Ellison Oswalt jest pisarzem kryminałów, który lata swojej świetności ma już za sobą. Jednak z powodów finansowych (i próbie napisania kolejnego hitu) przenosi się do nowego domostwa gdzieś na przedmieściach. Na strychu znajduje on nagrane Super 8 taśmy filmowe będące zapisami morderstw. Łączy je to, że zawsze zaginęło dziecko, a cała rodzina została zamordowana. Od tej pory zaczynają się koszmary.

Horror nie jest gatunkiem łatwym, choć zadanie wydaje się proste – trzeba przestraszyć widza. Ale jak to zrobić? Nie ma jednej sprawdzonej metody. Patrząc na nazwisko reżysera Scotta Derricksona, można było założyć, że facet zna się na swoim fachu. Ale tym razem chyba się nie udało tak bardzo. Bo nie brakuje tu starych, sprawdzonych sztuczek (dźwięk, nagłe gaszenie światła, demony, nawiedzony projektor – to ostatnie to akurat nowe), jednak nastraszyć się udało tylko 3 razy, w tym w kapitalnym zakończeniu, które częściowo ratuje ten film, który przez dużą część jest raczej dramatem obyczajowym niż rasowym horrorem. Równie straszna jest muzyka – straszna w sensie koszmarnie się tego słucha, natomiast wizualnie plusem są ujęcia zbrodni nakręconych kamerą Super 8. A przez resztę wieje nudą, serio, dawno nie widziałem tak nudnego straszaka.

Sytuację próbuje częściowo ratować Ethan Hawke, ale facet nie do końca pasuje do roli pisarza, który oszukuje, manipuluje i nie dostrzega problemu. Zaś w scenach nazwijmy je strasznymi wypada blado, a jego próby rozwiązania zagadki za pomocą Google’a są dość średnie. Lepszy jest drugi plan ze wskazaniem na Jamesa Ransone’a jako safandułowatego zastępcy szeryfa oraz Clare Foley jako córki Oswaltów, Ashley.
„Sinister” wiele obiecuje, ale niewiele z tych obietnic realizuje. Najlepsze jest zakończenie, które jest naprawdę wykręcone. Ale reszta taka sobie. Obejrzeć można, ale czy trzeba?
5/10
Radosław Ostrowski
