Piąta pora roku

Pozornie tych dwoje ludzi różni wiele, choć oboje są w tym samym wieku. On Witek jest rencistą dorabiającym graniem na trąbce – na pogrzebach, w klubie seniora w rytm disco polo – oraz hodującym gołębie. Ona Basia kiedyś uczyła muzyki i jest wdową po uznanym malarzu. Kobieta prosi Witka, by odwiózł ją nad morze.

Filmów o starości w ostatnim czasie pojawiło się kilka na naszym podwórku – „Tulipany”, „Pora umierać”, „Ostatnia akcja”. Do tego próbuje dołączyć najnowszy film Jerzego Domaradzkiego. Twórca „Wielkiego biegu” tym razem wykorzystuje konwencję kina drogi tworzy opowieść o dwojgu niemłodych ludzi, którzy przypadkowo odnajdują miejsce na ziemi obok siebie, choć dzieli ich wszystko. Niby typowe i przerabiane wiele razy, jednak tutaj opowiedziane w sposób lekki, rozładowując sytuację humorem – czasem rubasznym (spotkanie z alfonsem i prostytutką), czasem subtelnym, ale nigdy chamskim i wulgarnym, zawsze w sposób ciepły i delikatnie, z uśmiechem na twarzy. Okraszone to ładnymi zdjęciami, pokazujące Śląsk (gdzie toczy się większość wydarzeń) jako coś więcej niż tylko kopalnie, z dobrym dźwiękiem i montażem, choć w paru miejscach muzyka lekko kiksuje.

pora_roku1

Ta historia nie miałaby tej siły, gdyby nie świetnie poprowadzeni aktorzy. Nie zawodzi Marian Dziędziel jako podstarzały lowelas, który chyba bardziej od kobiet kocha tylko gołębie. Poza tym to niemal idealny facet. Partneruje mu Ewa Wiśniewska, która znowu gra elegancką damę, choć zdarzy się jej zapalić marihuanę. Zaś na drugim planie znów błyszczy Andrzej Grabowski jako Bogdan, kumpel Witka, znów rozweselając widownię, a poza nimi jest kilka ciekawych epizodów, ale nie będę ich zdradzał.

pora_roku2

Niby nie jest to nic wielkiego czy oryginalnego, ale w jakiś ciekawy sposób to trafia. Taka słodko-gorzka, choć ciepła obyczajowa historia nie tylko dla osób w wieku 50+. Dobra robota, panie Domaradzki.

7/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz