

Ten wokalista w tym roku obchodzi 55-lecie działalności artystycznej. Najbardziej znany głównie dzięki przebojom „Oh, Carol” i „Diana” Paul Anka w roku 2005 zrobił najbardziej zaskakującą płytę w jego dorobku.
Na „Rock Swings” znajduje się 14 coverów rockowych piosenek, które Anka przerobił na swoją modłę (swingowo-jazzową) i brzmią tak jakby powstały 50 lat temu. Za pierwszy razem może to wywołać konsternację i zdziwienie, ale utwory te pozbawione rockowego pazura brzmią naprawdę interesująco. Zresztą Anka nie jest pierwszy wokalistą dokonującym tego typu album (przed nim zrobił to Pat Boone i Richard Cheese). Może i brzmi to staroświecko, nie zabrakło obowiązkowych dęciaków („Eye on the Tiger” z solo saksofonu oraz „rykiem tygrysa”), fortepianu czy smyczków, a linia melodyjna nie ulega jakimś poważnym zmianom, ale brzmi to zaskakująco lekko, a nawet zabawnie.
Zaś samy wybór piosenek też imponuje: od Van Halen przez Soundgarden, Oasis, Bon Jovi i Nirvanę, aż na Claptonie kończąc. A także pojawiają się tu przeróbki bardziej popowych wykonawców jak Michael Jackson czy Pet Shop Boys. Nie brakuje tutaj dynamicznego tempa („Jump” Van Halen), jak i bardziej stonowania i elegancji („Everybody Hurts” R.E.M., które w połowie nabiera większej mocy czy zrobionego w podobny sposób „Black Hole Sun”) czy takiego swingowego sznytu („Wonderwall” Oasis), jednak naprawdę brzmi to zaskakująco dobrze. Dla mnie największymi zaskoczeniami było „It’s My Life” i bardzo delikatne „It’s A Sin”.
Zaś sam wokal Anki jest naprawdę ciekawy. Miałem wrażenie, że ten muzyk po prostu się świetnie bawi i ma ten feeling, który jest w takiej muzyce wskazany. Śpiewa lekko, a nawet i zadziornie.
Mimo dość długiej działalności, Anka tym albumem pokazał, że ma jaja, tworząc kompletnie nowe wersje znanych hitów w stylistyce, w której czuje się wygodnie. Ja bawiłem się przy tej płycie bardzo. A was zachęcam, bo tego jeszcze nie słyszeliście.
8/10
Radosław Ostrowski
