

W latach 90-tych był to jeden z najpopularniejszych rockowych zespołów w Polsce, który może i grał bardziej pod radio, ale nie brakowało im ikry i ognia. Z ostatnich płyt w radiach raczej gra się spokojniejsze ballady i to mogło przekonać fanów, ze złagodnieli. Na swoim dziesiątym, podwójnym albumie „X” pokazują, że jeszcze potrafią przyłoić.
Jak wspomniałem „X” to dwie płyty, za których produkcję odpowiadają Sebastian Piekarek (gitarzysta sesyjny i kompozytor) oraz Marcin Trojanowicz (klawiszowiec). I zaprawdę powiadam wam, jeszcze pamiętają jak należy używać gitary elektrycznej. Łoją aż miło od początku (singlowy „Taki sam” – także po angielsku czy najostrzejsza „Pretty Baby”), a gitary słucha się naprawdę z wielką frajdą. Czasem bywa surowo i ponuro („Styks”, także po angielsku), czasem po prostu głośno („To moje życie”, „Za siebie”), szybko („Gniew”, „Uciekaj”). Poza tym, jak każda szanująca się rockowa kapela, musiały pojawić się spokojniejsze ballady takie jak „Szczęśliwa” i „Pod wiatr”. Ale tutaj jednak jest więcej mocnego grania, co chyba jest plusem, zaś te spokojniejsze wypadają całkiem przyzwoicie.
Druga zaś płyta zawiera sześć piosenek, z czego tylko dwie po polsku. Zaś piosenki po angielsku to covery („Never Turn Back Time”, „Styx” i „God” – kolejno „Taki sam”, „Styks” i „Mój Bóg”) oraz „Your Ghost” zagrany tylko na gitarze akustycznej. Zaś polskie piosenki to idący w stronę bluesa „Ocean” ze średnim udziałem Patrycji Markowskiej oraz najlepsza ze spokojniejszych „Twój cały świat” śpiewany przez córkę Artura Gadowskiego, Zuzannę z wręcz piękną aranżacją.
Jeśli ktoś nie lubił wokalu Gadowskiego, mam złą wiadomość – nie zmienił się. Czuć, że to rockowy wokal, jeszcze ma iskrę i słucha się go przyzwoicie. Także teksty są naprawdę w porządku, zaś tematyka taka typowa – miłość, wierność sobie, bunt. I tutaj też trudno się do czegoś przyczepić.
Gadowski i spółka nadal grają rocka, jeszcze pokazując pazur i energię, co się chwali. Owszem, zdarzają się słabsze momenty, ale nie zmienia to faktu, że to dobry album.
7/10
Radosław Ostrowski
