

36-letni gitarzysta jest jednym z najbardziej zapracowanych muzyków. Działalność solowa, z zespołem Black Country Communion czy gościnne występy u innych – jest tego sporo. Teraz pojawia się jego nowa płyta koncertowa.
Ten dwupłytowy album to zapis koncertu akustycznego, który odbył się w Wiedeńskiej Operze. Utwory są lekkim podsumowaniem dorobku Bonamassy, zaś aranżacja akustyczna nie zaszkodziła brzmieniu. Poza gitarą przewijają się tu m.in. na harfa klawiszowej, banjo, mandola, skrzypce, fisharmonia, dzwonki i instrumenty perkusyjne. Brzmi to bardzo pomysłowo („Slow Train” zaczynające się od gitary idącej z prędkością pociągu oraz skrzypcami), nie brakuje samych instrumentalnych kompozycji („From the Valley”), zaś atmosfera bardzo kameralna i niektóre instrumenty dobarwiają poszczególne utwory („Disclocated Boy” z bębenkami czy smyczki w „Driving Towards the Daylight”). Nie zabrakło też i coverów („Jockey Full of Bourbon” Toma Waitsa z pianistycznym wstępem, „Slow Gin” czy „Segull”). 20 kompozycji, które wypadają po prostu wybornie. Nadal jest przebojowo, choć spokojniej, zaś aranżacje zasługują na uznanie, bo nie ma mowy o jakiejkolwiek monotonii.
No i sam gospodarz jest w wybornej formie – zarówno jeśli chodzi o grę na gitarze (wystarczy posłuchać „Woke Up Dreaming”), jak i o wokal, który na przestrzeni przeszedł ewolucję z chrypliwego krzyku w bardziej głęboki głos.
Nie będę rozdrabniał się i pisał o poszczególnych utworach, bo w tym przypadku nie ma tu żadnego sensu. Całość jest równa, muzyka fantastyczna, a wokal bezbłędny. Tak powinny brzmieć koncerty.
9/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski
