
Wakacje wielu kojarzą się z imprezami, seksem i kompletnym luzem. I o tym właśnie marzą bohaterki nowego filmu Harmine’a Korine „Spring Breakers”. co do samego filmu, jeszcze trzeba trochę poczekać na seans, ale zapowiada się dość ciekawa historia. Natomiast ja chciałbym się skupić na warstwie muzycznej, gdyż już jest dostępny soundtrack z tego filmu.
Album ten jest poszatkową kompilacją zawierającą zarówno piosenki jak i kompozycje instrumentalne. Za te ostatnie odpowiada dwóch jegomościów: Cliff Martinez – twórca muzyki ambientowej, znany z muzyki do filmu „Drive” oraz Skrillex – młody chłopak tworzący muzykę dubstepową. Efekt tego połączenia jest dość mało zaskakujący. Bo obaj panowie tworzą na swoja modłę i we wspólnych kawałkach, których jest tu kilka bardziej wyraźny jest ambient, tworzący dość oniryczny klimat, który może sprawdza się w filmie, ale poza nim może wywoływać problemy z odbiorem, co przypomina wspomniany wcześniej „Drive”. Nawet jeśli pojawiają się pewne urozmaicenia (dzwonki w „Your Friends Ain’t Gonna Leave With You”), to pojawiają się na chwileczkę i nie bardzo ratują sytuację. A kompozycje Skrillexa są bogatsze dźwiękowo („Will You, Friends (Long Drive”) i dość chłodne (wyjątkiem jest otwierający album „Scary Monsters and Nice Spirits” oraz ten utwór w wersji na smyczki), jednak słucha się ich przyjemniej niż Martineza. Ale ich wspólne utwory („Bikinis & Big Booties Y’all” czy „Rise and Shine Little Bitch”) jak wspomniałem bardziej idą w stylu Martineza.
Sytuację częściowo ratują piosenki, które budują dość imprezowy klimat. Mocno napakowane elektroniką, ale jednocześnie są bardziej przyswajalne i energetyzujące jak kończący album „Lights” Ellie Goulding. Nie brakuje też utworów rapowanych („Hangin’ With Da Dopeboys” Jamesa Franco i Dange Russa czy „Big Bank”, gdzie nawija m.in. Rick Ross), ale i tak w podkładzie dominuje elektronika oraz dubstep, jak w kapitalnym „Young Niggas” Gucci Mane oraz Waka Flocka Flame).
Innymi słowy „Spring Breakers” to dość trudna i niełatwa w odbiorze płyta. Bo z jednej strony mamy skoczną i imprezową muzykę, ale z drugiej instrumentalne kompozycje są dość trudne w odbiorze i mogą wywołać znużenie. Czas trwania, czyli niecała godzina też niespecjalnie sprzyja. Innymi słowy, jeśli podobał wam się film lub lubicie Skrillexa, to kupujcie śmiało. Reszta niech się poważnie zastanowi.
6,5/10
Radosław Ostrowski
