Myslovitz – Sun Machine

sun_machine

Chłopaki z Mysłowic zdecydowali, że nie ma co zwalniać tempa i rok po swoim debiucie nagrali druga płytę z angielska wziętym tytułem „Sun Machine”.

Doszło wtedy do dwóch poważnych zmian – do grupy dołączył Przemysław Myszor, który tutaj gra na gitarze a na następnych płytach także na klawiszach, zaś producentem tego albumu został Andrzej Paweł Wojciechowski, który wówczas odpowiadał m.in. za płyty O.N.A., Renaty Przemyk i Martyny Jakubowicz.

I początek przypomina debiut, czyli jest bardzo przebojowo, gitara miejscami jest trochę brudniejsza („Blue Velvet”), sekcja rytmiczna nie zawodzi. Nie brakuje też odniesień do rocka lat 60. („Z twarzą Marilyn Monroe”, „Jim Best” z zapętlającą się perkusją na końcu czy „Funny Hill”) i słucha się tego z niekłamaną frajdą. Ale panowie nadal szukają czegoś nowego i udaje im się zaskakiwać jak w balladzie „Amfetaminowa siostra”. Na początku bardzo delikatnie gra gitara i bas z perkusją, by pod koniec podostrzyć atmosferę, z delikatną gitarą i wyraźnym basem. Jednak na mnie największe wrażenie zrobiła najdynamiczniejszy w całym zestawie „Bunt szesnastolatki”, gdzie śpiewa basista Jacek Kudelski (i to całkiem nieźle). Nie ma tutaj takiej psychodelii jak w debiucie, ale całość jest skoczna i wszystko ze sobą się komponuje. Ale żeby nie było tak różowo, to ten album ma jedno słabe ogniwo – cover „Historii jednej znajomości” utrzymana w melancholijnym tonie (klawisze i gwizdy, jakieś kroki). Nie jest źle, ale na mnie działa dość usypiająco. Drugą niemiłą niespodzianką jest „Good Day My Angel”, tym razem śpiewany przez Iana Harrisa, który śpiewa nieźle, jednak poza tym mamy powtórkę z rozrywki.

Reszta się nie zmieniła i trzyma poziom poprzedniczki. Nadal mamy wokal Rojka, który brzmi lepiej z każdym utworem. Także teksty są już lepsze, choć tematyka nie zmieniła się (miłość, ale też o nałogu i sławie), to jednak nie brakuje trafnych fraz, ciekawych metafor czy odrobiny ironii jak w „Buncie szesnastolatki”, „Z twarzą Marilyn Monroe” czy „Amfetaminowej siostrze”.

W krótkim czasie mamy skok jakościowy w porównaniu do debiutu. Chociaż te piosenki miały potencjał na hity, niegłupie teksty i coraz lepiej śpiewający Rojek. Może jeszcze nie wszystko było idealne, ale całość wypada znów bardzo powyżej przeciętnej. Ale najlepsze jeszcze przed nami.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz