W labiryncie

Zaczyna się banalnie: nastolatka idzie na skraju drogi, widzi pojazd. Stoi przy nim i zostaje do niego wepchnięta. Potem widzimy ją w szpitalu, z zagipsowaną nogą. Odwiedza ją profiler, dr Green i informuje, że była przetrzymywana przez 15 lat. By dorwać sprawcę, mężczyzna chce wykorzystać to, co pamięta z tego czasu. Jednocześnie nad sprawą porywacza pracuje prywatny detektyw, Bruno Genko. Czy uda im się dopaść sprawcę?

w labiryncie1

Donato Carissi drugi raz przenosi na ekran swoją powieść. Tak jak „Dziewczyna we mgle” mamy do czynienia z powoli odkrywaną tajemnicą, jednak idziemy w zupełnie innym kierunku. Dwutorowa narracja wywołuje jeszcze większą konsternację, przez co trzeba bardzo się skupić. Bo tropy są nam podrzucane cały czas, a sama koncepcja psychopatycznego geniusza zbrodni, co prowadzi grę z ofiarą może budzić grozę. Jednak różnica od poprzedniego filmu polega na dodaniu lekko psychodelicznego klimatu. Ale czy może być inaczej skoro morderca ma maskę królika na twarzy? I nie, nie kojarzy mi się to z „Ja teraz kłamię”. Poczucie pewnej nierzeczywistości potęguje jeszcze scenografia. Sam wygląd labiryntu, gdzie bardzo oszczędnie wykorzystywane jest oświetlenie, wygląda niesamowicie. Tak jak biuro Otchłani (Wydział Policji ds. Osób Zaginionych) czy mieszkanie prostytutki. Klimat potęgują też wiadomości z radia, gdzie w tle padają wieści o końcu świata, niemal wyczuwalny skwar oraz bardzo powoli odkrywana tajemnica.

w labiryncie3

Muszę jednak przyznać, że im dłużej się ogląda, tym coraz większa dezorientacja towarzyszy w trakcie seansu. Co jest prawdą, co jest urojeniem oraz kiedy toczy się cała akcja. Reżyser mocno inspiruje się tutaj Davidem Fincherem, Dario Argento i Davidem Lynchem. Nie brakuje tutaj symboliki (liczba 23), poplątanych tropów, „nawiedzonych” rozmówców, komiksu z okultystycznym dnem oraz krótkich ataków przemocy. Żadnej zabawy w strzelanie, gonitwy czy naparzającej akcji. Spokojne tempo bardzo przypomina kryminały z lat 70. Wszystko nadrabia tutaj bardzo zaskakujący finał, mogący wywołać mętlik w głowie. Ale na spokojnie podchodząc nie jest to przekombinowana, bezsensowna wolta.

w labiryncie2

Aktorsko jest tutaj solidne, choć z tego grona najbardziej wybija się najmniej znana mi aktorka. Jest to Valentina Belle w roli zaginionej Samanthy. Bardzo przekonująco pokazuje jej zagubienie oraz przerażenie ukryte w oczach, a z tą postacią najłatwiej się identyfikować. Solidnie prezentuje się Toni Servillo jako detektyw Genko. Niby typowy cynik z papierosem w ustach oraz ubrany na biało (jako jedyny z ludzi dochodzących prawdy), ale także bardzo zmęczony twardziel, co używa sprytu zamiast broni czy pięści. Niby takich postaci było wiele, jednak wypada zbyt porządnie, by go zignorować. Jednak dla mnie największym rozczarowaniem jest Dustin Hoffman jako psychiatra Green. Aktor sprawia wrażenie troszkę znudzonego, nie mając tak naprawdę zbyt wiele do roboty. Ale też i dialogi nie dają mu dużego pola do popisu.

„W labiryncie” jest przykładem intrygującego, choć bardzo wymagającego kryminału z klimatem grozy. Niepokojąca, powoli odkrywająca swoje karty i zmuszająca do działania szarych komórek niemal non stop. W innym wypadku można się tutaj zgubić, a wyjście z tego labiryntu nie będzie proste.

7/10

Radosław Ostrowski

Castlevania – seria 3

Hrabia Dracula został pokonany, jego zamek unieruchomiony leży na ruinach domostwa Belmontów, gdzie mieszka jego syn Alucard. Nie oznacza to jednak, że wampiry i zło zostało ostatecznie pokonane. Wampirzyca Carmilla razem ze swoją armią wraca do twierdzy, planując kolejny ruch oraz zbudowanie własnego imperium z siostrami. Do tego jednak musi przekonać trzymanego w niewoli Diabelskiego Kowala, Hektora. Trevor Belmont z mówczynią Syphą trafiają do miasteczka Lindenfeld, gdzie tamtejsi mnisi zachowują się dość podejrzanie. Zarządzający miastem sędzia prosi dwójkę o pomoc w wyjaśnieniu tej tajemnicy, a wokół klasztoru krąży niejaki Saint-Germain. Jakby mało było nieszczęść zdradzony kowal Izaak wyrusza do zamku Carmilli z grupą stworzony przez siebie nocnych stworów. Innymi słowy, dzieje się dużo.

castlevania3-1

„Castlevania” wraca z nową serią, która jest na razie najdłuższa (odcinków 10) oraz zawiera dużo wątków do opowiedzenia. I to jest coś, co może wywołać pewne problemy. W poprzednich dwóch seriach historia była bardzo prosta, zmierzająca do ostatecznej konfrontacji Belmonta oraz jego nowych przyjaciół z Drakulą. Ale w tym sezonie spraw jest dużo i można czasem odnieść wrażenie, że nie na wszystko starczy czasu. Zaś poczucie zagrożenia oraz zderzenia ze złem nie jest aż tak silne i intensywne jak wcześniej. Dlatego pojawia się tutaj parę momentów przestoju oraz wątków zbyt wolno prowadzonych (próba przekonania Hektora do pomocy przez niepozorną wampirzycę Leonię czy przekazywanie wiedzy przez Alucarda dwójce wojowników z Japonii), gdzie czekałem na jakieś mocniejsze uderzenie czy rozkręcenie. Dla mnie najciekawszy wątek dotyczył Izaaka oraz jego wędrówki. Tutaj jest wiele świetnych dialogów i rozmów, zaś sam bohater wydaje się bardzo rozdarty między żądzą zemsty a próbami dostrzeżenia dobrych stron w ludziach. Niby jest opanowany i spokojny, ale pod tym wszystkim można zauważyć wątpliwości oraz refleksje (fantastyczna rozmowa z kapitanem statku). Ciężko przewidzieć dokąd to zmierza, dlatego jest taki intrygujący.

castlevania3-2

Z kolei dość przewidywalny i nudnawy jest wątek Hektora oraz próby zmuszenia go do współpracy z Carmillą. Także nowy plan Carmilii jest bardziej dyskutowany niż realizowany, ale do tego akurat nie mogę się przyczepić, bo siły wampirzego rodzeństwa zostały mocno osłabione. Tutaj twórcy pozwalają troszkę lepiej poznać kulturę wampirów oraz relacje między siostrami (Carmilla, Leonia, Marzanna i Strzyga), co troszkę rekompensuje stojącego w rozwoju Hektora. Nadal łatwo podatnego na manipulację i pozbawionego własnego charakteru, by walczyć.

castlevania3-3

No i jeszcze mamy śledztwo Trevora i Saphy w Lindenfeld też toczy się dość spokojnym rytmem, jednak czuć tutaj atmosferę niepokoju. Dziwne zachowania mnichów, sprawiający wrażenie rządzącego miastem sędziego (tutaj reprezentant władzy nie jest idiotą żądnym krwi) oraz Saint-Germaina. Ten ostatni aż do połowy serii pozostaje tajemniczym przybyszem z ukrytym celem. Nie do końca wiadomo, czy można mu zaufać, ale z czasem nabiera głębi, chociaż nie wszystko zostaje wyjaśnione. Liczę na to, że ten bohater jeszcze wróci.

castlevania3-4

Serial Warrena Ellisa to nadal mroczna, krwawa i brutalna rzeźnia. Może nie aż tak widowiskowa jak poprzednio, ale jest parę momentów gore. Same walki ciągle pozostają czytelne i klarowne, bestie odpowiednio niepokojące, zaś ludzie potrafią być równie okrutni jak wampiry. Bardzo „japońska” kreska tylko podkreśla klimat całości, zaś lekko „sakralna” muzyka bardziej przeraża niż uspokaja. Twórcy zostawili furtkę na nową serię i mam nadzieję, że będzie mniej chaotyczna od tej. Nadal jednak uważam, że „Castlevania” jest godną polecenia produkcją dla fanów gier/horroru. Spragnieni nowej krwi?

8/10

Radosław Ostrowski

Locke & Key – seria 1

Key House to opuszczona rezydencja w miasteczku Matheson, stan Massachussetts. A jej właścicielami była rodzina Locke’ów, jednak głowa rodziny – Rendell, przeniósł się do Seattle. Jednak familia zmuszona została do powrotu, a wszystko z powodu zabójstwa ojca. Matka i troje dzieci (Tyler, Kinsey, Bode) wracają do miasteczka, próbując się na nowo zaadaptować oraz przejść przez traumę. Na miejscu najmłodszy z dzieci – Bode – odkrywa pewien klucz, która ma niezwykłe właściwości. Jest ich więcej, ale komuś jeszcze bardzo na nich zależy. I nie jest to dobra postać.

locke & key1-1

Netflix coraz bardziej taśmowo zaczyna realizować swoje produkcje, a wyłowienie czegoś interesującego staje się coraz trudniejsze. Tym razem postanowiono przenieść na ekran komiks autorstwa Joe Hilla i Gabriela Rodrigueza, czyli pomieszać horror, kino młodzieżowe oraz fantasy. Nie spodziewajcie się krwi, makabry, bluzgów oraz wszelkiej brutalności. Nie oznacza to jednak, że poczucie zagrożenia, napięcia oraz aury tajemnicy tu nie ma. Zwłaszcza to ostatnie budowane jest niemal cały czas do samego końca. Jakie jeszcze tajemnice skrywa ten dom? I co potrafią te niezwykłe klucze? Oraz czemu ojciec w ogóle o nich nie wspominał? Jest tutaj dużo do odkrywania, a klimat przypominający powieści Kinga zmieszanego z Gaimanem robi tutaj robotę.

locke & key1-3

Sama historia próbuje (i w większości czasu robi to skutecznie) balansować między odkrywaniem kolejnych tajemnic, adaptowaniem się rodziny do nowego otoczenia (szkoła, odnowienie domu) oraz mierzeniem się z traumą. Kolejne klucze oraz umiejętności intrygują, dając spore pole dla scenografów i twórców efektów specjalnych (sceny, gdy wchodzimy do głowy są niesamowite, pomagając w opisaniu charakteru postaci). Z drugiej jednak nie wszystkie są wykorzystane poza jednym odcinkiem (klucz do pozytywki) i można było troszkę bardziej zaszaleć w tym temacie. Relacje dzieciaków, zwłaszcza starszych, z rówieśnikami są poprowadzone naprawdę nieźle i niepozbawione są nawet odrobinki humoru (Kinsey z grupą Saviniego, będącą freakami na punkcie horroru) z domieszką romansu. Na szczęście nie jest to przesłodzone i stanowi zgrabną odskocznię od mroczniejszych momentów. Jeszcze do tego dostajemy retrospekcje, przypominające zdarzenia zarówno przed cała tragedią, jak i w samym jej momencie, co samo w sobie jest straszne.

locke & key1-4

A to wszystko jest bardzo wyważone, bez przesadzania w jedną czy drugą stronę. Ta baśniowość jeszcze wspiera przepiękna muzyka, z bardzo chętnie wykorzystywanymi fletami oraz harfą. Nie brakuje tutaj momentów budzących przerażenie (każde wejście antagonistki Dodge, scena ataku cieni czy ponowne wkroczenie zabójcy ojca), jednocześnie zachowując świetne tempo. Do tego jest to bardzo dobrze zagrane przez mniej znane i ograne twarze, co pomaga skupić się na opowieści.

locke & key1-2

Nie jest to może aż tak mroczne i łapiące za gardło jak „Nawiedzony dom na wzgórzu”, zaś ostatnie odcinki zrobione przez Vincenzo Natali (głównie przewidywalne zakończenie) wywołują niedosyt. Niemniej „Locke & Key” jako serial z tajemnicą i mieszanką przygody, horroru z dramatem obyczajowym potrafi dostarczyć masę frajdy. Czekam na ciąg dalszy, który nastąpi.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Z piekła rodem

Kuba Rozpruwacz – jego sprawa do dziś pozostaje fascynującą tajemnicą. Morderca pięciu kobiet w najbiedniejszej dzielnicy Londynu, Whitechapel pozostaje pierwszym znanym w historii kryminalistyki seryjnym mordercą. Kim był i dlaczego zabijał? Do tej pory powstało wiele teorii oraz spekulacji, zaś tajemnica stała się polem działania dla ludzi kultury. Tak zrobił autor komiksów Alan Moore, tworząc razem z rysownikiem Eddie Campbellem dzieło „Z piekła rodem”. Zainteresowali się tym dziełem filmowcy i tak powstała pierwsza adaptacja utworu Moore’a.

Historia skupia się na policyjnym śledztwie w sprawie zabójstwa pewnej kobiety upadłej. Jak się zwykło mawiać na prostytutki. Nikt nic nie widział, a poza poderżnięciem gardła nie ma innych śladów. Z czasem przy kolejnych ofiarach dochodzi do brutalniejszych zbrodni. Sprawę dostaje inspektor Frederick Abberline, który lubi się szprycować opium. Dzięki temu ma wizję, pokazujące przyszłe wydarzenia. Jednak czy to wystarczy?

z piekla rodem3

Film braci Hughes to mieszanka kryminalnego śledztwa z klimatem horroru. Sam początek może wywołać konsternację, bo widać sceny pozornie będące zapychaczami (przeprowadzenie lobotomii). Ale to wszystko jest zmyłką i okaże się istotnym elementem intrygi. Prowadzonej bardzo powoli, zabarwionej paroma narkotycznymi wizjami (pełnymi zielonego filtru oraz szybkiego montażu) oraz klimatem godnym czarnego kryminału. Brudne ulice, niebezpieczne zaułki, gdzie w każdej chwili może coś wyskoczyć. Alfons, policjant, nawet zabójca, a wszystko w mieście spowitym czernią nocy oraz czerwienią wschodzącego słońca. A za wszystkim stoją ludzie mający wielkie wpływy oraz znajomości (coś mówi nazwa masoneria?), co uniemożliwia dojście do prawdy.

z piekla rodem2

Realizacyjnie ten film wygląda niesamowicie: szczegółowa scenografia i kostiumy plus bardzo piękne zdjęcia. W tle gra bardzo niepokojąca muzyka Trevora Jonesa, zaś sama historia potrafi wciągnąć aż do brutalnego, bardzo gorzkiego końca. Na szczęście udaje się tutaj uniknąć łopatologii, zaś rozwiązanie daje wiele satysfakcji. No i jest logiczne, co nie zawsze się udaje. Czy tak mogło być naprawdę? Jest to prawdopodobne, ale prawdy nie dowiemy się nigdy. Poza tym, film nie jest próbą rekonstrukcji wydarzeń, tylko wariacją na ten temat.

z piekla rodem1

I jest to także znakomicie zagrane. Absolutnie błyszczy tutaj Johnny Depp jako Abberline, który myśli troszkę inaczej niż reszta śledczych. Bo w tych czasach uważano, że osoby z wyższych sfer nie mogą popełnić zbrodni, tylko jest to dzieło osób niewykształconych, prymitywnych i prostych. Niby to typowa ekscentryczna postać, widząca oraz spostrzegająca więcej, ale też naznaczona mrokiem. Aktorowi udaje się pokazać empatię oraz determinację. Świetnie Deppowi partneruje Robbie Coltrane (cytujący Szekspira sierżant Godley), a także Heather Graham (prostytutka Mary Kelly), tworząc bardzo przekonujące relacje. Tak samo drugi plan obfituje w znajome twarze m.in. Iana Holma (sir Gull, lekarz rodziny królewskiej), Jasona Flemynga (woźnica) czy Iana McNeice’a (koroner).

Kiedy oglądałem ten film po raz pierwszy, zrobił na mnie bardzo mocne wrażenie. Dzisiaj „Z piekła rodem” nadal broni się mrocznym klimatem, kilkoma mocnymi scenami gore oraz świetnym aktorstwem. Fani kryminałów z dreszczykiem powinni się poczuć jak w domu.

8/10

Radosław Ostrowski

Pitch Black

To miał być prosty lot, gdzie grupa miała wyruszyć na inną planetę. Jednak w trakcie ekspedycji dochodzi do jakiejś awarii i pojazd musi przymusowo lądować na nieznanym miejscu. Dochodzi do zderzenia, pojazd się nie nadaje do lotu, a wielu pasażerów zginęło, w tym kapitan. Wśród ocalonych jest szeryf Jones oraz przetrzymywany przez niego więzień Riddick. Planeta na której się znajduje okazuje się być niezbyt przyjazną przestrzenią, gdzie przebywają bardzo niebezpieczne monstra.

pitch black1

David N. Twohy to twórca intrygujący, pełniący głównie rolę scenarzysty. Napisał – lub współtworzył – fabuły do takich filmów jak „Czarnoksiężnik”, „Ścigany” czy „Impostor”. Próbował swoich sił jako reżyser, jednak mało kto słyszał o jego produkcjach. Wszystko zmienił rok 2000 oraz film „Pitch Black”. Na pierwszy rzut oka ten horror SF może wydawać się zmodyfikowaną wersją „Obcego” czy „Coś”. Jest garstka ludzi próbująca uciec przed monstrami, niby otwarta, lecz niezbyt przyjazna przestrzeń. No i nie wszyscy dożyją do końca. Powoli są odkrywane kolejne tajemnice związane z planetą, dochodzi do spięć w grupie, zaś jucha leje się mocno. Nadal wrażenie robią zdjęcia (sceny za dnia mają bardzo mocną kolorystykę, tak samo wykorzystywanie mroku nocą) oraz bardzo atmosferyczna, lekko orientalna muzyka, a efekty specjalne i wygląd kreatur godnie znosi próbę czasu.

pitch black2

Najbardziej zadziwiające jest jednak to, że reżyserowi udaje się zbudować klimat grozy oraz poczucie izolacji. Wystarczy sam odgłos stworów, by zacząć się bać, a po drodze będzie parę niespodzianek. Czuć tutaj mały budżet, jednak jest on bardzo efektywnie wykorzystany. Nie ma tutaj zbyt wielu (wtedy) znanych aktorów, oprócz Keitha Davida jako Imama, głęboko religijnego muzułmanina. Jest jeszcze jedna rzecz, która wybija „Pitch Black” z grona klonów dzieła Ridleya Scotta. Jest to postać Richarda Riddicka zagrana przez Vina Diesla. Morderca, potrafiący widzieć po ciemku, nie jest zbyt rozmowny, ale kiedy mówi, potrafi skupić na siebie uwagę. To klasyczny antybohater, którego największą zaletą jest nieprzewidywalność. Nigdy nie możemy być całkowicie pewni, czy wymorduje resztę ekipy, czy ucieknie, czy zdradzi. A może ma w sobie bardzo głęboko stłumione resztki człowieczeństwa? To jedna z najbardziej zniuansowanych postaci w dorobku tego aktora, czego nigdy bym się nie spodziewał, w czym pomaga początkowe budowanie jego historii z ust Johnsa. Reszta obsady też się sprawdza dobrze, ze szczególnym wskazaniem na Radhę Mitchell (kapitan mimo woli) i Cole’a Hausera (Johns), ale to Riddick zostaje w pamięci na długo.

pitch black3

„Pitch Black” miało odpalić całą franczyzę związaną z postacią Riddicka i nie ma się co dziwić. To jedna z bardziej fascynujących postaci kina SF, który w horrorowym entourage’u sprawdza się znakomicie. Nawet jeśli czuć inspiracje kultowym „Obcym”, film stoi na własnych nogach, co nie jest zbyt częste.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Black Summer – seria 1

Wydawałoby się, że już nic nowego nie da się w temacie apokalipsy zombie. Ludzie zmieniają się w potwory, próbują się odnaleźć w tej sytuacji oraz przetrwać. Ale to nie oznacza, że nie będą powstawać kolejne tego produkcje. Tak jak zeszło roczne dzieło Netflixa i studia Asylum, czyli „Czarne lato”.

black summer1-1

Serial jest spin-offem bardzo popularnego (w pewnych kręgach „Z Nation”) i zrobiony przez niemal tą samą ekipę, czyli reżysera Johna Hyamsa. Fabuła jest tutaj szczątkowo i skupia się na grupie ludzi, którzy zaczyna tworzyć grupę w opanowaną przez epidemię świecie. Matka oddzielona od córki (ona trafiła do transportu wojskowego), ścigany przez armię złodziej, który podszywa się pod wojaka, Koreankę szukającą matki, twardy redneck czy tracący swoją dziewczynę chłopak. Ich historie są przedstawione czasami bardzo oszczędnie, wręcz zdawkowo. Ale na tyle, by mogło nam na nich zależeć w realizacji wspólnego celu: dotarcia na stadion – miejsca przerzutu do bezpieczniejszych miejsc.

black summer1-2

Całość jest bardzo krótka i widać, że budżet nie był zbyt duży. Jednak do tego typu dzieł nie potrzeba grubych milionów, bo zwyczajnie by to przeszkadzało. Dialogów też nie ma zbyt wiele, co jest tutaj mieczem obosiecznym. Z jednej strony nie ma tutaj zbędnej gadaniny, a postacie poznajemy poprzez ich działania. Z drugiej chciałoby się ich troszkę lepiej poznać, by stworzyć z nimi silniejszą więź. Ale najbardziej zaskoczyła mnie realizacja. Tutaj bardzo często korzysta się z długich ujęć, bez montażowych cięć. Pomaga to budować napięcie oraz ciągłe poczucie zagrożenia jak w otwierającym całość marszu ku transportowi wojskowemu, włamaniu na wojskowy posterunek w celu zdobycia broni czy podczas finałowej strzelaniny.

black summer1-3

Niby znamy takie historie i wątki, ale są dwa momenty, gdzie byłem naprawdę zaskoczony. Tak było kiedy bohaterowie trafiają do szkoły, gdzie dzieciaki same rządzą, zaś sam budynek staje się pułapką. Udaje się tutaj utrzymać uwagę oraz napięcie do samego końca. Drugi raz taki suspens pojawia się w jadłodajni, gdzie grupka bohaterów jest otoczona przez nieliczne zombiaki i szukają sposobu na wydostanie się. Kamera niemal zbliżona jest na twarze postaci, w bardzo stonowanej, monochromatycznej kolorystyce, a w tle gra bardzo oszczędny ambient. A jednak ta skromność pomaga w budowaniu klimatu oraz poczuciu ciągłego niepokoju.

black summer1-4

I jeśli jest coś, co może drażnić – oprócz miejscami kilku głupotek – to sceny, kiedy mamy te same wydarzenia z perspektywy kilku osób. Sam pomysł nie jest zły, ale przechodzenie z wątku na wątek za pomocą czarnej planszy z jednym słowem (lub paroma) wydaje się bardzo archaiczny. Zaś aktorstwo jest tutaj naprawdę niezłe, mimo udziału nieznanych aktorów.

Kolejne zaskoczenie od Netflixa i mam nadzieję, że powstanie kolejny sezon. Dzieło młodego Hyamsa przede wszystkim imponuje swoją intensywnością w budowaniu napięcia oraz klimatu, jakiego nie czułem w tym gatunku od czasu pierwszych serii „Walking Dead”. Chciałbym głębiej wejść w ten świat, razem z tymi postaciami, co sugeruje zakończenie. Będzie ciąg dalszy?

7/10

Radosław Ostrowski

Castlevania – seria 2

Pierwszy sezon netflixowej „Castlevanii” był bardziej obietnicą czegoś intrygującego i ciekawego w kwestii adaptacji gier komputerowych. Cztery nieco ponad 20-minutowe odcinki stanowiły fundament do tego, na co czekali fani gier: konfrontacji Trevora Belmonta – ostatniego z rodu łowców wampirów – z hrabią Draculą. Naszemu lekko podpitemu młodziakowi towarzyszy syn hrabiego, Alucard oraz posiadająca tajemną wiedzę Sypha, przedstawicielka Mówców. By nasze trio mogło powstrzymać hrabiego ze swoim poruszającym się zamkiem, wyruszają do zniszczonego domostwa Belmontów.

castlevania2-1

Drugi sezon jest dwa razy dłuższy i sama historia zostaje rozbita na dwa wątki. Pierwszy dotyczy naszego zawadiackiego tria, które zaczyna coraz bardziej się zgrywać. Po drodze rzucając wiele złośliwych tekstów, docinków oraz przeglądania zbiorów. Przez co można odnieść wrażenie, że jest troszkę monotonnie i nudno. Ale jest jeszcze drugi wątek, czyli prowadzenie wojennej rzezi przez wampiry. I tutaj pojawia się kilka niespodzianek. W obozie hrabiego pojawia się dwóch przedstawicieli ludzi, odcinając się od swoich pobratymców. I to ten duet (Hector i Isaak) ma podjąć rolę głównych strategów, co wywołuje spięcia. Każdy z nich ma inne podejście, dziwaczną i pokręconą przeszłość, przez co ich losy toczą się zupełnie inaczej. Prostoduszny, pragnący wskrzeszać istoty Hector oraz naznaczony religijnym fanatyzmem Izaak zgrabnie się uzupełniają, a ich dalsze losy będą rozwijane w kolejnej serii (mam nadzieję).

castlevania2-2

Na tym dworze prowadzone są kłótnie, intrygi oraz rywalizacje o koncepcje walki. Tutaj też pojawiają się dwie bardzo wyraziste postaci: żądny krwi Godbrand i próbująca przejąć władzę o tron Carmilla. A nad tym wszystkim znajduje się coraz bardziej zmęczony cała sytuacją Dracula. To jeszcze dodatkowo pomaga w budowaniu napięcia oraz świata przedstawionego. Wszystko doprowadzone jest do finałowej, bardzo intensywnej konfrontacji, pełnej dzikiej bijatyki, krwi oraz dynamicznej choreografii. Same sceny akcji są tutaj brutalne, pełne oderwanych kończyn, posoki oraz okrucieństwa. To zdecydowanie produkcja dla dorosłych, zaś sama kreska bardzo przypomina japońskie anime. Ręcznie rysowana kreska, z dynamicznymi ruchami postaci i kamery (podczas scen akcji), dodając własnego charakteru.

castlevania2-3

I to jest nadal kapitalnie zagrane głosowo. Szorstki Trevor Belmont (Richard Armitage), opanowany oraz charyzmatyczny Dracula (Graham McTavish) nadal brzmią idealnie. Ale swoje zrobili nowi bohaterowie jak arogancki, pewny siebie Godbrand (cudowny Peter Stormare), planująca swoją intrygę oraz manipulująca Carmilla (niemal uwodząca Jaime Murray), a także bardzo oddany hrabiemu Isaac (charyzmatyczny Adetokumboh M’Cormack). Nowe postacie dodają jeszcze więcej kolorów do tego mrocznego, brutalnego świata.

castlevania2-4

Powiem krótko: drugi sezon „Castlevanii” bije pierwszy na głowę. Jest lepiej napisany, równie krwawy i brutalny, tylko pozornie zamykający całą historię. Bo może i główny antagonista zginął, ale nie wyparowało całe zło na Wołoszczyźnie. Może tylko humor wydaje się troszkę nie na miejscu, lecz poza tym całość rozwija się fenomenalnie. Kto wybiera się na 3. serię?

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Lighthouse

Latarnia morska – miejsce, które pokazuje marynarzom kierunek ku lądowi, stabilizacji i bezpieczeństwu. Bo morze jest zwyczajnie nieobliczalne i może wydarzyć się masa rzeczy. Nawet na wyspie odciętej kompletnie od cywilizacji. Taki jest przypadek dwóch panów: Thomasa Wake’a i Ephraima Winslowa, którzy mają spędzić w latarni morskiej 4 tygodnie. Wake już tu przebywa od dłuższego czasu, zaś jego poprzednik zniknął w niejasnych okolicznościach. Panowie próbują się dogadać, jednak pogoda zaczyna się pogarszać.

latarnik1

Robert Eggers wraca do straszenia w czasach pełnych przesądów, gdzie wszelkie zjawiska były tłumaczone w sposób dziś uznany za nieracjonalny. „Lighthouse” jest bardzo kameralnym, wyciszonym horrorem psychologicznym. Tak przynajmniej to brzmiało na papierze, rzucając kolejnymi symbolami, scenami oraz tajemnicą. Dwóch facetów, bardzo zamknięta przestrzeń, dużo alkoholu oraz mewy. Dużo mew, które są duszami zmarłych marynarzy. Reżyser próbuje opowiedzieć historię ludzi zderzonych ze sobą, skrywających pewne tajemnice. Zaginiony poprzednik, syrena, jakieś mackowate coś (tylko we fragmencie) – im dalej w las, tym większy chaos mamy w głowie. Co jest prawdą, urojeniem, delirką i o co tu tak naprawdę chodzi. Niby są rzucane jakieś poszlaki oraz potencjalne tematy (toksyczna męskość, skrywany homoseksualizm, potępienie, tłumione żądze, wiara, relacja Bóg-człowiek), jednak żaden nie zostaje w pełni rozwinięty. Albo inaczej: brakuje tutaj jednoznacznego postawienia kropki nad i, przez co seans był strasznie nieczytelny, wywołując mętlik. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, iż Eggers miał świetny pomysł, ale gdzieś po drodze zbłądził. Dlatego seans tak mi się dłużył, nużył i zwyczajnie męczył. A finału kompletnie nie zrozumiałem.

latarnik2

Nie chodzi tu o to, że musi być tutaj wszystko wyłożone wprost. Jednak obecność zbyt wielu znaków zapytania też nie działa na plus. Zawsze mam problem, gdy niedopowiedzeń jest tak dużo, jakby całość klejono na ślinę. I nie pomaga ani świetna realizacja, ani zachowanie wierności realiów epoki (język oraz scenografia). Czarno-białe zdjęcia z niemal kwadratowym formatem wywołuje poczucie ciasnoty, gdzie twarze Roberta Pattinsona oraz Willema Dafoe (obaj są świetni) zasłaniają cały ekran. Oni są w stanie przyciągnąć uwagę na dłużej, jednak nawet ten duet nie jest w stanie wznieść filmu na wyższy poziom.

latarnik3

„Lighthouse” jest dla mnie przykładem filmu słabszego od mocnego debiutu. Zabrakło mi tutaj klimatu niepokoju oraz poczucia zagrożenia, zamiast tego reżyser skupia się na symbolach oraz rzucaniu kolejnymi tropami interpretacyjnymi. Szkoda, bo facet wydaje się utalentowanym twórcą.

5/10

Radosław Ostrowski

Hellboy (2019)

Po dwóch częściach od Guillermo del Toro, fani Hellboya oczekiwali na część trzecią. Lata jednak mijały, a z planów nic nie wychodziło. Bo filmy meksykańskiego reżysera, choć wysoko cenione przez krytykę, nie przyciągnęły zbyt wielkiej widowni. Więc co postanowiono zrobić? Reboot, czyli lekko zmutowaną wersję pierwszej części. Tylko z R-ką i osadzony w Wielkiej Brytanii, zaś Czerwony stanie do najtrudniejszego zadania: powstrzymać Brexit. 😉

Ale bądźmy na chwilkę poważnie. Hellboy nie zna swojego pochodzenia, ale wie, że jest inny od reszty. Jego relacje z ojcem są bardzo napięte, a kolejne zlecenia coraz bardziej zaczynają go męczyć. No i niemal wszyscy chcą go sprzątnąć, gdyż – zgodnie z dawną przepowiednią – ma on doprowadzić do końca świata. I tego chce pochodząca z V wieku wiedźma zwana Królową Krwi, która została pocięta na kawałki przez samego króla Artura. Tak, tego króla Artura. Ktoś zaczął zbierać jej rozćwiartowane członki. No i nasz Czerwony będzie musiał dokonać wyboru.

hellboy3-1

Reżyser Neil Marshall kompletnie odcina się od poprzednich części i próbuje zaproponować swoją własną wizję. Wizję pełną krwi, rozpaćkanych ciał, paskudnych monstrów w CGI oraz rzucanych faków na prawo i lewo. A wszystko zrobione w bardzo kampowym stylu, gdzie wszystko na siłę jest dośmieszniane, fabuła jest jednym wielkim żartem. Zbyt lekki ton czyni całą tą opowieść nieangażującą, pozbawioną napięcia, gdzie niemal wszystkie problemy są rozwiązywane bardzo szybko. Niby są tu dylematy naszego bohatera, który nie należy za bardzo do żadnego ze światów i mierzący się ze swoim przeznaczeniem. Tylko, że to sprawia wrażenie troszkę ciała obcego, gryząc się z całą resztą. Zaś same wizje piekła czy dokonująca się apokalipsa są bardzo krótkie (parę minut) i bardzo gwałtownie ucięte. A sama R-ka wydaje się kompletnie niepotrzebna.

hellboy3-2

Kolorystycznie jest bardzo szaro-bury i pozbawiony własnego charakteru. Kilka scen niemal jeden do jeden przypomina sytuacje z pierwszego „Hellboya” (transformacja Czerwonego w demona), przez co miałem poczucie wtórności. Jest tutaj parę fajnych scen (walka z gigantami zrobiona w jednym ujęciu, konfrontacja w Tijuanie czy spotkanie z Babą Jagą w chatce na kurzej łapce) oraz odrobinkę dowcipnych tekstów. W tle gra jeszcze lekko rockowa muzyczka, nawet niezła, ale to jest za mało, by nazwać całość udaną.

hellboy3-3

Aktorsko najbardziej tutaj bronią się dwie kreacje, czyli Hellboy oraz profesor Broom. Pierwszego gra David Harbour, który wypada tutaj bardzo dobrze. Jest odpowiednio szorstki, cyniczny oraz ciętym twardzielem, mierzącym się z przeznaczeniem. Godnie zastępuje Rona Perlmana i stanowi najmocniejszy punkt całej obsady. W drugiego wciela się Ian McShane, który jest odpowiednio cięty, z bardzo szeroką wiedzą oraz troszkę dupek. Docinki między tą dwójką wypadają świetnie, ale reszta wypada zaledwie solidnie. Brakuje tutaj interakcji między resztą postaci a Hellboyem, co mogło wnieść całość na wyższy poziom. A Milla Jovovich jako główna antagonistka? Absolutnie przerysowana, przeszarżowana i sztuczna, a jej motywacja zwyczajnie nudzi.

hellboy3-4

Chłodny odbiór tej części doprowadził do tego, że cała franczyza ostatecznie poszła do piachu. Marshall tutaj mierzy się ze studiem, co do wizji filmu i nie mogę pozbyć się wrażenia, że w trakcie realizacji zmieniły się reguły gry. Kompletnie nudny, pozbawiony charakteru i z bardzo bzdurną intrygą. Totalne zaprzeczenie dobrego kina rozrywkowego.

4/10

Radosław Ostrowski

Hellboy: Złota armia

Wszyscy pamiętamy Hellboya vel Czerwonego? Kiedy w 2004 roku pojawił się po raz pierwszy na ekranie nie zgarnął zbyt wiele pieniędzy, choć opinie miał bardzo pozytywne. I kiedy wydawało się, że nie zobaczymy naszego demonicznego (anty)herosa – wytwórnia Columbia wycofała się – znaleziono nową wytwórnię, a Guillermo del Toro mógł spokojnie pracować nad kontynuacją.

I jeśli myśleliście, że syn Szatana będzie miał wolne oraz święty spokój, zapomnijcie. Ale tym razem przeciwnik będzie o wiele trudniejszy, bo to książę elfów, pragnący zniszczyć coraz bardziej chciwą oraz niszczącą świat ludzkość. By tego dokonać potrzebuje stworzonej przez swoich pobratymców Złotej Armii, która jest niezniszczalna, a do sterowania nią potrzebna jest specjalnie wykuta korona. Problem w tym, że między elfami a ludźmi jest zawarte przymierze, a korona została podzielona na trzy części. Jakby nasz heros miał mało problemów, dochodzi do coraz większych spięć między nim a Liz, zaś do komórki zostaje przydzielony nowy agent, który ma kontrolować Hellboya.

hellboy2-1

Z sequelami do filmów bohaterskich jest zazwyczaj tak, że nie mając już problemu w postaci bliższego pokazania korzeni protagonisty, można bliżej skupić się na relacjach czy bliższemu pokazaniu świata. Del Toro tym razem wyrusza ku bardziej baśniowym klimatom, znanym już choćby z „Labiryntu Fauna”. Ale jednocześnie bardziej jest tutaj zarysowany pewien dylemat wobec Hellboya – jest „innym”, wręcz nazywany potworem, a staje w obronie ludzi, którzy go nie znoszą, wręcz gardzą nim. Czy niejako zabijając istoty swojego rodzaju nie czyni tego świata uboższym? A może należało doprowadzić do zagłady ludzkości? To czyni naszego bohatera bardziej ludzkim, ale nie czyni z całości poważnego, napuszonego dramatu egzystencjalnego.

hellboy2-4

Bo drugi „Hellboy” to akcja oraz humor rozładowujący napięcie, przez co nie jest strasznie patetycznie oraz sztywno jak na pogrzebie (lub filmie Zacka Snydera 😉).Reżyser pomysłowo inscenizuje rozróbę (jak choćby walka z Drzewcem, książę zarzynający strażników ojca czy finałowa konfrontacja ze Złotą Armią w tle), zaś montaż nie wywołuje chaosu czy dezorientacji jak w przypadku drugiego „Blade’a”. Wykonane to jest lepiej, efekty specjalne i charakteryzacja jeszcze bardziej podnoszą poprzeczkę, tak jak design nowych postaci (Krauss z tym hełmem pełnym pary). Nadal położony jest nacisk na relację między bohaterami (Czerwony z Abem – kapitalna scena picia z Barrym Manilowem w tle!!! czy interakcje z Kraussem), przez co zwyczajnie na nich nam zależy, a stawka jest odczuwalna.

hellboy2-2

Aktorsko nadal starzy znajomi zachowują poziom, dostarczając masy frajdy. Ron Perlman, Doug Jones, Selma Blair po prostu pasują do swoich postaci znakomicie, a ten drugi w roli Abe’a pokazuje troszkę inne oblicze tej postaci. Z nowych osób, najbardziej wybija się Krauss obdarzony głosem Setha MacFarlaine’a. Pozornie wydaje się sztywnym służbistą, bardzo twardo trzymającym się przepisów i regulaminu, przez co może budzić antypatię. Niemniej trudno nie szanować go za profesjonalizm oraz finał, gdzie decyduje się postąpić niejako wbrew sobie. Intrygujący jest Luke Goss w roli księcia Nuali, któremu ciężko nie przyznać racji w kwestii oceny naszej rasy. Żądny zemsty wojownik, pragnący przywrócenia dawnej chwały elfom i niejednoznaczna w ocenie postać. Plus bardzo delikatna siostra, czyli Anna Walton.

hellboy2-3

Mało kto się spodziewał, ale drugi „Hellboy” przebiła poprzednika już na samym starcie. Wszystko jest lepsze, ciekawsze oraz bardziej intrygujące. Zakończenie raczej sugeruje zamknięcie historii i jakiekolwiek szanse na sequel są niewielkie. Bardzo dobre kino rozrywkowe.

8/10

Radosław Ostrowski