

Świetne recenzje i bardzo dobry odbiór wśród publiczności – to spore osiągnięcia zespołu Myslovitz. Na ósmą już płytę trzeba było czekać aż pięć lat, w trakcie których doszło do niesnasek i po wydaniu tego albumu Rojek opuścił zespół. Ale nie będę tu dyskutował o rozpadzie, ale zadam pytanie jak brzmi ta płyta.
Ten album wyprodukował sam zespół, a całość zawiera 9 piosenek. Czuć inspirację poprzednimi dokonaniami, ale nie ma tutaj nudy. Na sam początek dostajemy mocny cios, czyli naprawdę „Skazę” (spokojny początek, szybka perkusja, klawisze i ostra gitara pod koniec, a Rojek się drze). Nie brakuje odrobiny psychodelii (łagodnej w „Art Brut” czy trochę mocniejszej w „Ukryte” pachnącej „Skalarami”), melancholii („Przypadek Hermana Rotha” z instrumentalną końcówką czy „Srebrna nitka ciszy” z akustyczną gitarą i fortepianem), a nawet punkowego brudu i energii („Ofiary zapaści Teatru Telewizji” czy „Efekt motyla”). Zespół kolejny raz bardzo zaskakuje, a całość jest spójna, bardzo interesująca i energetyczna.
Rojek znów zaskakuje, choć nadal śpiewa bardzo delikatnie. Potrafi jednak mocno podrzeć się („Skaza”), recytować („Ofiary zapaści Teatru Telewizji”, końcówka „Bloga filatelistów polskich”), czy też wyrazistym falsetem („21 gramów”). Teksty są całkiem dobre, choć czasami mocno ocierające się o grafomanię („21 gramów”), tematyka też jest dość różnorodna: miłość („Ukryte”), starość („Przypadek Hermana Rotha”), szpanerstwo („Skaza”), nienawiść („Ofiary zapaści Teatru Telewizji”). Nie brakuje ciekawych fraz czy metafor i słucha się tego bez bólu.
Ostatnia płyta nagrana z Rojkiem na pokładzie jest przykładem, że ekipa jeszcze się nie wypaliła i jest w stanie zaskoczyć. Pytanie czy najnowsza płyta będzie w stanie tego dokonać? Przekonamy się wkrótce.
8,5/10 + znak jakości
Radosław Ostrowski
