Kyle Eastwood – The View from Here

The_View_from_Here

Niedaleko czasem pada jabłko od jabłoni, także tej rodzinnej. Zwłaszcza, gdy mówimy o rodzinie artystycznej. Tutaj tym razem mówimy o kolejnej płycie jazzowej, z muzyką instrumentalną. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jej autor. Jest nim znany basista i muzyk jazzowy, Kyle Eastwood. Syn TEGO Eastwooda, który zabijał na ekranie więcej ludzi niż ktokolwiek z czytających tutaj. A to już jego szósty solowy album (o soundtrackach pisanych do filmów ojca, nawet nie wspomnę).

Kompozycji jest 12 i jak wspomniałem są to jazzowe standardy i zaprosił wielu uznanych muzyków: saksofonistę Graeme’a Blevinsa, trębacza Graeme’a Flowersa, pianistę Andrew McCormacka i perkusistę Martyna Kaine’a. A miedzy nimi jest odczuwalna chemia. Na pierwszy plan jednak wybijają się dęciaki („For M.E.”), chociaż i fortepian czasem błyśnie („Sirocco”). Kompozycje są bardzo długie (najkrótsza ma 4 i pół minuty), ale każda z nich ma swój własny rytm i zróżnicowane tempo narzucane przez sekcję rytmiczną. Nie brakuje szybkiego tempa („Une suit at Senegal”), instrumentalnych popisów (głównie saksofonu i trąbki. Każdy z instrumentów rozbrzmiewa w każdym utworze, a całość wypada naprawdę elegancko i słucha się tego z przyjemnością, nawet dla osób, które nie przepadają za tego typu muzyką.

7,5/10

Radosław Ostrowski


Dodaj komentarz