty i wyjaśnia kto, po co i dlaczego stoi za tym wszystkim. Można było odkryć tą tajemnicę dużo później, co pomogłoby dodatkowo w budowaniu napięcia. Sama akcja skupia się tutaj na dwóch kwestiach: całej intrydze związanej z pieniędzmi oraz próbami zabicia Kaisera, a także samym bohaterze i budowanej relacji z sąsiadką, naznaczoną przeszłością. Tylko, że naszemu samotnikowi dość ciężko pozwolić sobie na bliski kontakt, co czasami doprowadza do zabawnych sytuacji (scena w przedszkolu – o matko), ale i bardziej poważnych momentach (zbitki montażowe, będące retrospekcjami, co pokazują demony przeszłości).

polar2

Akerlund nie boi się pokazywać krwi, która leje się tutaj wiadrami oraz wielu brutalnych scen. Niby jest to bardzo umowne, przerysowane, ale co wrażliwsze osoby mogą czuć pewien dyskomfort. Same sceny akcji są zrobione tak, jak Pan Bóg przykazał oraz reguły tego gatunku. Nie ma tutaj trzęsącej się kamery, strzelaniny są czytelne, pomysłowe (ucieczka z siedziby głównego złola czy rzeź w jakimś magazynie), tylko ze trzeba przeczekać połowę filmu, by złapać odpowiednie tempo. No i jest dość otwarte zakończenie, sugerujący ciąg dalszy krwawej rzezi – czy tak będzie? Trudno powiedzieć.

polar3

Jednego nie mogę temu filmowi odmówić, czyli Madsa Mikkelsena, który po raz kolejny pokazuje klasę i daje z siebie wszystko. Niby jest taki jak zawsze, czyli powściągliwy jak diabli, lecz jednocześnie widać emocje malujące się na twarzy, w tym niskim głosie oraz oczach, co tną niczym tasak mięso. Aż chce się go oglądać. Podobno w tym filmie gra niejaka Vanessa Hudgens, tylko że dopiero pod koniec filmu ją rozpoznałem. I nie wiem, czy to dobrze, czy źle świadczy o tej roli, która jest dość istotna dla całości i ma pewną woltę pod koniec. Bardziej w pamięć mi zapadła Katherine Winnick jako pięknie ubrana Vivian oraz przerysowany Matt Lucas w roli pana Bluta, a także drobny epizod Richarda Dreyfussa (Porter).

Chciałbym z czystym sumieniem polecić „Polar”, ale dla wielu taka mieszanka akcji, dramatu i komedii może być zbyt niestrawna. Traci na tym tempo oraz napięcie, by dość wyboistą drogą doprowadzić sprawę do końca, zaś same sceny akcji są satysfakcjonujące, tak jak rola Mikkelsena.

6,5/10

Radosław Ostrowski